GTA, fatality i Hitler. Te gry podpaliły świat, wkurzyły polityków i zszokowały media

GTA, fatality i Hitler. Te gry podpaliły świat, wkurzyły polityków i zszokowały media
Premiera Grand Theft Auto 6 nadchodzi wielkimi krokami, a zewsząd zalewają nas informacje i spekulacje między innymi na temat różnych niegrzecznych treści, jakie tytuł ten mógłby zawierać. Czy tym razem również skończy się kontrowersjami? A może gracze i mainstreamowe media już się na dramy uodporniły?

Odpowiadając na powyższe pytania – bez daru prekognicji, ale uzbrojona w doświadczenie – mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że… coś się na pewno znajdzie. Historia produkcji sygnowanych logiem Rockstara to długa opowieść o grach czasem nie tyle nawet jadących po bandzie, co odlatujących poza krawędź klifu, by na dnie przepaści wsadzić jeszcze kij w mrowisko.

Wątpię, by tym razem miało być inaczej. Kontrowersje rozgrzewają emocje, a każdy „odchył od normy” i przekraczanie granic generuje szum w mediach, co przekłada się na większe zainteresowanie i podbicie słupków sprzedaży. Nieważne, jak o tobie mówią – ważne, by nie przekręcali nazwiska, a łzy można otrzeć dolarami.

Dawno, dawno temu…

Oczywiście Rockstar nie ma monopolu na kontrowersje. Branża gier dorobiła się całego mnóstwa mniej lub bardziej sensownych czy zasłużonych kałszkwałów, i to niemal od samego swego zarania. W końcu już w 1982 ukazało się Custer’s Revenge – zręcznościówka, w której rozpikselowany protagonista unikał wystrzelonych w jego stronę strzał, by dotrzeć do przywiązanej do słupa nagiej Indianki i zrobić jej brzydkie rzeczy. Jak łatwo się domyślić, ówczesne media zawrzały, ale mimo to – albo właśnie dlatego – tytuł ten sprzedał się bardzo dobrze.

Wydaje się jednak, że apogeum najgłośniejszych spraw, jakie odbiły się branży czkawką, przypada na lata 90. i 2000. Był to ciekawy okres, kiedy gry weszły już do mainstreamu, ale wciąż pozostawały medium względnie nowym. Wiele osób, zwłaszcza przedstawicieli starszych generacji, nadal uważało granie za zabawę dla dzieci. Stąd pokutował pogląd, że interaktywna rozrywka powinna prezentować treści przyjazne dla najmłodszych, a przynajmniej takie, które nie wpłyną negatywnie na rozwój wrażliwych młodych umysłów.

Mortal Kombat

W takim klimacie w 1992 roku przyszedł na świat pierwszy Mortal Kombat – ultrabrutalna bijatyka, dobrze dziś wszystkim znana. Postacie nie tylko lały się po pyskach, ale mogły też wykończyć przeciwnika w wyjątkowo krwawy sposób, na przykład wyrywając mu kręgosłup albo go dekapitując. Dzieciaki miały radochę, odpalając kolejne fatality, rodzice łapali się za głowy, a amerykańscy politycy ruszyli na krucjatę przeciwko deprawowaniu milusińskich. Oprócz Mortal Kombat oberwało się też chociażby zrealizowanej w technologii FMV przygodówce Night Trap (1992), w której musieliśmy ocalić roznegliżowane pannice przed wampirzymi włamywaczami. Tytuł ten, według części osób, nawoływał do przemocy – również seksualnej – wobec kobiet.

Rykoszetem dostał też Wolfenstein 3D (1992) za nawiązywanie do ikonografii nazistowskiej oraz obsadzenie znanego wszystkim skądinąd austriackiego akwarelisty w roli głównego bossa (za co w Niemczech poleciał ban). Finalnie cała awantura przyczyniła się do utworzenia kategorii wiekowych przyznawanych grom, co z perspektywy czasu wydaje się krokiem w dobrą stronę.

Wolfenstein 3D

Bij, zabij

Kwestia przemocy w grach powracała przez te dwie dekady jak bumerang. Ludzi bulwersowało rozjeżdżanie przechodniów w Carmageddonie (1997) oraz realistyczne – jak na tamte czasy – robienie bliźnim krzywdy w Soldier of Fortune (2000) czy Postalu (1997). Ten ostatni zresztą ma listę przewin i obrazoburczości dłuższą niż moja ręka. Palmę pierwszeństwa w medialnych awanturach dzierży jednak dumnie Rockstar.

Już pierwsze GTA (1997) wywołało poruszenie, prezentując świat z perspektywy gangstera, strzelającego do ludzi i szalejącego samochodem na chodnikach. Sporo mówiło się też o grze Bully (2006), w której jako niepokorny uczeń liceum mogliśmy uprzykrzać życie kolegom i koleżankom. Prawdziwe szambo kontrowersji wybiło jednak przy innym tytule „Gwiazd Rocka”.

GTA

Manhunt (2003), bo o nim mowa, to w zasadzie jazda bez trzymanki. Ta stylizowana na snuff movie pozycja stanowi festiwal niepokojąco realistycznej przemocy i mordowania innych. Skala brutalności wywołała niesmak nawet u części devów, a finalnie tytuł ten zbanowano w Australii i Nowej Zelandii. Prasa miała używanie, zastanawiając się, jak takie stężenie deprawacji może wpłynąć na młode umysły (wszyscy jakoś wygodnie zapomnieli, że był to produkt przeznaczonych dla odbiorców dorosłych). Piszemy o nim więcej w magazynie CD-Action GTA (premiera w listopadzie 2026).

Zdaje się, że z czasem publika oswoiła się z przemocą w grach albo przynajmniej zaakceptowała fakt, że nie wszystkie przeznaczone są dla dzieci. Brutalność przestała wywoływać aż takie poruszenie i zaczęto nad jej występowaniem przechodzić do porządku dziennego. Bodaj jedną z ostatnich głośnych spraw była ta dotyczącego polskiego Hatred (2015). Wcielaliśmy się tu w nihilistycznego masowego mordercę, który po prostu chce zobaczyć, jak świat płonie, a ludzie zmieniają się w kompost. Produkcja ta miała iść pod prąd ówczesnych trendów w branży, chociażby poprawności politycznej, ale czuć tu też czyste wyrachowanie tworzenia jej z zamiarem rozpętania gównoburzy. Sądząc po słabych ocenach, niczym innym jak „edżyzmem” graczy by raczej nie przyciągnęła.

Hatred

Nagość w domu i w zagrodzie

Kolejne poletko, które jest wybitnie podatne na kontrowersje, to sfera seksualności człowieka. Grand Theft Auto 3 (2001) przeżyło ciężkie chwile w świetle reflektorów przez odblokowaną modem minigierkę „hot coffee”, pozwalającą na interaktywne stosunki z prostytutkami, a całą serię często promowano pięknymi paniami w bikini (przy „piątce” rozpętała się nawet osobna drama o podobieństwo dziewczyny z plakatu do Lindsay Lohan). Najnowsza zaprezentowana grafika promocyjna „szóstki” również celuje w taką „biustową” estetykę. W samej grze tego typu treści na pewno nie zabraknie – pytanie tylko, jak daleko twórcy się posuną. W końcu w dodatku do GTA 4 oglądaliśmy pewnego mężczyznę w… całej okazałości. Jak to przebić?

Kwestia seksualizacji bohaterów, a już szczególnie bohaterek, jest niemal tak stara jak cała branża. O Custer’s Revenge czy Night Trapie wspomniałam już wcześniej, a do worka kontrowersji można dorzucić jeszcze chociażby Duke Nukema 3D (1996), w którym Książę mógł zapłacić striptizerkom za oglądanie ich pikselowatych walorów. Generalnie, jeśli chodzi o rzeczone walory, nie ma bodaj lepszej gry niż Dead or Alive Xtreme Beach Volleyball (2003). Tam gracze zdecydowanie mogą się do woli napatrzeć na „podskakujące piłki”.

Czasem jednak tematy seksualne skręcają w znacznie mroczniejsze rejony niż tylko przaśne szczucie cycem. Głośno w mediach było chociażby o japońskim tytule RapeLay (2006), w którym główny bohater, stalker i oprawca, krzywdzi pewną kobietę i jej dwie nastoletnie córki (jedna z nich ma zaledwie 12 lat). Wielu zachodnich polityków i aktywistów uznało tę produkcję za obrzydliwą i w rezultacie zakazano jej sprzedaży.

Rule of Rose

W tym samym roku ukazało się również Rule of Rose. Ten survival horror z ery PS2 pokazywał świat, w którym sprawcami większości okrucieństw są dzieci, torturujące się nawzajem fizycznie i psychicznie, a nawet posuwające się do zabicia zwierzęcia. Mocno wybrzmiewają też implikacje związane z molestowaniem jednej z bohaterek. Jako że kwestia ta dotyczyła nieletnich, gra wywoła niemal moralną panikę, której fala przetoczyła się przez szeroko rozumiany Zachód. Pozycję tę demonizowano (również u nas) i przypisywano jej ekstremalne treści niezgodne z rzeczywistością. Tradycyjnie zakazano jej dystrybucji w Australii i Nowej Zelandii, a także, co ciekawe, w Wielkiej Brytanii.

I wreszcie kontrowersja kuriozalna. Kiedy w 2007 roku ukazał się pierwszy Mass Effect, konserwatywne środowiska zgromadzone wokół Fox News podniosły larum, że to nic innego jak interaktywna pornografia (pan/pani komandor Shepard może w końcu pójść do łóżka na przykład z niebieską przedstawicielką rasy asari). Geoff Keighley, znany obecnie z The Game Awards, bronił dobrego imienia gry, ale głosy krytyczne ucichły dopiero wtedy, kiedy faktycznie pokazano największym krzykaczom fragmenty rozgrywki. Oczywiście nikt z nich space opery studia BioWare wcześniej nawet nie odpalił…

Mass Effect 3

Polityka, wszędzie polityka

Zdecydowanie jedną z najmocniejszych stron serii GTA jest humor oraz czasem dość zjadliwa satyra na Stany Zjednoczone. W najnowszej odsłonie komentarza do współczesności na pewno nie zabraknie, na co wskazuje już sam trailer, ale szczerze wątpię, by twórcom udało się wymyślić coś jeszcze bardziej przerysowanego niż korowód absurdów spod znaku MAGA. Mimo wszystko w USA nadal panuje wolność słowa, więc Rockstarowi raczej nie grożą żadne poważniejsze konsekwencje za śmieszkowanie i odbijanie rzeczywistości w krzywym zwierciadle. Podobnego komfortu nie mieli natomiast twórcy z Red Candle Games.

Devotion (2019) to bardzo ciekawy horror indie wpisany mocno w azjatycką kulturę, a opowiadający o powolnym rozkładzie pewnej rodziny. Gdzie więc tu polityka? W małej teksturce talizmanu na ścianie, na którym chińskie litery przyrównywały przywódcę Państwa Środka do Kubusia Puchatka. A jako że ten mem jest w Chinach zakazany, rozpętała się wielka gównoburza.

Devotion

Gra padła ofiarą review bombingu na Steamie ze strony oburzonych chińskich graczy. Przeprosiny i usunięcie zapalnego assetu nie pomogły, a tajwańskim autorom wytykano coraz to nowsze przejawy antychińskiej postawy. W rezultacie pozycję tę usunięto najpierw z chińskiej wersji Steama, a potem pozbyto się jej globalnie. Przez chwilę wydawało się, że trafi na GOG-a, ale finalnie sklep wycofał się z tej decyzji, rzekomo „pod naciskiem graczy”.

Podobne akcje Rockstarowi nie grożą – z czymkolwiek twórcy ci by wyskoczyli, gra o takich zasięgach i sprzedaży jak GTA 6 wydaje się nietykalna. Możemy być jednak pewni, że jakąś cegiełkę do muru kontrowersji studio na pewno dołoży. Oby nie stanem technicznym na premierę, nie chcemy tutaj powtórki z Cyberpunka 2077, a jeśli już musi się zadziać coś złego, to tylko wirtualnie, a nie personalnie – może dajmy już sobie spokój z crunchem i walką ze związkami zawodowymi, co Rockstar?

Skomentuj