POCO X8 Pro Max – zaskoczyła mnie rewelacyjna wydajność. I w zasadzie nic więcej [TEST]
Co tu dużo mówić: POCO X8 Pro Max sprawia nielichą niespodziankę swą wydajnością. Bez cienia przesady można powiedzieć, że ten telefon może mierzyć się z najlepszymi.
Rewelacyjna wydajność
Testy syntetyczne i praktyczne nie pozostawiają złudzeń: to bardzo mocny smartfon, który powinien trafić w gusta graczy. Wewnątrz znajdziemy układ MediaTek Dimensity 9500s zapewniający wydajność na poziomie flagowców. Dzięki niemu POCO X8 Pro Max przeskakuje bez większych problemów choćby Google Pixela 10 Pro XL (choć też nie jest to duży wyczyn, przyznajcie sami…), zbliżając się do topowych modeli – choć pewien dystans oczywiście tak czy inaczej jest. Nie zmienia to jednak faktu, że przy premierowej cenie na poziomie ok. 2000 zł i Geekbenchu 6, który zwrócił wyniki 2733 i 8690 pkt dla pojedynczego rdzenia i ich kompletu, mamy do czynienia z prawdziwym killerem. Ten telefon poradzi sobie z każdą grą, a na co dzień pracuje jak marzenie.

Dla porządku warto jednak zaznaczyć, że wspomniany chip powiela również grzechy konstrukcji flagowych. Pod bardzo dużym obciążeniem wyraźnie rozgrzewa obudowę, cierpi też sama stabilność pracy układu. Według benchmarka 3DMark Wild Life Stress Test wydajność w takim scenariuszu spada do poziomu 59,4%. Tak czy inaczej jednak – mocy tu pod dostatkiem.
A co z obudową i resztą podzespołów?
Również forma nie budzi większych zastrzeżeń: telefon jest estetyczny – plecki wykonano z szarego tworzywa, producent jednak postanowił podkreślić charakter urządzenia metalową ramką. Obudowa – nie licząc rogów – została pozbawiona wyraźnych zaokrągleń, całość więc cieszy oko, a do tego jest zgodna z normą IP68 – potencjalny kontakt z cieczą nie powinien więc urządzeniu wyrządzić żadnej krzywdy. Przyciski ekranowe rozłożono w sposób optymalny dla kciuka. Jedyne tak naprawdę, co może budzić obawy, to fakt, iż zastosowane materiały… są naprawdę śliskie. Podczas testów sprzęt kilkukrotnie nieomal wypadł mi z ręki – etui jest więc moim zdaniem obowiązkowe, zwłaszcza już, że sprzęt ma tendencję do łapania zabrudzeń. Na szczęście odpowiednią nakładkę tego typu znajdziemy w pudełku.

Co do ekranu – to AMOLED o przekątnej 6,83”, rozdzielczości 2772 × 1280. W praktyce sprawdza się dobrze, a dynamiczne odświeżanie do 120 Hz w grach i codziennym użytkowaniu nie pozostawia pola do krytyki. Podobnie zresztą jak umieszczony pod taflą ekranu czytnik linii papilarnych – nie miałem z nim żadnego problemu. Wrażenie robi również pula pamięci, czyli 12 GB RAM-u oraz 512 GB na dane oraz – przede wszystkim – pojemny akumulator z anodą krzemowo-węglową. Dostajemy tu do dyspozycji aż 8500 mAh, sprzęt zaś obsługuje ładowanie 100 W. W praktyce przekłada się to zgodnie z deklaracjami producenta na ok. 2 dni typowego użytkowania. Do pełna zatankujemy w niecałą godzinę, uwaga jednak – ładowarkę trzeba dokupić samodzielnie.
Jak się sprawuje aparat?
Tutaj muszę ponarzekać. Smartfon został wyposażony w dwa obiektywy: główny, o rozdzielczości 50 Mpix, oraz szerokokątny – ten ma ledwie 8 Mpix. Jak widać, jest to zestaw typowy dla urządzeń ze średniej półki, i to raczej tych za ok. 1000 zł. Brak tu modułu makro, nie wspominając nawet o takich fanaberiach jak „peryskopek” z optycznym przybliżeniem.
W praktyce zestaw ten… jest. Za dnia zdjęcia są w porządku, oferując dobrą rozpiętość tonalną i cieszące oko detale. No, może nie w przypadku modułu szerokokątnego – tutaj, gdy się przyjrzeć z bliska, to ze względu na niską rozdzielczość szczegóły już się ze sobą zlewają. Do fotografii „dużej” architektury jednak wystarcza. Główny aparat za to można z powodzeniem stosować do codziennych, ogólnych zdjęć, jak to w smartfonach; tyle że trzeba mieć jednak na uwadze, iż czasem pomiędzy różnymi ujęciami tych samych obiektów wyraźnie „rozjeżdża się” kolorystyka. Balans bieli najwyraźniej nie zawsze działa tu prawidłowo.






Niestety, przy tym wszystkim optyka tego urządzenia obarczona jest sporą wadą: to widoczne na zdjęciach odblaski w postaci flar i majaczących gdzieś z boku powidoków. Dają one o sobie znać niemal zawsze, kiedy skierujemy aparat na źródło mocniejszego światła – co widać zwłaszcza w przypadku zdjęć robionych „pod Słońce” i nocnych, kiedy w kadrze znajdzie się np. latarnia uliczna. Efekt ten potęguje użycie przybliżenia cyfrowego i jest on na tyle irytujący, że – przyznaję – gdy go zobaczyłem, to zwyczajnie odechciało mi się dalszych tekstów. Gdybym miał zostać z tym telefonem na dłużej, to ten mankament niezmiennie by mnie tym wkurzał.

Uczciwie jednak trzeba przyznać, że w przypadku głównego „szkiełka” zdjęcia w scenerii miasta nocą prezentują się dość przyzwoicie. Poziom detali jest zadowalający, a aparat nie przesadza ani z agresywną, widoczną obróbką, ani z wygładzaniem szumów dającym efekt sztuczności scen. Jedynym mankamentem jest przepalanie barwy czerwonej, np. w przypadku neonów – to jednak pięta achillesowa wielu konstrukcji w tym zakresie cenowym, a często i droższych. Oczywiście wrażenia są gorsze, kiedy skorzystamy ze wspomnianego już cyfrowego przybliżenia – nawet w tym wypadku jednak jakość powinna zadowolić „niedzielnych cykaczy”.















Niestety, słabsze światło ujawnia spore wady „słoiczka” ultrapanoramicznego. Kolorystyka zdjęć zaczyna mocno uciekać w odcienie pomarańczowe, różniąc się tym samym znacznie od tego, co prezentuje główny obiektyw. Jest też wyraźnie ciemniej, spada poziom detali, szum zaś wzrasta. Ogółem od biedy można próbować nim focić i niektóre zdjęcia dzięki tym niedociągnięciom prezentują nawet jakiś tam osobliwy poziom artystyczny – cudów jednak nie oczekujcie.
Czy kupić?
To smartfon przeznaczony dla graczy i cała para poszła tu w zapewnienie odpowiedniej wydajności – przede wszystkim kosztem aparatu. Jeśli chcecie go kupić z myślą o elektronicznej rozrywce, to śmiało – takiej wydajności w tej półce cenowej ze świecą szukać. Pod względem foto jednak ten sprzęt kuleje i bez większego problemu można znaleźć coś zdecydowanie lepszego. Pogodzić się należy również z systemem z reklamami w części natywnych aplikacji oraz preinstalowanymi, często śmieciowymi programami, których do szczęścia nie trzeba. Cóż, to klasyczne dla marki POCO „coś za coś” – i przed zakupem warto mieć tego świadomość.

POCO X8 PRO MAX – PARAMETRY
Cena: 1999 zł
Dostarczyło: POCO
System: Android 16 + HyperOS 3 • Procesor: MediaTek Dimensity 9500s • Grafika: ARM Immortalis-G925 • Ekran: AMOLED, 6,83”, 2772 × 1280, do 120 Hz, szczytowo do 3500 nitów • Pamięć: 12 GB RAM-u, 512 GB pamięci na dane UFS 4.1 • SIM: 2 × nanoSIM + eSIM (dwa wybrane aktywne), standby • Komunikacja: 5G, Wi-Fi 7, Bluetooth 5.4, NFC, podczerwień; GPS, Galileo, Glonass, BeiDou, NavIC • Akumulator: 8500 mAh, ładowanie 100 W, ładowanie wsteczne 27 W • Aparat: główny – 50 Mpix, f/1.5, 1/1.95”, PDAF, OIS; szerokokątny – 8 Mpix, f/2.2, 1/4.0”; przedni – 20 Mpix, f/2.2, 1/4″ • Inne: IP68, czytnik linii papilarnych w ekranie (ultradźwiękowy), metalowa ramka, głośniki stereo • Wymiary: 162,9 x 77,9 x 8,2 mm • Waga: 218 g
OCENA: 8
Plusy:
- rewelacyjna w tej półce cenowej wydajność
- bardzo pojemny akumulator
- przyjemna dla oka obudowa IP68 z metalową ramką
- dobrej jakości ekran
- aparat w sumie daje radę, zwłaszcza w dzień…
Minusy:
- …ale ma duże problemy z refleksami świetlnymi, które są często wyraźnie widoczne na zdjęciach
- obiektyw ultrapanoramiczny na poziomie telefonów dwukrotnie tańszych
- brak makra czy modułu tele
- gniazdo USB w wersji 2.0
- często wyślizgująca się z palców obudowa
- reklamy i bloatware w systemie

Chińczyki nie dla mnie ale to usb 2.0 to słabo kurcze. Chyba, że osób przerzucających zdjęcia po kabelu jest margines. No ja korzystam mocno od kiedy nie ma kart pamięci w telefonach.