Gwiazda God of War Laufey twierdzi, że nie rusza jej hejt w sieci. „Myślałam, że zrobi to na mnie większe wrażenie”
Powiem to wprost, po ujawnieniu trailera God of War Laufey byłem świadkiem chyba najgłupszej „dramy”, jaką kiedykolwiek widziałem w świecie gier. Otóż niektórzy gracze zaczęli narzekać na całą masę elementów tej produkcji – a to że w God of War nie powinno się grać kobietą, a to że aktorka Deborah Ann Woll nie została odpowiednio odwzorowana w grze albo że Laufey nie jest wystarczająco piękna itd.
Nie wiem, czy jest sens odnosić się do tych wszystkich zarzutów, ale mimo wszystko spróbuję i powiem tylko, że to decyzja developerów, na ile chcą odwzorować wizerunek danej osoby. W końcu to ma przecież być Laufey, a nie Woll, aktorka jedynie wciela się w rolę bogini – i owszem, użycza jej swej twarzy, ale nie musi być odzwierciedlona 1:1. Twórcy mogą np. wziąć sobie jakiegoś aktora i nieco go postarzyć albo odmłodzić w grze zależnie od tego, jakiego bohatera mają w głowie. Natomiast co do grania kobiecą postacią w God of War… rozumiem, że Wiedźmin 4 też będzie niegrywalny, no bo przecież jak to tak nie grać Geraltem?
Tymczasem do całej sprawy odniosła się sama Woll. Aktorka przyznała że hejt, jaki wylał się na God of War Laufey po pierwszym trailerze, zupełnie jej nie ruszył.
Szczerze mówiąc, myślałam, że zrobi to na mnie większe wrażenie. Po pierwsze, nie korzystam z mediów społecznościowych, więc to pomaga. A po drugie, nie wiem, czuję się jakoś zupełnie nieporuszona, bo po prostu wiem, że jest cudowne [God of War Laufey – dop. red.]. No cóż, w porządku, jeśli to nie twoja bajka, ale w żadnym razie nie jest to zła gra.
I zanim ktoś wyjdzie, żeby rzucić argumentem: „przecież krytyka jest skierowana w stronę developerów, nie w nią” (bo widziałem już też takie reakcje), od razu odpowiadam, że nie trzeba być celem hejtu, by odczuć na sobie jego działanie. Wystarczy być na przykład częścią projektu, na którym nam zależy, by równie mocno przeżywać obrzydliwe komentarze czy agresywne ataki.
Można więc tylko pozazdrościć Woll tego podejścia i pewności siebie, ale pamiętajmy o tym, że nie każdy potrafi tak łatwo poradzić sobie z tego typu hejtem. I ok, jasne, mówmy głośno o tym, co nam się nie podoba – swoją drogą to ok, że nie czujesz immersji, grając kobiecą postacią, może to po prostu nie jest gra dla ciebie – ale nie stosujmy agresji i obraźliwych komentarzy wobec developerów. I jedna ważna rzecz: nie mylmy krytyki z hejtem, bo jestem absolutnie przekonany, że w definicji krytyki na pewno nie ma żadnej wzmianki o pluciu jadem.
Ja nie kryję się z tym, że nie lubię grać kobiecymi postaciami, bo psują mi immersję. Natomiast tutaj mi to wgl. nie przeszkadza. Traktuję tę grę jako wstęp do nowego rozdziału. Mam nadzieję że to nadal będzie gra o Kratosie, w sensie że Laufey spotka np. wcześniej pokonanych przez Kratosa bogów i wtedy dowiadywanie się z jej perspektywy jak ich złomował, będzie dużo ciekawsze. Poznamy jej losy. Zobaczymy z czym ten świat się wiąże i np kolejna część, gdzie będziemy mogli wejść do tego świata Kratosem, będzie dużo ciekawsza. Także dla mnie to jest jak w serialu oglądanie odcinka o drugoplanowej postaci, która rozwinie wątek głównego bohatera.
Masz pełne prawo nie lubić grania kobiecą postacią, ja mam na odwrót. Czym innym jest jednak niechęć do czegoś, a czym innym jad, jaki się wylewa z wielu komentarzy w internecie. Nie piszę konkretnie o tej produkcji, ale tak jest często pod dowolną kwestią. Cieszę się, że jestem facetem, a nie kobietą, ale nie będę atakował słownie czy fizycznie kobiety za to, że jest inna od faceta. Bardzo dobrze, że ta pani nie przejmuje się hejtem, bo nie ma co się przejmować czyjąś nienawiścią, dopóki nie zaczyna stanowić zagrożenia.
A ja po obejrzeniu zwiastuna mam ochotę kupić tą grą, choć nie znam w ogóle poprzednich części. Graficznie wygląda to ciekawie i to mnie zacheaca. I lubię grać kobiecymi postaciami.