To koniec mobilnej rewolucji w graniu. Podwyżki cen Steam Decka zamykają pewną erę [FELIETON]
Valve ogłosiło, że podnosi kwoty zakupu Steam Decka. OLED 512 GB drożeje o 240 dolarów, zaś wersja 1 TB o 300 dolarów. W stosunku do poprzednio obowiązujących cen wygląda to jeszcze bardziej przerażająco, bo z portfela wyciągniemy o niemal 50% więcej. Tym samym pierwszy z wymienionych kosztuje u nas obecnie 3279 zł, drugi zaś aż 3879 zł.
Wszystko drożeje, ale marne to pocieszenie
O tym, że będzie drożej, pisałem już jakiś czas temu. Najpierw wzrosty cen objęły pamięci RAM, potem zaś niemal cały segment, zwiastując chude lata dla pecetowców. O Steam Decku jako takim wówczas nie pomyślałem – ot, kolejna gałąź szeroko pojmowanego „blaszanego” grania, które miało zacząć palić w portfel. Okazuje się jednak, że podwyżki przyszły również i tutaj – i to tak gwałtownie, że wczoraj wieczorem aż usiadłem z wrażenia.
Z początku myślałem nawet, że to pewnego rodzaju kompromis i Valve mówi: „Hej! Co prawda jest drożej, ale za to macie bonus w postaci lepszej konfiguracji”. Niestety, nic z tych rzeczy. Zapłacimy więcej za to samo, czyli za sprzęt, który jest już na rynku od dłuższego czasu. Zgodnie z przypuszczeniami Valve tłumaczy podwyżkę kiepską sytuacją na rynku komponentów, brakami, wzrostem kwot ich zakupu – czyli wszystkim tym, czego obawiałem się parę miesięcy temu. Można rzec, że bez niespodzianek. Ale dla rynku i nas, graczy, informacja ta jest wprost fatalna.
Handheldy PC tracą swój największy atut
Gdy Steam Deck zadebiutował w 2022 roku, przyniósł rewolucję. Dostawaliśmy co prawda umiarkowanie wydajny w porównaniu do „dużych” pecetów handheld, ale za sprawą „miniaturowego” środowiska więcej w istocie nie było trzeba. Rewelacyjny stosunek możliwości do kwoty zakupy, wsparty do tego przystępną formą, sprawił, że urządzenie podbiło serca użytkowników Steama. Raz, że wygodniej, dwa – taniej niż gamingowy laptop.

Niestety, obecnie wszystko wskazuje na to, że ta ostatnia, dla wielu kluczowa przewaga handheldów PC znika. Najtańsze sensowne urządzenie tego typu zaczyna kosztować tyle co wspomniany laptop i… drożej niż konsole obecnej generacji. PlayStation 5 w wersji Slim kupimy wszakże za ok. 2600 zł – a przecież mówimy już o sytuacji po marcowych podwyżkach. Zresztą Nintendo też dorzuciło do pieca i Switch 2 od jakiegoś czasu oficjalna cena wynosi niecałe 500 dolarów.
A bezpośrednia konkurencja Steam Decka? Ta zawsze była co prawda droższa, ale… tu też ceny nie stoją w miejscu. Wystarczy rzut oka na porównywarki cen, by przekonać się, że w tym miesiącu podrożały niemal wszystkie popularne modele z ROG Ally na czele. Z portfela trzeba wyciągnąć w niektórych przypadkach nawet parę stówek więcej niż na początku roku.
AI czkawką się nam odbija
Jak już wspomniałem wcześniej, przyczyną są problemy z dostępnością pamięci RAM i NAND Flash. Nie jest to niespodzianka. Jakiś czas temu zresztą kupowałem szybką kartę pamięci o pojemności 256 GB do aparatu. Zapłaciłem za nią lekko ponad 300 zł. Teraz ten sam nośnik kosztuje zaś… 650 zł. Winny jest oczywiście ogromny popyt generowany przez centra danych i rozwój AI – giganci „zasysają” z rynku całą gamę komponentów, to zaś winduje kwoty zakupu na rynku konsumenckim.
Obrywają oczywiście urządzenia jak rynek długi i szeroki – ale wszystko wskazuje na to, że największą ofiarą mogą stać się właśnie handheldy. Wzrost cen, jaki ogłosiło Valve, jest wyjątkowo bolesny, bo przesuwa Steam Decka z kategorii „jeszcze nie tak drogo” do segmentu równoważnego laptopom, by nie powiedzieć – premium. Te urządzenia niewątpliwie stracą na popularności i staną się sprzętem nie tyle już dla mas, co raczej dla ludzi bardziej majętnych – takich, którzy mogą sobie pozwolić na zakup zabawki w kwocie porównywalnej do innych gamingowych urządzeń lub je przewyższającej.
Co dalej?
Można sobie wyobrazić, że cała ta sytuacja w dłużej perspektywie wpłynie na „siłę oddziaływania” tego segmentu na środowisko. Pamiętacie pewnie, że w Cyberpunku 2077 jest specjalny profil ustawień graficznych dedykowany Steam Deckowi. Śmiem twierdzić, że gdy wskutek wzrostu cen przygaśnie popularność tych urządzeń, to pojawi się efekt domina i choćby tego rodzaju optymalizacji będzie po prostu mniej.
Jeśli sytuacja na rynku się nie zmieni, to Steam Deck i jemu podobne stracą na znaczeniu. Rewolucja, jakiej byliśmy świadkami w ostatnich latach po prostu się skończy.
A kto wie, czy fakt ten nie odbije się czkawką nam wszystkim. Bo skoro nie będzie trzeba dbać o optymalizację dla handheldów PC, to może się to wręcz przełożyć na ogólny wzrost wymagań sprzętowych. Być może zbyt daleko idę tu z interpretacją całej tej sytuacji – ale mam wrażenie, iż właśnie tracimy coś bardzo ważnego i odświeżającego rynek grania na PC. Obym się mylił.