Ubisoft i klątwa wiecznej restrukturyzacji. Jak legenda branży gier umiera w męczarniach na naszych oczach

Ubisoft i klątwa wiecznej restrukturyzacji. Jak legenda branży gier umiera w męczarniach na naszych oczach
Jeśli zrobi coś dobrze, i tak przegrywa. Gdy obiecuje, słowa nie dotrzyma. Kiedy pojawia się nadzieja, szybko zanika. Tylko jedno w Ubisofcie się nie zmienia: restrukturyzacja.

Wrzesień 2024. Pracownicy Ubisoftu ze wsparciem związków zawodowych wychodzą na ulice Paryża. Odbywają się strajki, mające przede wszystkim wymusić na firmie „możliwość pracy zdalnej, wyższe płace, konsekwentne zacieranie różnic w wynagrodzeniu różnych płci, a także zapewnienie realnego dialogu pomiędzy przedstawicielami korporacji a kadrą pracowniczą”. Bo nie da się normalnie pracować w takich warunkach. Do żadnych przełomowych ustępstw nie doszło, ale firma zdecydowała o mocnym postanowieniu poprawy. I, mój Boże, po kilkunastu miesiącach nie ma co liczyć na łaskę uświęcającą.

Październik 2024. Pierwsza reakcja? Drobna RESTRUKTURYZACJA. Ubisoft Montpellier co prawda zachwycił krytyków i graczy Prince of Persia: The Lost Crown, ale produkcja nie stała się sukcesem komercyjnym. Błędy marketingowe? Brak wiary w projekt ze strony firmy? O jaką diagnozę pokusili się decydenci? Ano cóż, wina developerów, nie ma co ich trzymać razem ze sobą, rozbijmy całą ekipę i wcielmy jej członków do pozostałych zespołów. Brygada z Montpellier przetrwała na papierze, ale została niejako ukarana za zaprojektowanie jednej z najlepszych produkcji Ubi ostatnich lat.

Grudzień 2024. Nie ma co zwalniać tempa, kolejny projekt zderza się ze ścianą – tym razem średnio udany XDefiant przestaje być rozwijany i wspierany. Zakasujemy rękawy, przyznajemy się do błędu i idziemy dalej z podniesioną głową? Tak, ale najpierw… RESTRUKTURYZACJA. Zamknijmy studia w Osace oraz San Francisco, ograniczmy działanie oddziału w Sydney i tym samym zwolnijmy 277 osób. Wszystko w imię darmowego shootera, w którego nie wierzył chyba nikt oprócz rodziny Guillemot.

Styczeń 2025. Nowy rok, stary Ubisoft. Szefostwo tym razem wyrusza na rekonesans Wysp Brytyjskich w celu „przeprowadzenia przeglądu swojej globalnej działalności w obliczu coraz bardziej złożonej branży”. Co się kryje za niniejszą enigmatyczną misją? Tak, zgadliście, RESTRUKTURYZACJA. Zamknięte zostaje studio w Leamington, a rykoszetem częściowo obrywają też inne europejskie siedziby: Reflections, Stockholm oraz Düsseldorf. Straty „wyceniono” na 185 osób, ale spokojnie – zarząd zapewnia, że ci najbardziej utalentowani pracownicy pozostaną na łasce pana, tj. pojedynczych zdalnych kontraktach. Dziękujemy!

Remake Prince od Persia Piaski Czasu

Reszta roku 2025. Uff, sytuacja opanowana. Firma wychodzi na prostą. Pomimo wielkiej ideologicznej afery wokół Assassin’s Creeda Shadows ten doskonale się sprzedaje (wedle szacunków), po nowe Anno gracze sięgają jak po świeże bułeczki, w międzyczasie Ubisoft potwierdza, że odwlekany przez lata remake Księcia Persji: Piasków Czasu żyje i ma się dobrze (sic!), a w przestrzeni internetowej coraz mocniej przebijają się plotki o rychłej premierze odświeżonej wersji Assassin’s Creeda IV: Black Flag. Z takimi wynikami oraz zapowiedziami można z wielkimi nadziejami wejść w 2026, prawda?

Styczeń 2026. Nowy rok, stary Ubisoft, część kolejna, na pewno nie ostatnia. Cały poprzedni akapit możecie wyrzucić do kosza, bo dzieje się apokalipsa. A jak apokalipsa, to i RESTRUKTURYZACJA.

Grzech ciężki pierwszy, pada ok. 80-osobowy Halifax, czyli kanadyjski oddział Ubi. Całkowicie przypadkowo zbiega się to w czasie z założeniem związku zawodowego w owej jednostce, powstałego po to, aby zadbać o prawa pracownicze „w erze narastającej niepewności branży, zamykania studiów, masowych zwolnień”. Och, gorzka ironio.

Grzech ciężki drugi, szwedzkie studia zdziesiątkowane, po raz kolejny obiektem cięć Stockholm, a obok niego Massive Entertainment z Malmö, jeden z flagowych punktów działalności Ubi, autorzy serii The Division oraz Star Wars Outlaws. Łącznie zwolnionych zostaje 55 ludzi.

Grzech ciężki trzeci, ciąg dalszy, oczywiście starannie planowanej, RESTRUKTURYZACJI. Po sześciu latach w developerskim piekle anulowane zostają wspomniane Piaski Czasu, i to w dobie głośnych plotek o tzw. shadowdropie tytułu. Ponadto umiera pięć nieznanych nam jeszcze projektów. Opóźnionych ma zostać siedem gier, wśród nich rzeczony Black Flag.

Pożar pochłania firmę, ale jej prezes dalej twierdzi, że to zaledwie deszczyk, i to w kontrolowanych warunkach. Że projekty nie spełniały kryteriów jakościowych, że plan na przyszłość już gotowy, że pomoże sztuczna inteligencja, zwłaszcza w tworzeniu gier-usług (tak wygląda piekło). Ale czego innego spodziewać się po korporacji, która z chińskim hegemonem, Tencentem, planuje w ramach gigaspółki Vantage kierunek wszystkich najważniejszych IP Ubisoftu? I to raczej bez wsparcia kreatywnego swoich artystów czy scenarzystów, a ze specami ds. rozpisywania ładnych excelowych tabelek z rozbudowanymi funkcjami arytmetycznymi i okrągłymi hasłami techbrosowymi?

Nie klei się tu nic. Bo kiedy człowiek podsumuje sobie tor działania Ubi od tych nieszczęsnych kilkunastu miesięcy (ale można sięgać i dalej), to pomyśli: chaos, kryzys, zamykamy studia, zwalniamy ludzi i przekształcamy ekipy, bo tniemy koszty, podjęliśmy złe decyzje i próbujemy przetrwać. Ale zarząd na czele z dyrektorem Yves’em Guillemotem nie przyznaje się do błędów, nie potwierdza, jakoby firma miała się źle, co najwyżej wyrazi smutek i skruchę w związku z pożegnaniem setek podwładnych.

Taki to już chichot RESTRUKTURYZACJI – odcięto tak wiele głów tylko po to, aby zapowiedzieć powstanie nowych. Ubisoft już teraz zapowiada bowiem rozczłonkowanie firmy na pięć różnych studiów, z których każde będzie zajmować się innym gatunkiem gier. A skąd na to pieniądze? Ano z chińskich strategii inwestycyjnych. Za Wielkim Murem próbują ożywić trupa późnego kapitalizmu, trupa pod kątem kreatywności, autentyczności i przyzwoitości. O finanse się nie bójmy, studzienka pusta nie zostanie. Jeżeli jednak jeszcze jakkolwiek utożsamialiśmy się z twórczością Ubisoftu, mając w pamięci wszystkie minione dekady i czasy jakby piękniejsze, najwyższa pora na fundamentalną RESTRUKTURYZACJĘ swoich przyzwyczajeń oraz sympatii.

2 odpowiedzi do “Ubisoft i klątwa wiecznej restrukturyzacji. Jak legenda branży gier umiera w męczarniach na naszych oczach”

  1. Ubisoft był dla mnie martwy z momentem kiedy wprowadzili ten ich kretyński Uplay. Nie kupiłem gry wydanej przez Ubisoft od 2009 i nie zamierzam.

  2. Niech zdycha, a za nim kolejni, skoro nie umiesz robic dobrych gier, a robisz coraz bardziej generyczne takie same kopiuj wklej badziewia. Skoro nawet najbardziej znane uniwersum na swiecie nie broni twojej gry przed porazka to sorry znak ze nie umiesz juz robic gier i czas albo upasc albo zmienic zarzadzanie i ludzi ktorzy robia te gry, na takich jak u poczatku tej firmy ludzi z pasja i wizja a nie excelkiem w oczach. Kibicuje z calego sera zeby zostali zaorani, a po nich EA, Betheseda, Blizzard i wszystkie te kiedys legendy, ktore zapomnialy jak robic dobre gry dla graczy a nie dla wszystkich i mitycznej „modern audience”

Skomentuj sceptyczny Anuluj pisanie odpowiedzi