3 Komentarze

Zagrałem w Twierdzę 4. To „dwójka” na sterydach i jako fan serii nie jestem tym zachwycony

Zagrałem w Twierdzę 4. To „dwójka” na sterydach i jako fan serii nie jestem tym zachwycony
Miłośnikiem Twierdzy zostałem wraz z premierą pierwszej części w 2001 roku. Sam już nie wiem, jak wiele razy ją przechodziłem ani ile czasu spędziłem na gorejących piaskach pustyni w Krzyżowcu. Nic nie ucieszyło mnie tak jak obie odsłony Edycji Ostatecznej, w których łącznie wbiłem 200 godzin. Wreszcie Firefly postanowiło trzymać się swojej niszy… prawda?

Czar szybko prysł – początkowa ekscytacja przygasła na widok zwiastuna. Gdzie ładna, izometryczna grafika? Gdzie prostota i czytelność?! Nic to, może dowiozą! Dzięki uprzejmości producentów mogliśmy przetestować Twierdzę 4 w wersji demonstracyjnej już teraz (przygotujcie się na ogólny dostęp 23 czerwca) i przekonać się, z czym tym razem będziemy mieć do czynienia. Nie będę zbytnio kluczył – moim zdaniem gra wygląda jak podrasowana „dwójka” i uważam to za bardzo duży krok wstecz.

Nie chciałbym zostać źle zrozumiany, bo naprawdę mam świadomość, w jakim dołku znajdują się obecnie strategie, ale martwi mnie, że może dojść do powtórki błędów sprzed lat. Nie, nie chodzi o tamten paździerz zwany „trójką”, aczkolwiek nowa część ma być chyba swego rodzaju zadośćuczynieniem. Niestety, mimo całej otoczki, wspaniałej muzyki oraz grywalności, seria cierpi od lat na podobne problemy – bugi, kłopoty z wytyczaniem ścieżek czy ogólnym sterowaniem armią. Błędy to tam aktualnie pal licho, ale demo na razie utwierdza mnie w przekonaniu, iż ta mobilność pozostanie jednak sporym cierniem.

Twierdza 4

Twierdza 22?

Twierdza 4 fabularnie ma być prequelem serii. Nie wiem, jak dla was, ale dla mnie historia w grach strategicznych jest niezwykle istotna. Obecnie jednak zbyt wiele nie można o niej powiedzieć. Wracają znane już postacie – jak sir Długoręka, Szczur czy Wąż (więc zakładam, że pojawią się także Wieprz, Wilk oraz lord Wełnowor). Naturalnie w rogu ekranu wita nas zawsze „uśmiechnięty” Skryba. Tradycyjnie dostaniemy dwie kampanie – klasyczną (22 misje) oraz ekonomiczną (ta zostanie dodana później). Poza tym w grze znajdą się: tryb swobodnego budowania, multiplayer, zwykłe potyczki oraz cały ich szlak (także w co-opie!).

Baner Banner CD-Action Heroes of Might and Magic, numer 2

Mechanicznie powracamy do Twierdzy 2 – znów czeka nas gromadzenie honoru za pomocą budowli czy biesiad. Zdobyty prestiż wykorzystamy do werbowania mocniejszych jednostek czy podnoszenia rangi naszego lorda. Im wyższy poziom, tym lepsze będziemy stawiać obiekty. Wyznam, iż bardzo lubię ten system, ale mam z nim pewien problem – wymaga o wiele większej liczby budynków, przez co zamiast typowej warowni wznosimy otoczone murem miasto. Ciekawą nowością są natomiast losowe wydarzenia, które codziennie wpływają na zadowolenie poddanych. Niekiedy nic się nie dzieje, innym razem dochodzi do burdy w karczmie albo ksiądz pozyska dla parafii nową relikwię, więc wszyscy się cieszą. Uważam to za miłe urozmaicenie, choć szczerze mówiąc, mając dobrze rozplanowany kasztel, pewnie będzie można ten element totalnie ignorować. Chyba że zacznie wpływać na armię?

Twierdza 4

Łuk ma być długi czy krótki, panie?

Warto wspomnieć, iż wiele jednostek również przywodzi na myśl „dwójkę”. Podczas gry czułem się, jakby to była właśnie taka Twierdza 2 Definitive Edition – odświeżona tudzież upiększona. Dostajemy chłopów z widłami, miotających swoją bronią i dopiero potem przechodzących do zwarcia włóczników czy opancerzonych knechtów. Nowość stanowią natomiast… łucznicy. Z długimi łukami. Tak – będziemy zlecać łuczarzom, jaki rodzaj uzbrojenia mają wytwarzać. W ogóle wielu rzemieślników dysponuje w swoich warsztatach różnymi wariantami produkcyjnymi, na co zawsze warto zwracać uwagę.

Wersja demo oferuje dwie misje: ekonomiczną oraz wojskową. Ta pierwsza raczej nie powinna sprawić trudności – ot, samouczek stawiania chatek drwali, domostw, kuchni, farm czy koszar, produkcji broni i zaciągu jednostek. Przy drugiej, przyznam, musiałem się pomęczyć, gdyż totalnie zlekceważyłem przeciwnika (o dziwo, był to Szczur, ale widzę w tym szansę na fajne wytłumaczenie, dlaczego później nie posiadał żadnych poważnych wojowników!).

Twierdza 4

Twórcy zaprezentowali intensywną obronę zamku w górach, podczas której trzeba dbać o zasobność spichlerza, zadowolenie, a także przemysł zbrojeniowo-wydobywczy. Smoła, kamienie, wilcze doły – wszystko okazało się przydatne. Niemniej brama padła, a do środka wypełzły hordy wrogów i… ech. Raczej bym nie liczył na ładnie wyglądające sceny batalistyczne. Jednostki na siebie nachodzą i często toczą pojedynki w tej samej pozycji, rzadko się „rozlewając” i tworząc estetyczną linię starcia. Mam nadzieję, że zostanie to jeszcze dopracowane.

Za mało czytelnie, mój panie!


Obecna wersja boryka się nie tylko z problemami dotyczącymi sterowania, ale także rozmieszczania jednostek na murach czy wieżach, mało tego – trudności sprawia nawet siatka, na której stawiamy budynki. Interfejs możemy nieco dostosować do siebie, co nie zmienia faktu, że wydaje się on troszkę zawalony. Na obecnym etapie i tak raczej trudno skupiać na nim uwagę, a podczas przechodzenia dema każdy gracz będzie miał szansę przesłać swoją opinię. Ogólnie, oceniając grę pod względem wizualiów, nie czuję się przekonany i wątpię, by mój sceptycyzm przeminął (acz chciałbym się pozytywnie zaskoczyć). Według mnie rzut izometryczny, choć niepozbawiony wad, doskonale oddaje klimat Twierdzy. Nie piszę tego przez pryzmat nostalgii, bo z tej się wyleczyłem dawno temu, ale uważam stare odsłony cyklu za znacznie bardziej estetyczne tudzież milsze dla oka. Twierdza 4 natomiast nie wydaje mi się jakąkolwiek graficzną rewolucją w serii, a tym bardziej grą godną 2026 roku.

Twierdza 4

Nie mogę jednak psioczyć na muzykę – tej jestem chyba nawet większym fanem niż samej gry. „Czwórka” zaprasza mocnym ambientem, wpadającym nieco w klimaty „The Chant”, ale szybko odbijającym we własną, bardziej agresywną stronę. Wiele jest tutaj typowych dla tej serii utworów, które zdają mi się znacznie lepiej dobrane do sytuacji. Przykładowo podczas oblężenia zagapiłem się urzeczony świetnym chorałem podkreślającym powagę chwili. Soundtrack napawa mnie więc optymizmem. To taki drobny szczegół świadczący, iż twórcom naprawdę zależy.

Osobiście podchodzę ze sporym dystansem do nowej odsłony cyklu. Nadal bardzo dobrze bawię się w Twierdzy Krzyżowiec Definitive Edition, zwłaszcza że ta jest naprawdę cudownie rozwijana, a ja wciąż nie mam z kim dokończyć szlaku w kooperacji. No i w dalszym ciągu gorąco polecam Twierdzę Ryżowiec, szczególnie w chwili tak dla nas ważnej jak premiera remake’u Gothica, który solidarnie sprawdzaliśmy. Twierdzy 4 jednak nie skreślam! Chętnie zobaczę, co jeszcze przygotuje Firefly.

3 odpowiedzi do “Zagrałem w Twierdzę 4. To „dwójka” na sterydach i jako fan serii nie jestem tym zachwycony”

  1. Na pewno jest to najlepiej wyglądająca Twierdza w pełnym 3D niż wszystkie poprzednie inne odsłony i nawet nie chodzi o ogólną jakość grafiki ale wszystkie poprzednie Twierdze w pełnym 3D miały taki słaby nieczytelny i po prostu brzydki styl graficzny. Tutaj akurat ten plastik Unreal Engine pasuje ale do ideału trochę pasuje.

Skomentuj