Twórca Resident Evil żartuje, że chciałby zrobić przytulny symulator życia o emeryturze Leona. Fani są na tak
Kiedy pojawia się hasło „Resident Evil”, od razu wiadomo, czego można się spodziewać – zombiaków, spluw i krwawych bebechów. Ale co gdyby było inaczej? Hideki Kamiya, właściwie ojciec marki, nie jest największym fanem horrorów (o ironio). Zapytany przez fana, czy wróciłby do serii, gdyby mógł zrobić grę nienależącą do tego gatunku, Kamiya przedstawił żartobliwie wizję „Resident not-Evil”.
Pomysł Kamiyi przypomina grę z podgatunku produkcji „przytulnych” (czy też „cozy”), które kojarzymy z hitami takimi jak Stardew Valley i jego liczni, czasem naprawdę nieźli naśladowcy. Jego wypowiedź przetłumaczył Automaton West.
Gdyby to ode mnie zależało, to byłaby gra o emeryturze Leona, którą spędza łowiąc ryby, zbierając dzikie warzywa, wypiekając chleb, wyprowadzając psa, zajmując się ogródkiem, jeżdżąc 50 kilometrów do najbliższego sklepu, zapraszając starych znajomych na grilla, naprawiając piekarnik starszemu sąsiadowi i sprzedając domową lemoniadę na lokalnym festiwalu. Mogłoby tak być?
Hideki Kamiya
Japońskojęzyczni fani dali Kamiyi jednoznaczną odpowiedź: byliby wniebowzięci, gdyby taka gra powstała. W końcu czyż Leon Kennedy nie zasługuje na relaksującą emeryturę po wszystkich okropnościach, które przeżył? Gatunek przytulnych symulatorów życia cieszy się sporą popularnością, więc wielu graczy deklaruje, że naprawdę chciałoby zagrać w coś takiego. Do tych deklaracji przyłączył się zresztą sam Kamiya, oznaczając półżartem Capcom z prośbą, żeby doprowadzili jego pomysł do realizacji.
Choć „Resident not-Evil” nie sprzedałoby się może aż tak dobrze jak ostatnie Requiem, kontrast między takim spin-offem a resztą serii byłby naprawdę zabawny. Oczywiście jest mało prawdopodobne, że Capcom zdecyduje się na taką produkcję, ale… pomarzyć zawsze można.