95 tysięcy złotych za magazyn, mój debiut w CD-Action i przegląd poziomów do Dooma. Sprawdzamy drugi numer CDA w historii (02/1996)
Sam rok 1996 obfitował w rozmaite wydarzenia, których nie będę ponownie omawiał, gdyż zrobiłem to tutaj. Skoncentrujemy się wyłącznie na piśmie.
To zaś nadal kosztuje zawrotne 95 tysięcy zł – albo 9,50 zł(*), jak wolicie – za 52 strony, acz w krótkim wstępniaku obiecane jest, że kolejny numer będzie o paręnaście stron grubszy. Do tego pojawi się już w lipcu, bo zmieniamy się w miesięcznik. Decyzja ta spowodowana została premierą magazynu PC Gamer Po Polsku, której – jakbyście nie wiedzieli – wydawcy mocno się wystraszyli. Tymczasem niepotrzebnie, bo – jak pamiętacie może z cyklu „Czasopisma zapomniane” – magazyn ten nigdy nie cieszył się przesadną popularnością i dość szybko zakończył żywot.
Z okładki szczerzy się Duke. Ze stopki redakcyjnej znam tylko Janka Jankowskiego, wtedy naczelnego PC Shareware. Cała reszta to nadal zewnętrzni współpracownicy, tworzący wspomniany periodyk. W ekipie nie ma jeszcze ani Yabola, ani Czarnego Iwana czy kogokolwiek o znajomej ksywce bądź nazwisku. Zawartość pisma nie odbiega od premierowego numeru – CDA 02/96 przedstawia software, który legalnie można było kupić w Polsce, w tym także gry. Zaczyna się od programu do zarządzania pamięcią PC – za blisko 350 zł. Przypomnijmy, że średnia pensja (netto) wynosiła wtedy coś około 715 zł.

…I nagle bez żadnego ostrzeżenia czy zmiany layoutu przechodzimy do recenzji gier. Zajmują aż 28 stron. Z tych bardziej znanych i pamiętanych tytułów wspomnijmy Descenta 2 czy Hexena (za 180 zł!), Wing Commandera IV i Duke Nukema 3D. No cóż, jakoś nikomu nie przeszkadzały wtedy recenzje premier sprzed pół roku. Wysokie ceny gier też specjalnie ludzi nie irytowały, bo ogromna większość jechała na pirackich wersjach. Nie zapominajmy oczywiście o polskich produkcjach, które reprezentują: przygodówka Skaut Kwatermaster za umiarkowane 37 zł, Polanie za 49 zł oraz Speedway firmy „Tecghland” (taki tam babol) i shmup Tyrian zapisany w spisie treści jako… Train 1.5. 🙂 To na T, tamto też, można się pomylić, kurna. No cóż, korekta była dopiero pieśnią przyszłości…
Recka Tyriana jest ostatnią w tym numerze. Dalej mamy coś w rodzaju nieformalnego działu poradnikowo-sprzętowego. Jednostronicowy przegląd archiwizatorów, test głośników do PC na dwie strony… i tyle.

A następny jednostronicowy artykuł wspominam z sentymentem, bo to mój pierwszy wkład w CDA, swoją drogą poświęcony scenie komputerowej. W sumie w tym numerze są dwa moje teksty na ten temat, gdyż przeprowadziłem też krótki wywiad z Adamem „Scorpkiem” Skorupą, znanym na demoscenie muzykiem, który zaczynał właśnie – mając 21 lat – karierę zawodową jako kompozytor. I do tego w zasadzie ogranicza się mój udział w drugim numerze CDA. Nawet do stopki redakcyjnej się nie załapałem, ale przepraszano mnie, że to wskutek pośpiechu.

Na samym końcu jest jeszcze stroniczka opisów programów shareware, warunki prenumeraty, tipsy (jako „Tipsomania”) oraz – dość niespodziewanie – przegląd poziomów do Dooma stworzonych przez graczy (a konkretnie całych trzech). Reklam też występuje w tym numerze raptem ze trzy czy cztery strony, wliczając w to okładkę robiącą za papierowy billboard sklepu HMS (należącego do wydawców CDA), opolskiej hurtowni sprzętu i software’u Arwal (zaprzyjaźnionej wówczas z redakcją) oraz firmy Exe, prowadzonej przez męża jednej z księgowych. Nikt poważny w CDA jeszcze reklamować się nie miał chęci.

A co na CD? Cóż, sporo dem i – nowość!!! – menu, z poziomu którego można było uruchamiać wszelkie programy. Zmieniono je zresztą już w kolejnym numerze, bo zbyt wyrafinowane nie było. Oględnie mówiąc. Powspominajmy!
O jakości tekstów nie zamierzam się wypowiadać, bo – jak to mówią – „zły to ptak, co własne gniazdo kala”. Powiem więc tylko, że te wczesne roczniki staram się przeglądać, ale nie czytać – w trosce o swoje oczy i psychikę. 🙂 Layout prezentuje się tak jak na screenach, sami widzicie. No cóż, najwyraźniej 30 lat temu ludziom wystarczało to do szczęścia, gdyż numer rozszedł się w satysfakcjonujących wydawcę ilościach, czyli w bodaj 18 tysiącach egzemplarzy.
(*) Dzisiaj ta dyszka nie robi większego wrażenia, ale zestawiając cenę owego CDA z ówczesną średnią pensją i przenosząc niniejszą relację do współczesności, wychodzi mi, że dawaliście za nie wtedy równowartość ok. 80–90 obecnych złociszy. Czyli więcej jak za moją książkę. Wow!

Odnośnie Twojej książki drogi Mac Abro, to kilka dni temu skończyłem lekturę i przy okazji wizyty w domu rodzinnym podrzuciłem do przeczytania tacie (który w dniu zakupu komputera w sierpniu ’98 za namową sąsiada dał mi 15 zł i wysłał z bratem do kiosku po „Cede action” z F/A-18 Hornet 3.0). Moim zdaniem świetna lektura – może nie na Pulitzera ale umówmy się – dla każdego fana CD-Action to masa pozytywnych wspomnień i ciekawych historii. Poza tym już po przeczytaniu Twojej recenzji mojego ukochanego Earth 2150 (więcej, lepiej i w 3D) zostałeś moim ulubionym redaktorem. Po zapoznaniu się z Twoimi (bardzo bliskimi mojemu 37-letniemu sercu) poglądami wyrażonymi w książce tylko utwierdziłeś mnie w tym przekonaniu.
P.S. Dzięki za dedykację do książki na ostatnim Expo (fajnie mieć w Łodzi teściową 😉
Już któryś raz natykam się na komentarz, że może i fajna książka, ale do kanonu światowej literatury nie wejdzie, jakby Smuggler pisał nie rodzaj pamiętnika dla fanów, a reportaż z frontu na Ukrainie, albo miał ambicje na stanie się nowym Kafką albo Faulknerem xD
Daj spokój napisałem to w żartobliwym tonie. Książkę mogę z czystym sumieniem polecić. Swoją dosłownie połknąłem a teraz przekazuję dalej w rodzinie 😉
Odbieram to jako zart. A ksiazka pisana byla jako cos do czytania w pociagu czy poczekalni u lekarza, zeby czas szybko plynal. Nic wiecej.
Recka Earth 2150… wzialem z soba dyktafon (gralem w siedzibie producenta), autor gry siedzial przy drugim biurku i troche go jakis czas dziwilo ze
„mowie do siebie” – a ja dyktowalem swe uwagi na biezaco. Przyjechalem do Wrocka… i walnalem recke z pamieci, kaseta do dzis lezy w szufladzie nieodsluchana 🙂
nieeee no, teraz to musimy ją odsłuchać 😀
Jest szansa na reprint tak jak w przypadku 01/1996?:)
Nie wiem, nie mam pojęcia.