Jak (nie) zostałem średniowiecznym malarzem. Recenzja Scriptorium: Master of Manuscripts

Jak (nie) zostałem średniowiecznym malarzem. Recenzja Scriptorium: Master of Manuscripts
Scriptorium
Twórcy z Yaza Games (autorzy Inkulinati) wracają do świata średniowiecznych ilustracji ze swoją nową produkcją. Przytulną, sympatyczną i… zdecydowanie nie dla wszystkich.

Od razu uprzedzę, że mimo bliźniaczo podobnego stylu graficznego nie ma tutaj powtórki z poprzedniej gry studia. Tym razem w nasze ręce trafia „symulator” (cudzysłów daję nie bez powodu) iluminatora, czyli średniowiecznego artysty, który ilustruje tytułowe manuskrypty. Nie będziemy tu jednak rysować, tylko – przede wszystkim – układać obrazki z gotowych elementów. Od roślinności i zwierząt, przez tła i martwą naturę, aż po broń, zbroje i elementy ludzkiego ciała. Umieszczamy to wszystko na płótnie – możemy obracać, zmieniać rozmiar, niekiedy kolorować oraz układać na warstwach, żeby lepiej dopasować całość do preferowanej kompozycji. 

Scriptorium

Czarno na białym

Sam system należy pochwalić za to, że w prosty, intuicyjny sposób – i to przy nakładzie stosunkowo niewielkiej pracy – da się w nim tworzyć całkiem urocze, zabawne i pomysłowe dzieła sztuki. Jednocześnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby – mając ręce sprawniejsze niż ja (co widać po moich „tworach”) – komponować rzeczy bardziej skomplikowane i szczegółowe, a przy tym kreatywne. W jednej z zapowiedzi twórcy Scriptorium „namalowali” scenkę rodem z Dungeons & Dragons. Potencjał jest zaiste ogromny.

Do naszej dyspozycji oddano tryb swobodny, którego zasad tłumaczyć chyba nie trzeba, oraz tryb fabularny. W tym drugim otrzymujemy zlecenia od rodziny królewskiej, rycerzy, innych rzemieślników czy też zwykłych ludzi. Każdy prosi o coś konkretnego. Wojownik chciałby upamiętnić słynną bitwę, król dostać „plakat” informujący o zakazie kąpieli, a ojciec zrealizować marzenie córeczki. Przyjdzie nam też iluminować dużo bardziej, ekhem, niecodzienne sceny, ale nie będę psuł wam frajdy z ich odkrywania. Zadania są różnorodne i odsłaniają przed nami nowe opcje, a za zdobywane waluty (piórka i złoto) możemy kupować kolejne fragmenty grafik czy meble do swojego skryptorium. Te ostatnie mają znaczenie czysto kosmetyczne, chociaż niektóre przydają się do odblokowania bonusów zapewnianych przez ukrytego w piwnicy bazyliszka.

Scriptorium

No właśnie, ten mityczny stwór to niejedyny element folkowy – całość jest mocno utrzymana w klimatach legend: od inspiracji Faustem czy Twardowskim po nawiązania do rodzimych podań. Nic dziwnego, wszak Yaza Games to polska firma. W połączeniu z zabawnymi (choć niekiedy nieco suchymi) dialogami, śliczną, stylizowaną grafiką oraz przyjemną dla ucha muzyką buduje to charakterystyczną (średniowieczną) swojską aurę, która okazuje się dużym plusem gry. 

Łyżka dziegciu w mojej farbie

Niestety kilka minusów też muszę wypunktować. To, co mnie wybijało z rytmu, to fakt, że otrzymywane zlecenia da się wykonać na odwal. Bo choć wytyczne dostajemy konkretne, np. narysuj potwora z nogami jak dąb i dwiema wieżami na plecach, system rozpoznaje tylko i wyłącznie to, że umieszczamy jakiś element gdzieś na papierze. Możemy wrzucić grafiki z danej kategorii na jedną kupkę i nie wpłynie to na nasz wynik. Oczywiście, jeśli już się gra, człowiek po prostu ze zwykłego poczucia estetyki chce się trochę postarać, ale…

Scriptorium

No właśnie, „ale”. Problem ze Scriptorium polega na tym, że gra stoi trochę pomiędzy dwiema filozofiami projektowania cosy gier i żadnej nie realizuje w pełni. Z jednej strony nie oferuje zbyt wielu dodatkowych mechanik czy systemów, które dawałyby poczucie rozwoju albo zapewniały długoterminową motywację. Kupowanie mebli do skryptorium pozostaje głównie kosmetycznym dodatkiem, mieszanie farb szybko przestaje ekscytować, a kolejne zlecenia nie otwierają przed nami szczególnie nowych sposobów zabawy. 

Z drugiej strony samo tworzenie ilustracji wymaga jednak pewnego zaangażowania, wyobraźni i czasu. To nie jest przypadek pokroju Unpacking czy nawet –  oczywiście dużo bardziej rozbudowanego – Stardew Valley, gdzie pewna powtarzalność idzie w parze z narracją, co naturalnie pcha nas dalej. Tutaj po prostu układamy obrazki, a reszta stanowi tylko miłą otoczkę. Początkowo wydaje się to świeże i naprawdę urocze, ale po kilku godzinach zacząłem odczuwać brak jakiegoś większego celu czy progresji.

Scriptorium

Najbardziej zabrakło mi czegoś, co nie tylko zachęcałoby do rozwijania własnych umiejętności iluminatora, ale też uczyło, jak to robić. Scriptorium ma ogromny potencjał kreatywny, ale niespecjalnie pomaga graczowi go odkrywać. Chętnie zobaczyłbym bardziej rozbudowane tutoriale, bardziej organicznie wplecione w kolejne zlecenia. 

Iluminatorem to ja nie zostanę

Jednocześnie trzeba oddać twórcom, że pod względem klimatu gra naprawdę wypada świetnie. Niemniej nie jest to produkcja dla osób oczekujących historycznej wierności czy realistycznej symulacji życia iluminatora. Jeśli szukacie czegoś, co uderzy w podobne nuty sympatii do wieków ciemnych jak Kingdom Come Deliverance czy Crusader Kings… to jednak nie ten adres. Scriptorium działa bardziej na poziomie stylizacji, skojarzeń i sympatycznych smaczków.

Scriptorium

Ja całkiem miło spędziłem czas z tym tytułem, jednak na dłuższą metę trochę się wynudziłem – na pewno nie jest to produkcja, do której będę chciał wracać często, jeśli w ogóle. Jednocześnie bez problemu wyobrażam sobie grupę odbiorców, która spędzi przy Scriptorium długie godziny, traktując je bardziej jako kreatywne narzędzie i formę relaksu niż klasyczną grę nastawioną na progresję czy wyzwanie. System daje sporą swobodę, nie narzuca presji punktacji ani skomplikowanych mechanik, a możliwości tworzenia własnych ilustracji są naprawdę szerokie – od humorystycznych scenek i kart postaci do erpegów po stylizowane grafiki inspirowane średniowiecznymi manuskryptami. I właśnie ten potencjał doceniam najbardziej, nawet jeśli sam nie odnalazłem w nim wystarczająco dużo motywacji, by zostać w swoim skryptorium na dłużej. 

Scriptorium: Master of Manuscripts graliśmy na PC.

Scriptorium: Master of Manuscripts – ocena i podsumowanie

OCENA: 7

PODSUMOWANIE: To charakteryzujący się wspaniałym klimatem tytuł, w którym – jak na mój gust – jest nieco za mało gry. Bawiłem się nieźle, jednak szybko się znudziłem. Niemniej doceniam głębię jego możliwości i z czystym sumieniem polecam osobom, które lubią takie niespieszne, kojące, kreatywne formy relaksu jak właśnie układanie elementów w średniowieczne dzieła sztuki.

PLUSY:

  • pozycja miejscami zabawna i nieźle napisana;
  • sporo możliwości kreatywnej zabawy;
  • spójny, urokliwy, swojski klimat;
  • ogromny potencjał w sprawnych rękach.

MINUSY:

  • niezbyt motywuje do dalszej gry;
  • brakuje rozbudowanych, dobrze wplecionych w rozgrywkę samouczków;
  • da się wrzucić cokolwiek i zaliczyć zlecenie.

Skomentuj