Metaverse – to koniec. Zuckerberg utopił miliardy w idiotycznej koncepcji VR [FELIETON]

Metaverse – to koniec. Zuckerberg utopił miliardy w idiotycznej koncepcji VR [FELIETON]
Koniec Metaverse'u
Forsowana przez włodarzy Facebooka idea Metaverse’u padła. Miliardy poszły w błoto, świat wirtualnej rzeczywistości przekonał do siebie mało kogo, a lata rozwoju nie przyniosły żadnego przełomu. Czy kogoś to dziwi? Mnie nie.

Wirtualna rzeczywistość miała stać się naszym drugim domem. Miejscem, do którego będziemy sobie wskakiwać przy byle okazji, zupełnie tak, jak na Facebooka – by przybić cyfrową piątkę z innymi, zobaczyć, co słychać w wielkim świecie, i… obcować z nieprzebranym morzem różnych marek, jeszcze do niedawna ostrożnie upatrujących w tym nowym środowisku kolejnego kanału interakcji z konsumentami. Zamierzenia były ambitne, tyle że obarczone kilkoma fundamentalnymi grzechami.

Drugi dom, ale z portierem i wysokim czynszem

Najpoważniejszym z nich okazała się bariera wejścia. Facebook – a właściwie Meta – zachowywał się tak, jakby VR miał stać się czymś równie naturalnym, jak smartfon. Tyle że telefony już posiadamy. A VR – niekoniecznie.

Żeby w ogóle wejść do tego „drugiego domu”, trzeba kupić sprzęt. Najprostsze gogle do smartfona to wydatek rzędu kilkudziesięciu (kartonowe konstrukcje), czasem kilkuset złotych, ale ich możliwości kończą się szybciej niż entuzjazm użytkownika. Sensowna zabawa zaczyna się dopiero przy goglach samodzielnych, takich jak Meta Quest, które kosztują dziś od ok. dwóch do trzech tysięcy złotych. Jeśli mówimy o zestawach podłączanych do komputera, trzeba dorzucić jeszcze parę tysięcy na odpowiednio mocnego peceta. I to wszystko po to, by… sprawdzić, czy w ogóle nam się spodoba.

Facebook przez lata był darmowy, intuicyjny i natychmiastowy. VR jest jego przeciwieństwem: drogi, wymagający i kapryśny. To trochę tak, jakby ktoś chciał zastąpić windę schodami ruchomymi, ale tylko dla tych, którzy wcześniej przejdą kurs obsługi i kupią własny kask. Niby się da, ale po co?

Technologia, która wymaga zaangażowania jak hobby

Problem polega na tym, że VR wciąż nie jest technologią „przy okazji”. To nie coś, co włączasz między jednym a drugim przystankiem tramwajowym. To rytuał: załóż gogle, sparuj kontrolery, upewnij się, że bateria nie padnie po 20 minutach, wygospodaruj przestrzeń, w której nie uderzysz ręką w szafkę.

Do tego dochodzi ergonomia. Wciąż bywa, że gogle nie należą do lekkich, nie grzeszą wygodą, potrafią męczyć wzrok, wywoływać zawroty głowy czy w skrajnych przypadkach nawet nudności. Kable – jeśli są – krępują ruchy. Baterie – jeśli ich zabrakło – przypominają, że rzeczywistość wirtualna też ma swoje granice. A interakcje? Ubogie. W świecie Mety to kilka gestów, podobne do siebie modele awatarów, niewiele treści zdolnych przyciągnąć na dłużej dorosłych ludzi (choć to może być akurat kwestia subiektywna) i zionące pustką światy, których nie ma po co odwiedzać regularnie.

Co jednak najważniejsze, VR w swym klasycznym wydaniu odcina od rzeczywistości. Całkowicie. To nie jest ekran, na który można zerknąć jednym okiem, wciąż słysząc świat dookoła. To cyfrowa kapsuła. Wymaga pełnego zanurzenia i poświęcenia 100% uwagi. A na to, wbrew wizjom Doliny Krzemowej, ludzie po prostu nie mają dziś ani czasu, ani ochoty. Współtworzymy cywilizację, która chce być „wielowątkowa” – VR stanowi zaprzeczenie tej idei.

Naturalnym kierunkiem rozwoju byłaby rzeczywistość rozszerzona – AR – czyli lekkie okulary, które dyskretnie nakładają cyfrowe informacje na realny świat. Tyle że takich gadżetów, wygodnych, mobilnych i masowych, po prostu jeszcze nie mamy (a obiecującą ich wstępną formę Google bezceremonialnie ubił). Technologia wciąż nie dowiozła obietnic. Meta postawiła więc na VR, bo tylko on był dostępny – a nie dlatego, że był najlepszym rozwiązaniem. Może włodarze giganta liczyli, że w międzyczasie takie konstrukcje się pojawią. Problem w tym, że kolejne iteracje, jakie do tej pory widzieliśmy, udowadniały, iż ograniczenia są dla nich wręcz mordercze i wynikające z fundamentalnych braków: baterii, wygody w sterowaniu czy umiarkowanej ogólnej przydatności (niszę nisz stanowią jedynie używane przez studentów na egzaminach „szkiełka” zintegrowane z AI). Meta próbowała więc nas przekonywać do czegoś, co jest nie tyle działającym ekosystemem, ile raczej jego przyszłościową wizją.

Meta wiedziała. I mimo to brnęła dalej

Trudno uwierzyć, że przywołanych trudności w Mecie nie przewidziano. Przecież mówimy o firmie, która analizuje zachowania miliardów użytkowników. A jednak Mark Zuckerberg postawił wszystko na jedną kartę, uznając, że lepiej być pionierem za wcześnie niż maruderem za późno. Cóż, przeliczył się.

Kluczowe produkty Metaverse – na czele z Horizon Worlds – nigdy nie zgromadziły masowej, aktywnej społeczności. Nie powstała platforma, nie zadziałał efekt kuli śnieżnej, nie pojawiła się ekonomia, która sama by się napędzała. VR w wydaniu Zuckerberga nie stał się ani nowym Facebookiem, ani nowym Zoomem. Nie zadomowił się ani w życiu prywatnym, ani w pracy.

Paradoks polega na tym, że Meta wcale nie była technologicznie słaba. Wręcz przeciwnie – gogle Quest przez lata dominowały na rynku konsumenckiego VR. Problem w tym, że przewaga sprzętowa nie wystarczyła, by stworzyć sensowny ekosystem i przekonać użytkowników, iż wirtualne światy są czymś powszechnym i codziennym. Ludzie kupowali gogle co najwyżej do gier (które koniec końców również okazały się niszą), a nie do prowadzenia alternatywnego życia w sieci. Plan giganta spalił więc na panewce już na starcie.

Gdy wizja spotyka arkusz Excela

Długofalowa strategia miała sens tylko pod jednym warunkiem: że pojawią się użytkownicy masowi. Cóż, tak się nie stało. A miliardy dolarów topniały szybciej niż entuzjazm inwestorów.

Dział Reality Labs, odpowiedzialny za VR i Metaverse, przez lata generował ogromne straty – liczone w dziesiątkach miliardów dolarów. W końcu jednak przyszło otrzeźwienie. Meta zaczęła ciąć koszty, ograniczać inwestycje i zwalniać pracowników związanych z projektami wirtualnej rzeczywistości. Z firmą ma się pożegnać ponad tysiąc osób z Reality Labs. Zlikwidowane zostaną Twisted Pixel (Deadpool VR), Armature Studio (port Resident Evil 4) i odpowiedzialne za świetną grę Asgard’s Wrath 2 Sanzaru Games.

Oficjalnie mówi się o „optymalizacji” i „przesunięciu priorytetów”. Nieoficjalnie – o przyznaniu się do porażki. 

Jak telewizory 3D, tylko drożej

Metaverse w wydaniu Mety podzielił los telewizorów 3D. Też miały być przyszłością, też wymagały specjalnego sprzętu, też oferowały „immersję” – problem jednak w tym, że wspomnianych „emejzingów”, zupełnie jak w przypadku VR-u, nikt nie potrzebował na co dzień. Różnica zaś jest taka, że klapa technologii 3D rozłożyła się na całą branżę. Tutaj w niemal 100% rachunek uregulować musi jedna firma.

Skutki są długofalowe. Przepalone pieniądze, zmarnowany czas, a przede wszystkim utracona przewaga w innych obszarach – choćby w wyścigu o dominację w sztucznej inteligencji, gdzie dziś Meta musi gonić tych, którzy też postawili wszystko na jedną kartę, tyle że trafniej, bo na AI.

Meta pomyliła chwilową modę z trwałym trendem. Uwierzono, że jeśli odpowiednio mocno popchnie się ludzi w stronę technologii, to oni tam zostaną. Tymczasem technologia – jak historia pokazuje raz za razem – musi najpierw rozwiązać realny problem. A Metaverse sam w istocie generował problemy. Była tylko wizja. A ta, choćby nawet najbardziej spektakularna, nie wystarczy, gdy rzeczywistość mówi „nie”.

Moje narzekanie dotyczy rzecz jasna przede wszystkim firmy Meta i jej strategii biznesowej, a w mniejszym stopniu VR-u jako takiego. Choć jego wady, siłą rzeczy przywołane powyżej, są oczywiste, to jednak stał on się pewną ciekawostką, niszową rozrywką – i wygląda na to, że przypadł do gustu zwłaszcza młodszemu pokoleniu Amerykanów. W żadnym razie jednak się nie zanosi na to, by zmienił się w masowe medium. Zuckerberg myślał inaczej i teraz za to płaci.

40 odpowiedzi do “Metaverse – to koniec. Zuckerberg utopił miliardy w idiotycznej koncepcji VR [FELIETON]”

  1. On ma tyle kasy, że może sobie pozwolić na różne eksperymenty. I szczerze? Niech próbuje, do odważnych świat należy.
    Poza tym jakby się zajął czymś innym (poza głównymi portalami) to może nie psułby tak pozostałych usług 😉
    No i trzeba mieć na uwadze, że zwykle ten, kto pierwszy wprowadza coś nowego zarabia na tym najwięcej, patrz np.: paczkomaty.

    • Avatar photo
      Grzegorz KaraśRedakcja 19 stycznia 2026 o 15:49

      Cóż, z tym psuciem to byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że aplikacja FB jest tak czy inaczej fatalna, jeśli chodzi o różnorakie błędy. Nie jestem jakimś tam power userem, ot, przeglądam czasem, jak każdy, a nawet mnie rzuciło się w oczy, że kłopot ze skalowaniem obrazków chociażby pozostaje nierozwiązany od miesięcy.

      • wyjdę na bezwzględnego złośliwca, ale bogactwo nie zwalnia z głupoty =) .
        Nie wiem czemu, ale mój wrodzony, polski pesymizm nie widział sukcesu w tym kierunku. A skoro guru społecznościówek może legalnie przepierdolić parę miliardów na nierentowne produkcje, to co dopiero jakieś ugrupowania stojące za AI =) .
        Hje hje hje .
        „To jest miś na miarę naszych możliwości!”

  2. Niektórym ciągle się wydaje, że multimiliarderzy to jacyś geniusze biznesu. Ba, im samym tak się wydaje. A większość dorobiła się przez splot okoliczności czy z pomocą już nadzianych rodziców (zawsze pomijają ten etap swojej historii) i wymyślenie czegoś nowego przysparza im problemy. Ale są tak nadziani, że mogą sobie pozwolić bo kto inny ponosi konsekwencje wpadki. Jak ze 100 pomysłów wyjdzie im jeden, to udają, że pozostałych nigdy nie było. Normalny człowiek musi od razu trafić w ten jeden na 100 bo nie ma kapitału by wrzucić go w pozostałe 99, ale to nie czyni ich mistrzami biznesu

    • Ah, ta zazdrość. Nie wierzysz, ze Pizmowiec kopał kopalnie szmaragdów swojego starego wlasnymi recami?!

    • Zniszczę Ci postrzeganie świata. Wiesz, że 99% badań naukowych kończy się fiaskiem? To co, trzeba przestać je finansować? W prawdziwym świecie dominują porażki i tyle. Jak nie ryzykujesz to nie masz szans na sukces. Ale oczywiście najlepiej siedzieć w domu z bebechem wywalonym do góry i narzekać, że bogacze mogą sobie pozwolić na zabawę, bo mieli raz farta.

      Ferdek, to ty? xD

      • Amber napisał o czymś zupełnie innym. Wynik negatywny badań naukowych to nie fiasko, nigdy. To wynik. Złota zasada – „jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz.” Fiaskiem jest metawersum.

      • Za parę(naście) lat, kiedy takie VR-owe uniwersum naprawdę powstanie w takiej czy innej formie, ktoś kto je stworzy weźmie na warsztat pracę Mety nad Metawersum i nawet jeśli nie dowie się co robić, to przynajmniej będzie wiedzieć czego NIE robić.

      • KapitanŻbik napisał(a):

        Za parę(naście) lat, kiedy takie VR-owe uniwersum naprawdę powstanie w takiej czy innej formie, ktoś kto je stworzy weźmie na warsztat pracę Mety nad Metawersum i nawet jeśli nie dowie się co robić, to przynajmniej będzie wiedzieć czego NIE robić.

        Dokładnie tak.

      • 99% badań kończy się fiaskiem czy wynikiem innym od oczekiwanego? Bo to nie to samo. Jeśli fiaskiem to poproszę źródło tych danych

    • 80 miliardów dolarów przepalone bo Mareczek miał wizję stworzenia oraz kontrolowania i rządzenia drugim nowym lepszym światem ludzi.
      Zero poniesionych konsekwencji.
      Tak działają mega-korporacje.
      Są potężniejsze od państw, nie płacą podatków i są bezkarne.

      Ciekawe jaki bolesny będzie upadek tych od AI?
      Bo chyba prądu to nam zabraknie całkiem niedługo i rachunki za niego wzrosną.
      Ale za to mamy daje wiadomości AI, obrazki AI, muzykę AI I koniec Internetu jakim był wcześniej.
      To AI jest największym piractwem wiedzy i twórczości ludzkości i znowu korporacje za to nie poniosą żadnych konsekwencji.

      • Mareczek nie poniesie konsekwencji, bo wiatr hula po pustym zamku, który postawił za własny hajs – wszystkie straty są wkalkulowane w plan, najgorsze co się może stać, to strata hajsu, którego raczej mu nie brakuje.

        • Nie boi się pan że ludzie się dowiedzą, że modele korzystają z prac milionów artystów z setek serwisów, na których można dzielić się swoimi dziełami?
        • No właśnie się pan dowiedział, i co?

        A tak serio, co może zrobić artysta, którego dzieła zostały zassane do biblioteki i „zmielone”, żeby trenować na nich AI? Komu można poskarżyć się na takiego Deviantarta, czy innego tumblra? Można napisać list do Pana AI i poprosić o „wyjęcie” moich prac z modelu i wszystkich rzeczy, których ten na podstawie moich prac się nauczył? Jak by nie patrzeć, to korzystanie z pracy milionów osób i zarabianie na niej bez ich zgody.
        No i jak mam sprawdzić, czy moja praca została wykorzystana do trenowania modelu? Musiałbym trafić na wygenerowany ej-ajem kontent, który żywcem został wyjęty z mojej książki, wiersza, obrazu, komiksu, filmu i jeszcze udowodnić, że to właśnie moja praca została użyta w tym przypadku.

    • ZiomekGit napisał(a):

      Bzdury. Cała gospodarka wolnorynkowa opiera się na ryzyku. Bez tego nie byłoby rozwoju. Nie ma żadnych gwarancji sukcesu w biznesie, nie ma żadnych gwarancji zysku dla inwestorów, nie ma żadnych gwarantowanych „miejsc pracy”, to było za komuny i wiadomo, jaką gospodarczą katastrofę to oznaczało.

      Ryzyko to jest Panie Areczku dla Pana, dla zarządu to jest bailout

  3. Kto to pisał, autor jest jakiś zacofany xD przecież żeby pograć normalnie, na dobrym poziomie na VR wystarczy kupić Meta Quest 2 za 1200zł i grasz tak jak kupiłeś, bez wgl pc a co dopiero „ultra do silnego” xD

  4. Mam Questy 3 od roku i przynajmniej dwa razy w tygodniu gram . Głównie jednak przez PC bo gry lepiej wyglądają i do SIM Racingu . Grałem też w gry typowo na gogle Batman , Red Mater, Metro . Dla mnie ogólnie grania w VR nic nie przebije . To , że jesteś w grze i ta interakcja z przedmiotami i korzystanie z broni albo boks no to jest mega przyjemne . Ale z metawersum nigdy nie korzystałem .

    • Dlatego czekam na steam frame, bo wole kupowac gry przez gabeboxa płacąc blikiem, niż podpinać kartę jakiemuś amerykańskiemu sklepowi.

  5. Powiem tak, kupiłem lata temu Questa 2 w sumie tylko po to by przekonać się że sporo za wcześnie jak na zachwyt VRem po prostu. Nie będę powtarzał co napisał autor ale coś dodam od siebie. To nie jest tak że założysz VR i staniesz się Lukiem Skywolkerem albo Voldemortem co użytkownik tego typu gogli chciałby wymagać za cenę konsoli, zwłaszcza że Quest w sumie nią jest. W zasadzie imersja o którą tu jednak trochę chodzi jest po prostu słaba. Choćby jakość widywanych światów w absolutnie żaden sposób nie dogania nawet nie dzisiejszych technologii elektronicznych. Jesteś w sumie trochę zmuszony udawać jednak że jesteś gdzieś tam indziej. Inny aspekt, nie wystarczy kupić tylko Questa, trzeba dokupić ulepszenia z innych firm bo choćby pasek podtrzymujący trzeba co chwilę regulować bo ten po prostu się rozluźnia. To bardzo psuje komfort tej zabawy. Joysticki też słabo przemyślane, masz wybór albo ryzykujesz rzuceniem kontrolera o ścianę albo musisz zacisnąć sznurek do nadgarstka który jednak trochę dokucza i też lubi się rozluźnić. No a jak już rzucisz takim o ścianę to, wcale nie łatwo jest kupić jeden kontroler i to też trzeba przygotować się na nie mały koszt. Powtarzając się po prostu jest za wcześnie i są za duże koszta produkcji tego bo to widać, że oszczędzane jest również i tam gdzie zupełnie nie powinno tak być. Najgorsze że mankamenty tego urządzenia można by wymieniać godzinami. Koniec końców z zapaleńca VR quest mnie naprostował bo w sumie założyłem go przez to wszystko nie więcej razy niż mam palców u rąk.

  6. KawasakiJeRobaki 20 stycznia 2026 o 10:06

    Cukierberg za nic nie zapłaci. Nadal będzie milionerem i nadal będzie żył w luksusie. Zapłacą pracownicy wywaleni na zbity pysk. Meta odrobi hajs. Da więcej reklam na portalach reklam społecznościowych (nazwanych przez nich samych po prostu portami społecznościowymi).

    • Pytanie tylko czy to wywalenie na pysk jest dla pracownika złe. To Polacy siedzą w jednym miejscu pracy przez lata. Kiedyś czytałem, że w Ameryce (która przecież jest wielokrotnie większa od Polski, ciągnie się od lewa do prawa kontynentu) normalne są znacznie częstsze zmiany miejsc pracy, także miejsca pobytu, ludzie potrafią się przeprowadzać z jednego stanu do innego, po drugiej stronie Ameryki. Nie będę tego analizował, bo mi się zwyczajnie nie chce, ktoś wie lepiej czy inaczej, to niech pisze. Tak po prostu kiedyś czytałem.

  7. mjoodek napisał(a):

    Amber napisał o czymś zupełnie innym. Wynik negatywny badań naukowych to nie fiasko, nigdy. To wynik. Złota zasada – „jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz.” Fiaskiem jest metawersum.

    Brnąc w ten ton, z nieudanego projektu również można wyciągnąć wnioski. Chociażby takie, że stać go na wtopienie grubego hajsu w ryzykowne projekty. Nie, żebym tego projektu bronił, ale chciałbym, żeby firmy były odważniejsze i nie słuchały ciągle szeptów typu: „a co na to akcjonariusze?”, „ale w excelu się nie zgadza…”, „a bo ludzie gadają”.

    • „Brnąc w ten ton, z nieudanego projektu również można wyciągnąć wnioski.” Oczywiście, że tak i w tym przypadku też tak było, ale wnioski posłużą co najwyżej Mecie w dalszym monetyzowaniu rzeczywistości, i tyle. Zjem swoją czapkę jeśli wyniknie z tego coś dobrego dla ludzkości. „Nie, żebym tego projektu bronił, ale chciałbym, żeby firmy były odważniejsze (…)” Zakładam, że rozumiem co masz na myśli i trochę się zgadzam, a trochę nie, bo koszty ryzyka ZAWSZE ponoszą szeregowi pracownicy, a nie Ci wielcy wizjonerzy. „Ups, sorka, przepaliliśmy w piecu 1000 miejsc pracy. No ch*j, jedziemy dalej”. O innych konsekwencjach, chociażby dla rynków finansowych, nie wspomnę, bo już nie chcę mi się klepać 😉

      • Bzdury. Cała gospodarka wolnorynkowa opiera się na ryzyku. Bez tego nie byłoby rozwoju. Nie ma żadnych gwarancji sukcesu w biznesie, nie ma żadnych gwarancji zysku dla inwestorów, nie ma żadnych gwarantowanych „miejsc pracy”, to było za komuny i wiadomo, jaką gospodarczą katastrofę to oznaczało.

  8. VR To Raczej Droga Zabawa , Mało Kto Sobie Na To Pozwala.
    Myślę Że Gdyby Stworzył Coś Jak imvu , Prędzej By Ludzi Przyciągną.

    • Czy droga? Questy 3s kosztują 1200zł.
      Lepsze questy 3 kosztują 2000.
      Jak za pełnoprawne konsole do których nie potrzeba PC to nie jest to wysoka cena.

  9. Tylko w taki sposób buduje się majątki i biznesy. Trzy razy trzeba się potknąć, zebrać doświadczenia i za czwartym zarobi się tyle że te trzy się zwracają, i tak w kółko. My Polacy mamy jeszcze staroświeckie myślenie. Czekamy aż inni coś sprawdzą, umoczą kasę czy zdrowie a jak już jest gotowe to wtedy kopiujemy pomysł.

    • My jak się dorobimy to przyjdą ze wschodu, zachodu, południa czy pólnocy i nas okradną. I tak wkolo Macieju

      • A co, ktoś ci zrobił włam na chatę, konto bankowe, sejf w schronie tysiąc kilometrów pod ziemią? Twoja wypowiedź świadczy, że ten zły z innego kierunku okradł właśnie ciebie.

  10. DużyObszczaniecerXXL 20 stycznia 2026 o 17:37

    Wystarczy nawed takie coś żeby miał dobrą reklame w internecie o sobie. Wasze przyszłe wnuczki będą się uczyć w szkołach o Marku a teraz to nie.

  11. Kodtajemnystadamalp 20 stycznia 2026 o 17:40

    Ot tyle dobrego, że zwiększył rozpoznawalność „Śnieżycy” Neala Stephensona (stamtąd jest wzięta nazwa „metaverse”).

  12. Pornusy 8k VR są zajefajne. Sprawdźcie vrporn lub SLR

  13. Dobry materiał 🙂

  14. ZiomekGit napisał(a):

    Bzdury. Cała gospodarka wolnorynkowa opiera się na ryzyku. Bez tego nie byłoby rozwoju. Nie ma żadnych gwarancji sukcesu w biznesie, nie ma żadnych gwarancji zysku dla inwestorów, nie ma żadnych gwarantowanych „miejsc pracy”, to było za komuny i wiadomo, jaką gospodarczą katastrofę to oznaczało.

    Nie ma czegoś takiego jak gospodarka wolnorynkowa. Wolny rynek nie istnieje Ziomuś. Powtarzasz bzdury za ludźmi, którzy plotą bzdury. Chyba, że wolnorynkowym nazywasz rynek, który dostosowuje się do obowiązujących go regulacji, bo bez regulacji tyrałbyś 7 dni w tygodniu za miskę ryżu z batem nad głową.

    • Z tymi pozytywnymi cechami regulacji to może nie przesadzajmy, np. za durnotę uważam przymus stosowania w budownictwie okien 3 szybowych 😉

      Natomiast co do samej wypowiedzi – oczywiście, nie ma czegoś takiego jak wolny rynek. Zwłaszcza, że wszędzie na świecie przy tworzeniu różnych regulacji biorą udział różne środowiska zainteresowane tematem. Niestety obecnie żyjemy w świecie, gdzie tych regulacji jest nadmiar i naprawdę ciężko się połapać. Jak ktoś chce prowadzić firmę to musi mieć sztab księgowych i prawników…

    • Niby brak regulacji miałby być tylko i wyłącznie na korzyść korporacji… ale jakoś tak regulacje też są wybitnie im na korzyść.
      Ale z tym że wolny rynek nie istnieje w pełni się zgadzam. I mimo, że wielu lubi się śmiać ze zwolenników idei lewicowych że „hehe bo to nie był prawdziwy komunizm co?”. To nie ma się co śmiać – ten „prawdziwy kapitalizm” też szybko przestał być prawdziwy, a aktualnie staje się czymś w rodzaju korporacyjnego neo-feudalizmu.

  15. Tyle, ze on przewalił wlasna kase bo tak chcial. My na tym nie tracimy.
    A ile nasze rzady nieudacznikow i zlodziei przewlilo przez 30 lat kasy na NIE zbudowaniu elektrowni atomowej, NIE zbudowaniu CKP i NIE skonstruowaniu i NIE sprzedaży IZERY?
    Tu zostaly zmarnowane nasze pieniadze i ludzie za to odpowiedzialn nie gnija w wiezieniach na dozywociu z przepadkiem mienia.

    Więc jesli bogacz przechula za swoje to jego sprawa, martwmy sie marnowaniem naszych pieniedzy przez zdrajców i zlodziei.

  16. Kupiłem Quest 3, bo moim hobby jest lotnictwo i latanie symulatorami VR. Teraz myślę, czy nie będę musiał zmienić moich gogli na chińskiego Pimax.

  17. „rzeczywistość rozszerzona – AR – czyli lekkie okulary, które dyskretnie nakładają cyfrowe informacje na realny świat…”— AR to położył MS, dali się przekonać, że to musi być być pełen wirtual. Tymczasem ich szkła świetnie się sprawdzały jako wspomaganie inżynieryjne i medyczne.

  18. Dominik Polewka 24 stycznia 2026 o 19:34

    Heh. Było to do przewidzenia.

Skomentuj Bestia Anuluj pisanie odpowiedzi