Crocsy z Super Mario już niedługo w Polsce. Za niemałe pieniądze
Crocsy nie zwalniają tempa w poszukiwaniu licencji popkulturowych – mieliśmy już Barbie, Gwiezdne Wojny, Animal Crossing czy… Xbox. Teraz przyszła pora na największą gwiazdę Nintendo: firma ogłosiła kolekcję Crocs x Super Mario: pięć wariantów chodaków Classic Clog, każdy w barwach innej postaci z uniwersum bojowego, wąsatego hydraulika. Premiera odbędzie się 15 lipca 2026 roku i – co istotne z polskiej perspektywy – ma charakter globalny, ruszając równocześnie na crocs.com, w sklepie Nintendo oraz u wybranych partnerów handlowych.
W zestawie znalazły się chodaki Mario (niebieski model z pluszową czerwoną czapką), Yoshim (zielony, z wystającymi płetwami), Bowserem (ciemnozielony, najeżony kolcami) oraz uniwersalny wariat z motywami całego świata. Z grupy wyłamuje się Księżniczka Peach, która zamiast zwykłych klapek dostała różowe chodaki na brokatowej platformie, jako jedyna w kolekcji (wiadomo, szlachta nie chodzi w byle czym). Każda para idzie w komplecie z firmowymi przypinkami.
Ceny – przynajmniej te amerykańskie – wahają się od 69,99 do 89,99 dolarów (księżniczka jest najdroższa, wiadomo). W polskim wydaniu musimy się więc pewnie klasycznie przygotować na wydatek rzędu kilkuset złotych, jeżeli marzą się nam krokodylkowe chodaki z tymi konkretnymi bohaterami. Jeżeli ktoś kolekcjonuje Crocsy, to pewnie wie, że to raczej norma cenowa.
Przejdźmy jednak do najważniejszej kwestii, czyli dostępności właśnie. Ponieważ premiera będzie globalna, a Crocsy mają w naszym kraju swój sklep internetowy, to fani chodaków mogą zacierać portfele, bo zakup będzie właściwie formalnością. Sama współpraca nikogo też raczej nie dziwi, bo to już druga taka randka japońskiego giganta z Crocsami (w zeszłym roku panowie z Kioto wypuścili chodaki w stylu Animal Crossing, bo jak wiadomo, Tom Nook czai się na nasze pieniądze). Licencyjne edycje limitowane potrafią znikać z półek szybciej niż mydło za czasów pandemii.

Czy chodaki z kolcami Bowsera to ostatni krzyk mody to każdy oceni sam – ale akurat w przypadku Crocsów ta urocza brzydota jest cechą, a nie wadą.