Rewolucja na Steamie. Valve wreszcie wprowadza zmiany w konwersji cen
Od dłuższego czasu ceny na Steamie są problematyczne w kilku krajach, w tym również w Polsce. Wprowadzone kilka lat temu zmiany doprowadziły do tego, że w przypadku wielu gier polskie ceny poszybowały w górę, nierzadko stając się wyższe niż w wielu bogatszych krajach. Valve miało to aktualizować w razie potrzeby, ale przez 3 lata sytuacja była niezmienna. Liczne akcje, apele, developerzy przyłączający się do pospolitego ruszenia nie były w stanie wpłynąć na niekorzystną sytuację… aż do teraz.
Valve wreszcie zaktualizowało swoje dane dotyczące poszczególnych rynków, co doprowadziło do poważnych zmian w tym, jak będą wyceniane gry na Steamie. Teraz twórcy gier będą mieli 3 odrębne metody konwersji do wyboru. Pierwsza, najprostsza, korzysta z aktualnego kursu walut. Druga wygląda ciekawiej, bo sięga do publicznie dostępnych danych o sile nabywczej regionu. Ostatnia opcja to konwersja wielozmienna, będąca w dużym skrócie nieco ulepszoną metodą, która była wykorzystywana do dziś. Zatem czas odtrąbić zwycięstwo? Niestety niezupełnie, ale zanim zepsuję chwilę, pocieszmy się razem z tego, że teraz 1 dolar będzie odpowiadał około 3,55 zł, co czysto teoretycznie pozwoli na znaczące obniżenie cen wielu gier.
Pierwszy problem jest taki, że Steam nie kontroluje ręcznie cen w sklepie – to już robota dla samych developerów i wydawców. Wszystkie gry dotychczas wydane na Steamie zachowają obecną cenę, chyba że dani twórcy zdecydują się ją zaktualizować zgodnie z nowym przelicznikiem. Wszystkie tytuły, które dopiero zostaną wydane, będą już korzystać ze zaktualizowanej konwersji. To dobra i zła wiadomość, ponieważ w przypadku pierwszej opcji dostaniemy najlepszą cenę. Na przykładzie bardzo dobrego Silent Hilla f – w tym momencie musimy zapłacić za grę 339 zł, chociaż cena w dolarach wynosi 69,99, czyli aktualnie około 260 zł. Podobnie absurdalnie wygląda sytuacja z remasterem Obliviona, kosztującym 249 zł. Drożej od nas ma aktualnie tylko Szwajcaria i Izrael. Gdybyśmy zastosowali aktualny kurs dolara, zaoszczędzilibyśmy około 63 zł.
Drugi problem jest taki, że wszystko dalej zależy od wydawców. Jeśli chcą, mogą dalej korzystać z trzeciego wariantu, co gwarantuje najwyższy zysk i takie same ceny. Mimo tego będę optymistą: wydaje mi się, że niektórzy wydawcy będą skłonni iść nam na rękę, a jeśli jakaś cena będzie za wysoka, to na pewno znajdą się ludzie, którzy spróbują wywrzeć nacisk w celu obniżenia jej. Oczywiście także wolałbym po prostu płacić mniej i się nad tym nie zastanawiać, ale dajmy temu systemowi trochę czasu i zobaczmy, jak będzie działał w praktyce.

Jeśli chcecie, możecie samodzielnie sprawdzić konwersję cen i ewentualne oszczędności – wystarczy wejść na tę stronę.
