Założyciel ruchu Stop Killing Games wystąpił w europarlamencie. Czy to początek końca uśmiercania gier w Europie?
Akcja Stop Killing Games, mająca na celu ukrócenie procederu bezkarnego „zabijania” gier przez developerów, nabiera coraz większego tempa. To sukces, do którego przyczynili się między innymi gracze z Polski. Teraz założyciel ruchu, Ross Scott, został oficjalnie wysłuchany w europarlamencie. Dobra wiadomość – według organizatorów reprezentanci wszystkich obecnych komisji (IMCO, JURI, PETI) wykazali pozytywne podejście do inicjatywy.
Przed europarlamentem wypowiedział się oczywiście sam Scott, ale także Moritz Katzner, obecny szef inicjatywy obywatelskiej Stop Destroying Videogames. Ich wystąpienia można obejrzeć wyżej. Po wszystkim dwójka ta zorganizowała konferencję prasową (czy też, jak mówi Katzner, „fikuśny stream na Twitchu”), podczas której podzieliła się odczuciami. Na pytanie Scotta o to, co sądzi o posiedzeniu, Katzner odpowiedział następująco:
Sądzę, że poszło absolutnie niesamowicie. Każdy oglądający zauważył zapewne, że nie było europarlamentarzysty, który nie miałby pozytywnej reakcji. Nawet Komisja Europejska była według mnie dobrze nastawiona.
Moritz Katzner
Czy to oznacza, że Stop Killing Games jest już definitywnie skazane na sukces? Oczywiście to nie takie proste, ale fakt, że posiedzenie odbyło się po myśli organizatorów, na pewno można uznać za dobrą wróżbę na przyszłość. Jeśli uda się wprowadzić rozwiązania legislacyjne, jakie proponuje ten ruch, konsument zyska w branży gier znacznie mocniejszą pozycję.
Sukces Stop Killing Games nie wszystkim jest w smak, jednak mobilizacja graczy i skala ich poparcia dla inicjatywy wskazują na to, że bezpowrotna utrata gier na życzenie ich twórców nie jest im obojętna i postrzegają ją jako problem. Co z tego wyniknie? To się okaże.
