Logowanie do CD-ACTION

Zamknij [X]
Załóż sobieNie masz konta?

Co daje konto w serwisie cdaction.pl?

Po założeniu konta otrzymujesz możliwość oceniania materiałów, uczestnictwa w życiu forum oraz komentowania artykułów i aktualności przy użyciu indywidualnego identyfikatora.

HIT[Retro Action] Dying Light

CD-Action niedziela, 23 lutego 2020, 12:56 Recenzja

W cyklu Retro Action sięgamy do archiwów i sprawdzamy, co pisaliśmy o przeróżnych grach w przeszłości. Tym razem, z okazji 5. urodzin Dying Light, przypominamy recenzję, która ukazała się na łamach naszego czasopisma.

Fascynująca. Sztampowa. Ambitna. Nierówna. Świeża. Znajoma. Zachwycająca. Rozczarowująca. Skosztowawszy podobnego koktajlu, trudno złożyć się do oceny, ale jedno powiedzieć trzeba: wrocławianie witają się z pierwszą ligą światowego gamedevu i robią to na własnych warunkach.

Uprzednio Techlandowcy zdobyli rząd dusz (w liczbie ponad pięciu milionów graczy) nieźle zrealizowaną walką bronią białą, bogatym arsenałem, jakiego nie powstydziłby się „Maczeta” Rodrigueza, i udanym co-opem. Gasnące światło nie tylko nie pali za krewniakiem mostów, ale też wzbogaca wypracowaną formułę o świeże spojrzenie na środowisko gry, sporo niespotykanych mechanik i next-genową oprawę. To także tytuł po mistrzowsku zaprojektowany – kolejne godziny nie tyle „rozwijają” rozgrywkę, ile parokrotnie stawiają ją na głowie. Ma się wrażenie przebywania w sklepie z zabawkami, do którego co i rusz podjeżdżają kolejne dostawy towaru. Trudno jednak nie zauważyć, że śmiałość założeń odrobinę naszych krajan przerosła.


Sztampowa

Turcja, Harran, oldskulowo nieinteraktywne zawiązanie akcji. Szefostwo zleca ci odzyskanie pliku, który w niepowołanych rękach może doprowadzić do rozprzestrzenienia się wirusa zmutowanej wścieklizny. Zanim na dobre rozhasamy się po objętej kwarantanną strefie zakażenia, gra serwuje intro, od którego zadyszki dostałby sam Alfred Hitchcock. W ciągu kilku minut wyskakujemy z samolotu na spadochronie, bandyci grożą nam przetrąceniem kulasów, zostajemy ugryzieni przez zombie i uratowani dzięki duetowi, z którego ostaje się jeno atrakcyjna solistka. To ona zaciąga nas do Wieży, położonego w slumsach drapacza chmur, gdzie ocaleni starają się stworzyć pozory normalnego życia.

Niestety z kolejnych stronic opowieści wyzierają klisze i płycizny. Zdobywszy zaufanie dobrych i pięknych lokalsów, polujemy na ich złych i okrutnych prześladowców skupionych wokół niejakiego Raisa, który bardzo stara się być Vaasem z Far Cry’a 3, a nie bardzo mu to wychodzi. Cały czas raportujemy też nasze działania cynicznym chlebodawcom. Crane, jakiemu (tu plusik) daleko do ugrzecznionego gogusia, przechodzi nader oczywistą przemianę, pojawia się także wątek romantyczny, który w najlepszym razie można skwitować memem „still better love story than Twilight”. Jeżeli graliście w gry o zombie, widzieliście filmy o zombie i/lub czytaliście książki o zombie, to doskonale znacie fabułę techlandowej piaskownicy.


Świeża

W kategoriach immersji Dying Light ma zadatki na mistrza. Faktycznie czuć ciężar każdego kroku, na dużych wysokościach kamera odpowiednio chybocze, w wąskich zaułkach słyszymy szuranie obuwia, a gonitwom towarzyszy płytki, urywany oddech. Lepiej i mniej automatycznie niż w Asasynach czy innych Mordorach zrealizowano wspinaczkę – Crane angażuje w susy i podciągnięcia każdy mięsień i ścięgno, eksploracja wymaga przy tym nie tylko spostrzegawczości, ale i perfekcyjnego niekiedy wyczucia odległości. Mechanika „przytrzymaj guzik i jakoś to będzie” odchodzi do lamusa zastąpiona przez „miej oczy dookoła głowy, wyczuj odpowiedni moment, a nuż się uda”.

Efekt? Wraz z biegnącym po dachach protagonistą i ja napinałem się jak struny w gitarze Steve’a Vaia. Ba – z każdym upadkiem utwierdzałem redakcyjnych sąsiadów we wrażeniu, że całkiem niezły ze mnie łacinnik, nad niektórymi z zagadek środowiskowych autentycznie dumałem przez dobrych kilka minut (Farkrajowcy i spółka – uczyć się!), a podczas balansowania na przęsłach mostu wrzasnąłem tak głośno, że siedzący obok Berlin aż podskoczył (ze zdziwienia, że nasze redakcyjne szczeniątko cerbera zna takie brzydkie słowa! – dop. Berlin).

Jakby tego było mało, w drugiej połowie zabawy na tapecie pojawia się zestaw hak & linka, który wymusza gruntowną zmianę myślenia o poruszaniu się (do batmańskiego przyczepialstwa zachęca zresztą wyższa zabudowa drugiego ze zwiedzanych fragmentów miasta). Owszem, bywa, że upadek ze stosunkowo niewielkiej wysokości kończy się zaskakującym uszczupleniem hapeków, niekiedy też Crane – choć kierujemy nim wprost na deski czy inny słup, zamiast wyciągnąć łapy dobrowolnie poddaje się grawitacji. Parkourową eksplorację zrealizowano jednak zręcznie i mimo że budzi ona oczywiste skojarzenia z Mirror’s Edgem, Techland ma dodatkowo w rękawie kilka innych asów.

Dodaj komentarz ν
Podziel się:
Wasze komentarze, opinie, uwagi
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy. Zaloguj się lub Załóż konto
niedziela, 23 lutego 2020, 23:05   zadymek
Ha. pamiętam toto. Skutecznie mnie zniechęciło do nabycia gry. A jak jeszcze poprawiłem Angry Review i wersją demo, to skreśliłem firmę ;)
niedziela, 23 lutego 2020, 21:40   piterbro
@aRo Ten dopisek o tym, że to eksperyment, był kuriozalny choćby dlatego, że już coś takiego zrobiono - dokładnie 3 lata wcześniej, przy AC3. I o ile pamiętam, w komentarzach w internecie przeważały opinie negatywne, bo recenzowanie przed premierą bez wystawiania jej oceny "z przyczyn formalnych"było traktowane jako sztuczka producenta (patrz: akcja z 2009 r., gdzie Ubi postawiło warunek niemieckiemu magazynowi, że dostaną kopię gry do recenzji pod warunkiem, że ocena "nie będzie niższa niż...").
niedziela, 23 lutego 2020, 19:08   omekr
@aRo "Czemu bez oceny?
Z przyczyn formalno-prawnych musimy wstrzymać się od wystawienia Dying Lightowi cenzurki. Jako że narzekania na naszą skalę powtarzają się dość regularnie, potraktujmy to jako eksperyment i zalążek dyskusji: czy recenzowane w CDA gry w ogóle wymagają ocen? Zwłaszcza że, jeśli wczytacie się w tekst, łatwo domyślicie się, w jakie noty celowałby autor."
niedziela, 23 lutego 2020, 16:19   Shaddon
W ogóle, sam stosunek Techlandu do graczy jest tematem, który powinno się podnosić zdecydowanie częściej. Pokażcie mi drugą firmę, która sprzeda wam przepustkę sezonową o precyzyjnie określonej zawartości, a później, zupełnie za darmo, dorzuci do niej ogromny dodatek, który sam w sobie mógłby być osobną grą (a po drodze była przecież masa pomniejszych prezentów, które inni sprzedawaliby jako DLC). Dying Light pozostaje zresztą jednym z najdłużej wspieranych tytułów single player.
niedziela, 23 lutego 2020, 16:05   Shaddon
Pomijając fabułę, która jest tam chyba tylko po to, żeby była oraz równie kiepsko napisanego antagonistę, Dying Light wart był, moim zdaniem, każdej wydanej nań złotówki. To milowy skok jakościowy w stosunku do Dead Island i jeden z nielicznych sandboksów, w których rozległość i konstrukcja świata stanowią ważny, integralny element rozgrywki - kto musiał po zmroku spieprzać przed volatile'ami, ten wie, o czym piszę. No i ten dodatek! Techland zasłużył na każdą dotychczasową pochwałę.
niedziela, 23 lutego 2020, 14:52   SolInvictus
Dziwnie odbieram ta gre. Juz dwa razy sie od nie odbilem po ok. 10h. Odnioslem wrazenie, ze to troche przehajpowany - bo polski - oryginalny, ale nudnawy sandbox z niewykorzystanym potencjalem utopionym wlasnie w monotonii. Jednak chetnie bym do niej wrocil i sprobowal jeszcze raz. Zdarzaly mi sie gry, ktore odpalily mi dopiero za drugim czy trzecim razem i pierwotnie budzily podbne odczucia co DL, wiec moze i tym razem zaskoczy.
niedziela, 23 lutego 2020, 14:38   Scorpix
W Dying Light najlepsze co było to ten cały parkour. W pozostałych aspektach gra była zwyczajnie średnia. Mam nadzieję, że wszystko poprawili w 2, bo gra ma potencjał do walki o GOTY (choć w tym roku kandydatów do tego będzie od groma).
niedziela, 23 lutego 2020, 13:57   sal371
Chyba pierwszy sandbox który naprawdę sprawiał mi radość z samego biegania i bawienia się otoczeniem. Ciekawe czy tam wejdę, o może tam będzie coś fajnego, a tu są drzwi itp itd. Questy poboczne do mnie nawet trafiały, nie wydawały mi się nudne i oklepane. Miło się w to grało. Ale wiem, że gra jest nie dla każdego, jak się do niej nie przekonasz to odbijesz się mocno.
niedziela, 23 lutego 2020, 13:19   ja0lek
Świetna gra. Żałuję, że swoją wersję na ps4 odsprzedałem :)
niedziela, 23 lutego 2020, 13:06   Ninho
@aRo to część recenzji, nie wystawiliśmy oceny :)

O autorze

CD-Action

Podobne newsy

Artykuły

…ale w wyobraźni frunę na skrzydłach indyków!

Komentarzy:
2

Strażnicy powrócą za około dwa miesiące. W jakiej są kondycji?

Komentarzy:
1

Myśl na dziś: Często o najfajniejszych chwilach w naszym życiu dowiadujemy się dopiero od świadków.

Komentarzy:
1

Jak w kilku słowach scharakteryzować najnowszego FPS-a id Software? Otóż Doom Eternal to survival horror. Tyle, że tym razem to gracz jest źródłem grozy, tym straszliwym monstrum niosącym śmierć i zniszczenie, a demony istotami rozpaczliwie walczącymi o życie. I jest to zdecydowanie nierówna walka.

Komentarzy:
17

Najczęściej czytane

Najczęściej komentowane

Galerie zdjęć

Gry A-Z

Wyszukaj: Szukaj
0 - 9 A B C D E F G H I
J K L M N O P Q R S T
U V W X Y Z