Subnautica 2 zadebiutowała we wczesnym dostępie. Prawie pół miliona graczy na premierę
Subnautica 2 jest już dostępna. Unknown Worlds Entertainment otworzyło dzisiaj właz wczesnego dostępu do swojego podwodnego survivalu i gracze nie kazali na siebie długo czekać – jak podają statystyki na SteamDB, szczytowa liczba równoczesnych graczy przekroczyła 467 tysięcy, co czyni ten debiut jednym z najmocniejszych w historii podobnych premier.

Wynik nie jest zaskoczeniem. Kilka dni przed premierą gra przekroczyła 5 milionów pozycji na liście życzerń na Steamie – liczba rzadko spotykana nawet wśród największych produkcji. W ramach podziękowania twórcy wręczyli społeczności darmową statuetkę Reaper Leviathana dostępną przez pierwszy tydzień od premiery. Cena wczesnego dostępu to 115 złotych. Wersja 1.0 planowana jest za dwa do trzech lat.
Sam sequel jest znaczącym krokiem naprzód względem oryginału. Dostajemy nową, obcą planetę, zupełnie nieznane biomy, dynamiczne prądy oceaniczne i stworzenia, których jeszcze nie widzieliśmy. Po raz pierwszy w historii pojawił się też tryb wieloosobowy: do czterech osób jednocześnie.
Droga do premiery nie była jednak, przepraszam za wyrażenie, usłana koralowcami. W zeszłym roku studio przeżywało poważne turbulencje wewnętrzne. Spór z wydawcą, Kraftonem, zakończył się procesem sądowym. Doszło do zmian w kierownictwie. Premierę przesunięto o rok. Na kilka dni przed startem w sieci pojawiły się przecieki niedokończonej wersji gry: Unknown Worlds potwierdziło, że pirat sam się do nich zgłosił. Społeczność jednak w większości stanęła po stronie developerów. Incydent wpisuje się w szerszą falę wycieków w ostatnich dniach: przykładem może być Forza Horizon 6 czy Death Stranding 2.

Pierwsze wrażenia graczy są dość entuzjastyczne: w mediach społecznościowych gra jest chwalona za klimat, eksplorację i poczucia, że nie zostaliśmy wyrwani z korzeniami. Oczywiście, są już pierwsze uwagi techniczne, jak brak możliwości regulacji pola widzenia. Po to jest jednak właśnie wczesny dostęp, żeby gracze mogli sobie potestować grę i zaoferować developerowi informację zwrotną.
Gracze: „Chcemy dopracowanych, oryginalnych gier!”
Też gracze: „O, kolejny survival w early accessie, który może, ale nie musi kiedykolwiek doczekać się pełnej wersji! Szybko, bierzcie nasze pieniądze!”
Od razu wiadomo, że w 1 nie grałeś
100%
Zadziwia mnie granie we wczesnym dostępie w gry z kampanią do przejścia.
Namęczy się człowiek trafiając na bugi, niedopracowane mechaniki czy natknie na rzeczy i miejsca mające być dopiero później finalnie dopracowane, a gdy już zostanie wydana oficjalna wersja to nie będzie już w niej nic odkrywczego i ciekawego…
Ja uwielbiam Subnauticę i właśnie dlatego zaczekam nie tylko na premierę ale jeszcze ze dwie solidne aktualizacje zanim ją zakupię.
Tak czy inaczej szanuję maniaków wczesnego dostępu ale kompletnie ich nie rozumiem 😉
O to, to.
Od kilku dni mnie nosi, ale obiecałem sobie, że nie zagram. Pierwsza część tak mnie wciągnęła właśnie dlatego, że zagrałem dopiero w pełną wersję. I wydaje mi się, że wielu dzisiaj wyczekujących i rzucających się na Subnautikę 2 też odkryło „jedynkę” dopiero po premierze albo nawet po wydaniu Below Zero. Powietrze z tego balonika za kilka dni zejdzie, bo chyba nie ma aż tak dużo zawartości.
Mimo to flopem to nie wygląda. I super, bo spodziewałem się dramatu, a tak będzie na co czekać. Ale 2-3 lata… No, to jest dramat za to.
Nie mogę też zrozumieć tej pół banki ludzi, którzy rzuci się na płatne beta testy kawałka zawartości. No wprost nie kumam.
Z drugiej strony, przynajmniej to, że ktoś jest skłonny wybulić i „ograć” we wczesnym dostępie oznacza, że jest większe prawdopodobieństwo, że „dzięki ich poświęceniu” gierka będzie miała mniej bugów, kiedy to wreszcie sam będziesz ogrywał ^^
Nie zaglądam nikomu do portfela i niech każdy wspiera, co chce, natomiast rzeczywiście trudno nie odnieść wrażenia, że gracze sami sobie zaprzeczają. Rzucanie się na early access to przecież odpowiednik kupowania kota w worku, z tą jednak różnicą, że tu masz absolutną pewność, iż ów kot przez przynajmniej kilka lat będzie poważnie niedomagać. A później przychodzą tacy na fora i krzyczą te swoje „remember: no preorders!”. Bo jak wydawca rzuci na rynek grę wymagającą później drobnych poprawek, to wyciągamy ze schowka widły i pochodnie, ale z jakiegoś powodu nie mamy problemu ze świadomym kupowaniem czegoś, co optymistycznie można nazwać alfą. Tu ciągle przypomina mi się Valheim, który swego czasu okazał się wielkim hitem przekraczając 12 milionów kopii. Oczyma wyobraźni widziałem jak ten bodajże czteroosobowy team pod wpływem wysypania nań wagonu pieniędzy zacznie rekrutować, rozwijać się, jak ten skromny projekcik wkrótce wyrośnie na czołowego przedstawiciela gatunku. No i się zdziwiłem, choć właściwie nie powinienem był.
Mogli by dołożyć VR.