Xbox jednak nie zwolnił członków Halo Studios. Po premierze Halo: Campaign Evolved z pracą pożegnały się inne osoby
Xbox miesiąc temu wcisnął przycisk „reset”, który spowodował, że część jego studiów znajduje się obecnie poza ich ekosystemem „zielonych”, a w tych wciąż podlegających Microsoftowi przeprowadzono poważne czystki, jak choćby u twórców Dooma. Wczoraj zaś media obiegła informacja o zwolnieniach w Halo Studios, które dopiero co wydało Halo: Campaign Evolved, a więc odświeżoną kampanię pierwszej części serii. Okazuje się, że prawda jest nieco inna.
Źródła redakcji GamesBeat z wnętrza Xboksa donoszą, że osoby, które nie pracują już dla twórców Halo, nie pochodziły z samego studia, a z zewnątrz. Mowa tu o niesprecyzowanej liczbie pracowników na kontraktach, co ma być standardową procedurą w przypadku premier gier.
Żadne zwolnienia nie miały miejsca w [samym – dop. red.] Halo Studios. Często po premierze dochodzi do zmian w kwestii zewnętrznych wykonawców. To właśnie zauważają gracze.
Taki stan rzeczy mógłby tłumaczyć fakt, że Xbox i Halo Studios nie wystosowały w sprawie zwolnień żadnego komunikatu, bowiem nie są do tego zobligowane, jeżeli dotyczą one zewnętrznych kontraktów, a nie właściwych etatów. Nie zmienia to jednak faktu, że ze współpracą pożegnały się osoby długo działające ze studiem, jak choćby Nick Treitman (6,5 roku) czy Paul Morri (nieco ponad dwa lata).

Halo: Campaign Evolved zadebiutowało 28 lipca na pecetach, PlayStation 5 i Xboksach Series X/S. Twórcy i Xbox nie pochwalili się, ile kopii gry się rozeszło, a jedyne, co znamy, to liczba graczy na Steamie (25 tys. osób bawiących się jednocześnie w dniu premiery według SteamDB) i szacunki agencji Alinea Analytics mówiące o 350 tys. sztukach tytułu sprzedanych wyłącznie na PlayStation 5. Sentyment do produkcji wśród recenzentów zdaje się jednak całkiem pozytywny, ponieważ uzyskała ona 81 punktów na Metacriticu, a Eugeniusz Siekiera pochwalił w swojej recenzji dzieło Halo Studios za solidy remake strzelanki wciąż dającej dużo frajdy.
O zakład idę że na kontrakcie pracują wszyscy programiści, wszyscy artyści, wszyscy animatorzy etc i jedyne osoby zatrudione na etacie to dyrektor studia i rada nadzorcza. 😀
no właśnie nie, to miało miejsce ostatnio przy premierze Infinite i wielokrotnie zaznaczali, że odrobili lekcję.
Po pierwsze uważam, że narobiliście szumu. Po drugie naprawdę nie będę płakał nad każdym, kto pracuje na zlecenie i wie, że po zakończeniu jakiegoś projektu przestanie być potrzebny. Mam wrażenie, że porównujecie polską specyfikę pracy do np. amerykańskiej. W Polsce siedzi się w firmie po 10, 20 lat albo całe życie. W Stanach pracuje się w jednym miejscu, przenosi do innego. Dla Polaka może być dramatem konieczność przeniesienia się dla pracy 30 km, Amerykanie potrafią przenieść się setki kilometrów na drugą stronę kontynentu.
A widziałeś jak fanboje bronią tego czy innego dewelopera i „wspierają” go, podczas gdy pracownicy którzy stworzyli fanbojowi jego wymarzoną grę już dawno tam nie pracują?
Między innymi to jest powód dla którego nie zagram w nowego wieśka z ciri bo to inna ekipa a starzy polecieli.
Chociaż najważniejszym powodem będzie to że od dawna w nic nie gram a vr się nie rozwija…
Po pierwsze, pier***ij się w łeb! A po drugie, tak, może narobić trochę szumu, ale z drugiej strony dobrze, że piszą o takich rzeczach. No i sprostowali, więc dla mnie jest OK.
Chyba musieli Ciebie wywalić.