Steam Controller wcale nie jest taki drogi. Kupię go w dniu premiery z powodu jego najważniejszej funkcji

Steam Controller wcale nie jest taki drogi. Kupię go w dniu premiery z powodu jego najważniejszej funkcji
Cena Steam Controllera wzbudza wiele emocji, szczególnie gdy porówna się ją z tym, ile trzeba zapłacić za pady konkurencji. Sprzęt firmy Valve ma jednak w rękawie kilka asów, które sprawiają, że moim zdaniem jest to całkiem opłacalny zakup.

Gdy Valve oficjalnie ogłosiło cenę Steam Controllera w Polsce, większość graczy podzieliła się na dwa obozy. Pierwszy, chyba liczniejszy – szczególnie u nas – uważa, że jest on absurdalnie drogi. Dość powiedzieć, że pady Sony, Microsoftu czy Nintendo można dostać w większości sklepów za mniej niż 300 złotych. Zdaniem tej grupy omawiana tu konstrukcja nie jest na tyle rewolucyjna, żeby płacić za nią aż 419 złotych.

Drugi obóz jest nieco mniejszy, ale słusznie zauważa, że kontrolery „pro” Sony i Microsoftu kosztują w granicach 800–1000 zł i oferują tylko nieznacznie więcej od bazowych wersji. Ja zdecydowanie podzielam to zdanie, bo dostrzegam także masę zalet Steam Controllera, których nie widać na pierwszy rzut oka – a w tej cenie w zasadzie nigdzie tego nie znajdziecie.

TMR, czyli jednak rewolucja

Od lat gracze, w tym i ja, wściekają się na Sony, Microsoft i Nintendo, że firmy te montują w swoich padach przestarzałe drążki analogowe z potencjometrami, które po prostu muszą po pewnym czasie się zepsuć. Takie są prawa fizyki. Nikt z „wielkiej trójki” nie odważył się stworzyć kontrolera z gałkami wykorzystującymi efekt Halla albo technologię TMR, które w teorii są niemal wieczne. Nawet kosztujący absurdalnie dużo DualSense Edge ma te same drążki co zwykły DualSense.

W tym miejscu cały na biało, a właściwie na czarno, wjeżdża Steam Controller wyposażony w analogi TMR. Zapewniają one o wiele lepszą kontrolę od tradycyjnych rozwiązań, są niemal nie do zajechania oraz mają wbudowane czujniki nacisku na górze „grzybków”, które pozwalają rozszerzyć ich funkcjonalność. Oznacza to, że jeśli będziecie trzymać swój Steam Controller z dala od kurzu i brudu, może posłużyć wam przez naprawdę wiele lat.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że pady wykorzystujące joysticki TMR są już od pewnego czasu dostępne w sprzedaży – chyba najpopularniejszy to GAMESIR G7 Pro kosztujący około 350 złotych. To naprawdę solidna opcja do grania na pececie czy Xboksie, choć tam tylko przewodowo, jednak brakuje jej kilku unikatowych funkcji Steam Controllera.

Trackpady – pokochałem je w Steam Decku, w końcu do nich wrócę

Dwa panele dotykowe umiejscowione poniżej analogów to zdecydowanie najbardziej rzucająca się w oczy, unikatowa funkcja Steam Controllera. Są niemal identyczne jak w Steam Decku. Pozwalają na bardzo precyzyjną kontrolę w grach – szczególnie w tych, które na pierwszym miejscu stawiają sterowanie za pomocą myszy. Poza tym niewiarygodnie ułatwiają życie w tytułach wymagających przypisywania dużej ilości ekwipunku do różnych klawiszy, a dzięki usłudze Steam Input można je dowolnie skonfigurować i np. powiązać z jakimś przydatnym skrótem.

Doceniam też fakt, że Valve wbudowało w nie zaawansowany system wibracji haptycznych, który kojarzy mi się z najlepszymi rozwiązaniami firmy Apple. Przewijanie wirtualnego koła ekwipunku czy poruszanie kursorem myszy w połączeniu ze sprzężeniem zwrotnym wydaje mi się czasem nawet przyjemniejsze i dokładniejsze niż przy użyciu zwykłego „gryzonia”.

Źródło: YouTube | Short Circuit

Widzę także od razu zastosowanie dla trackpadów po połączeniu Steam Controllera ze Steam Machine. Komputero-konsola firmy Valve będzie zapewne podpięta do mojego telewizora i raczej nie będę chciał sterować nią za pomocą myszki, a wielokrotnie zdarzało mi się już, że musiałem sięgać po „gryzonia”, bo połączony z dużym ekranem pecet nagle potrzebował, żebym kliknął jakieś wyskakujące okienko albo zalogował się do launchera, który niespodziewanie przeszedł w tryb offline.

Mógłbym mnożyć takie przykłady bez końca, ale po prostu musicie mi uwierzyć, że trackpady są szalenie przydatne właściwie w każdej sytuacji i nie znajdziecie ich nigdzie indziej.

Komfort przede wszystkim

Nie będę ukrywał, że cieszę się z obecności Steam Controller Pucka, bo na rynku brakuje padów, w których adapter 2,4 GHz byłby jednocześnie ładowarką. Puck ma zapewniać bardzo niskie opóźnienia, około 8 milisekund, porównywalne z połączeniem przewodowym, a na dodatek pozwoli doładować baterię w padzie. Podobne rozwiązania stosuje kilku chińskich producentów, ale żadne nie okazuje się tak wygodne i kompaktowe jak Puck. W moim kontrolerze GameSir Super Nova stacja dokująca jest dość duża i nie bardzo chce mi się ją trzymać na biurku, a wyciąganie jej za każdym razem z szuflady mija się z celem – prościej podpiąć pad kablem USB-C. Nie będę nawet wspominał, że Microsoft, Sony i Nintendo nie oferują żadnych tego typu rozwiązań na pecetach, więc opóźnienia przy transmisji Bluetooth są zauważalnie większe.

Lata grania na sprzęcie Nintendo sprawiły, że bardzo istotną funkcją stało się dla mnie celowanie ruchowe – szczególnie w strzelankach, gdzie mogę w ten sposób nieco „poprawić” pozycję celownika, jeśli nie trafię drążkiem w odpowiednie miejsce. Na pececie wsparcie dla sterowania żyroskopem zapewnia Sony w DualSensie oraz kilku innych producentów, np. GuliKit. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że w zasadzie wyłącznie w przypadku pada do PS5 funkcjonuje to poprawnie, bo konkurencyjne urządzenia trzeba często kalibrować, a samo włączenie żyroskopu wymaga niekiedy przekopania się przez długą instrukcję. Jeśli w Steam Controllerze będzie to działać tak łatwo i przyjemnie jak w Steam Decku, będzie to świetna wiadomość

To nie jest zła cena

Kiedy podsumujemy sobie wszystkie mocne strony Steam Controllera, szybko stanie się jasne, że pad firmy Valve ma konkurować raczej z modelami DualSense Edge i Xbox Elite Series 2, a nie podstawowymi wersjami kontrolerów dwóch największych graczy na rynku. Mamy tu wszystkie cechy charakterystyczne dla wersji „pro” – konfigurowalne przyciski z tyłu, możliwość dostosowania w aplikacji i tak dalej – a dodatkowo dostajemy analogi TMR, bardzo niskie opóźnienia dzięki Puckowi, fantastyczne trackpady ze Steam Decka oraz sterowanie za pomocą żyroskopu.

Całkowicie rozumiem, że 419 złotych jest kwotą, której raczej większość z nas nie wydaje na pad, szczególnie że kontrolery do Xboksa bardzo często można dorwać w promocji nawet poniżej 200 złotych, a DualSense trafia się za około 250 złotych.

Tu przechodzimy jednak do sedna problemu, gdyż do obu tych urządzeń mam sporo zarzutów, szczególnie jeśli chodzi o ich trwałość. Od dnia premiery PS5 zużyłem już dwie sztuki DualSense’a, bo analogi zaczęły dryfować tak, że nie dało się nic zrobić. Mój ostatni pad do Xboksa wytrzymał rok, zanim poddał się lewy analog, a wcześniej w kontrolerze Xbox Elite Series 2 trzykrotnie padł mi przycisk LB, co jest znaną powszechnie wadą konstrukcyjną tego sprzętu. Matematykę zostawiam wam, ale podpowiem tylko, że trochę pieniędzy już zmarnowałem.

W związku z tym patrzę na Steam Controller pełen nadziei, bo „na papierze” wygląda fenomenalnie i jeśli kontrola jakości u Valve będzie stać na wysokim poziomie, być może nie będę musiał co roku kupować nowego pada. Wolę wydać te 419 złotych raz i nie bać się wciskać L3 czy R3 w grach, bo zaraz padną mi analogi.

7 odpowiedzi do “Steam Controller wcale nie jest taki drogi. Kupię go w dniu premiery z powodu jego najważniejszej funkcji”

  1. Boli brak kompatybilności z nie-steamowymi grami, ale pewnie będzie się to dało jakoś obejść. Nie jestem typowo padowym graczem, ale trochę się napalam :v

    „Oznacza to, że jeśli będziecie trzymać swój Steam Controller z dala od kurzu i brudu, może posłużyć wam przez naprawdę wiele lat.” – i jeszcze w ramach niezobowiązującej przypierdolki: to zupełnie jak zabawki wyposażone w klasyczne „grzyby” – moje Nintendo Switch, Logitech Chillstream (2006) i Saitek Cyborg (2007) pozdrawiają.

  2. Jak czytam, że ktoś od premiery PS5 zepsuł już 2 kontrolery lub więcej to zawsze zaczynam się zastanawiać jakim cudem mój działa bez problemów do tej pory, a nie obchodzę się z nim jak z jajkiem

    • Flippin' Doughnut 28 kwietnia 2026 o 15:40

      Masz po prostu farta. Ja miałem 2 białe, niebieski i edycję Spiderman 2 przez dwa lata zanim pozbyłem się PS. Sprzedałem ją z jedynym padem bez drifta (biały), reszta drift po 1-3 miesiącach użytkowania. Spidermana sobie do PC zostawiłem bo fajny, też miał drift ale wymieniłem analogi na hall TMR. Miałem też Dualsense Edge, który miał drifta po miesiącu, dałem na reklamację i nie mieli jak naprawić to oddali siano i dałem sobie już z Edge spokój.

      Także tego 🙂

  3. Nigdy nie kupie ani zadnej gry , ani zadnego sprzetu ze steam (tfu!)
    Gardze tymi ktorzy cos takiego robia i wspieraja obrzydliwe taktyki DRM i w efekcie tworza dla nas wszystkich cyfrowe niewolnictwo.

    Taka jest prawda. Jesli jakiejs gry nie ma w normalnej dystrybucji, gdzie gre mozna KUPIC… to kindybal im w twarz, zagram w cos innego, gier sa tysiace, a my jestesmy swiatlymi, swiadomymi ludzmi, czyz nie?

    Bojkotuj Steam!

  4. Ale fajny tekst. Tak bardzo czuć, że napisał go człowiek x.x też zacząłem się przekonywać do pada steamowego

Skomentuj Flippin' Doughnut Anuluj pisanie odpowiedzi