36
13.09.2022, 07:01Lektura na 6 minut

„Cyberpunk: Edgerunners” to mistrzostwo świata. Odpalisz i nie wyłączysz [RECENZJA]

„Cyberpunk: Edgerunners” przebiło sufit moich i tak mocno wygórowanych oczekiwań. Anime studia Trigger i CD Projektu Red wciska w fotel przy pierwszym odcinku i w takiej pozycji pozostawia nas do samego końca. Jest tu wojna i miłość, przyjaźń i zdrada, a do tego tona nienachalnych wspaniałości dla miłośników tak cyberpunka, jak i gry Cyberpunk 2077.

Chociaż to bajka o przyszłości, cyberpunk jako podgatunek filmowy żyje od lat przeszłością. „Akira”, „Ghost in the Shell” i „Łowca androidów” wciąż pozostają kultowymi punktami nie do przeskoczenia – przyzwoite produkcje albo nie wychodzą z pewnej niszy, albo błyskawicznie się starzeją, albo… są dobre i nic ponad to. Jak „Altered Carbon: Resleeved”, udana adaptacja serialu z masą dobrej akcji upchniętej w przeszło godzinę, ale finalnie stanowiąca tylko popcornową rozrywkę.

Mając to w głowie, wydaje się, że Triggerzy i Redzi dokonali niemożliwego. „Edgerunners” jest świetnym anime i wymarzonym fanserwisem dla wielbicieli Cyberpunka 2077, ale przede wszystkim genialnie poprowadzonym serialem, który dostarcza nam absolutnie wszystkiego, ani razu nie przeciągając struny nadmiaru.

Cyberpunk: Edgerunners
Cyberpunk: Edgerunners. Fot: Netflix, CD Projekt Red

Na krawędzi

Rany, od czego tu zacząć? Może od perfekcyjnie dobranego kawałka „This Fire” formacji Franz Ferdinand, który towarzyszy pięknej artystycznej czołówce w minimalistyczny sposób oddającej szaleństwo życia na krawędzi? A może od pierwszych scen i piekielnie intensywnego nielegalnego braindance’a oglądanego przez głównego bohatera, Davida? Nie, to za mało, żeby oddać charakter serialu. Tym bardziej że David nie jest żadnym cynglem pokroju V, bohaterki(-a) Cyberpunka 2077. Jest 17-latkiem z masą problemów.

Nie, nie zabraknie przez to akcji godnej Marvela ani tony flaków, które z kolei studia Disneya skrzętnie zamiatają pod dywan. Twórcy tą nastoletniością celowo przekierowali ciężar na tory klasyki mangi i anime, żeby nie sprowadzić „Edgerunners” do roli fantazji o futurystycznym świecie. Wchodzący w dorosłość David prowadzi nijakie życie i dzieli mieszkanie z przepracowaną matką – ona wypruwa sobie żyły, by zapewnić mu dobrą edukację, on uczy się świetnie, ale odstaje od bananowej młodzieży z Akademii Arasaki, a jeśli coś go kręci, to wspomniane braindanse’y czy oszczędzanie kasy poprzez lewe aktualizacje oprogramowania.

Nastoletnia czy rodzinna szarzyzna to, jak mówiłem, klasyka, ale dziejące się w umyśle i przed oczami Davida dramaty kładą się cieniem na całej przyszłości chłopaka, w której nie zabraknie ani hardkorowych decyzji spod znaku życia na krawędzi (słówko „edge” w tytule serialu nie wzięło się znikąd), ani melancholii, romantyzmu i marzycielstwa tkwiących do samego końca w głowie bohatera niczym drzazga.


Czasem deszcz, czasem słońce

Studio Trigger poszło za ciosem krytykowanej przez wielu decyzji CD Projektu Red, odtwarzając wizję Night City, które głównie mieni się kolorami, zamiast tonąć w deszczu i blasku neonów. O ile jednak w Cyberpunku 2077 przemierzanie miasta przynosiło nam więcej radości, niż powinno wedle założeń świata gry, o tyle anime idealnie złapało balans słodko-gorzkiego życia w latach 70. XXI wieku.

Cyberpunk: Edgerunners
Cyberpunk: Edgerunners. Fot: Netflix, CD Projekt Red

Nocne miasto wciąż zachwyca paletą barw, architekturą, miejscówkami czy panoramą podziwianą z okien sunącego wysoko nad ziemią metra (wszystko żywcem wyjęte z gry – poza tym ostatnim). Ale co z tego, jeśli bez opłaty abonamentu na czas domowa pralka odmawia posłuszeństwa, drzwi wejściowe do mieszkania blokują się na amen, a niskie zarobki to kiepski pakiet świadczeń w szpitalu. To świat pełen wiecznych długów, walających się śmieci i butelek, degeneratów, żuli, ulicznych onanistów oraz potyczek, w ramach których w środku dnia ktoś odpala z auta bazookę w inny pojazd i jedzie dalej.


Cyberwszystko

Traumy i marzenia pchają Davida w objęcia ekipy edgerunnersów, która – niechętnie, bo niechętnie – daje mu nowe życie. I tak jak szybko człowiek zdąży się oswoić z rytmem bandyckich akcji, tak serialowy rollercoaster wykonuje regularnie jakiś nagły skręt i podwójną pętlę.

Mamy więc bezpretensjonalny wpieprz przy użyciu wielkich gnatów, zdeformowane od pocisków głowy i przyprawiające o dreszcze możliwości naszprycowanych wszczepami organizmów (a w odbiorze tego wszystkiego pomagają genialne animacje, dialogi, muzyka oraz oczywiście reżyseria). Mamy szalejącą cyberpsychozę i całkiem szokujące obrazki. Mamy nieustające udowadnianie czegoś sobie i innym, bo wewnętrzne demony – jak na anime przystało – stają się szybką siłą destrukcyjną przypominającą fatum.

Cyberpunk: Edgerunners
Cyberpunk: Edgerunners. Fot: Netflix, CD Projekt Red

Mamy w końcu nie tak małą część akcji związaną z netrunningiem, czyli hakowaniem i włamywaniem się do sieci. Rozwiązywane z prędkością światłowodu informatyczne rebusy czy powolne przemierzanie struktur cyberświata chyba nigdy nie były ukazane w tak pasjonujący sposób ani tak dobrze wplecione w grad ołowiu i rakiet.

Jednocześnie twórcy nie zapomnieli, że to, co wirtualne, powinno w świecie Cyberpunka 2077 stanowić jądro, a nie tło dla obijania się po ryjach. Im dalej w las, tym te „ewydarzenia” stają się istotniejsze, mieszając się z coraz cięższą artylerią (tą dosłowną) i coraz intensywniejszym tańcem z osobistymi dramatami.


Kompletne puzzle

Jakby zachwytów było za mało, to Trigger to tu, to tam powtykało niewymuszone humorystyczne wstawki, a do tego osadziło absolutnie całą akcję w świecie gry. Całą? Tak, całą. Ktoś nieznający Cyberpunka 2077 zobaczy po prostu miasto przyszłości. Fanatyk zaś będzie co parę minut krzyczał (na głos lub w głowie): „Ej, ja znam to miejsce, byłem tam!”. To prawdopodobnie najlepiej wykonany w historii filmów i seriali fanserwis.

Arroyo, Kabuki, dzielnica przemysłowa, dzielnica willowa, Pacyfica, Badlandsy, centra miejskie i Corpo Plaza z monstrualnym wieżowcem Arasaki. Pobocza, automaty z napojami, płoty, pojedyncze domki i budki. Auta, rodzaje broni, wszczepy i produkujące je firmy. Daleko mi do wymaksowania gry na słynne 100%, ale praktycznie w każdym odcinku widziałem znajome elementy – i ani razu nie pomyślałem, że zostały wprowadzone dla fanów na siłę.

6
zdjęć

Mamy więc serial z czułością osadzony w świecie gry, zrobiony wedle wszystkich filarów cyberpunkowych założeń, nieszczędzący wysokooktanowej akcji, hakowania, korporacyjnych rozgrywek, a także typowych dla anime mimiki, dynamiki scenek i specyfiki dialogów. Serial ukazujący ekstremalne szaleństwo, a jednocześnie pełną czułości straceńczą miłość.

Nie wiem, jak to się stało – zwłaszcza mając w pamięci dziesiątki przegadanych anime z niedoborem akcji – że te wszystkie klocki poskładano ze sobą tak, by się wzajemnie uzupełniały. Może to międzykontynentalna współpraca pozwoliła studiu Trigger rozwinąć skrzydła, a CD Projektowi Red… nadać swojemu światu tę dynamikę i moc, o których chyba wielu z nas myślało, że zastanie je w Cyberpunku 2077.

Ocena

Bez przynudzania, bez nadmiaru dialogów, bez przesycenia akcją i bez fabularnej pustki. Triggerzy i Redzi stworzyli ideał o znakomitych proporcjach, z mistrzowską precyzją przeplatając krwawą jatkę, subtelne uczucia, hakerski mikroświat i potężny fanserwis dla wielbicieli Cyberpunka 2077.

10
Ocena końcowa

Redaktor
Barnaba „b-side” Siegel

W CDA od czerwca 2021, jestem szefem działów recenzji i publicystyki. O gierkach piszę od 2002 roku: gazetka szkolna, fansite'y, Play, Komputer Świat Gry, Gamezilla, Gamikaze, Rzeczpospolita, Gazeta.pl, Pixel, gry.wp.pl. Byłem redaktorem naczelnym Polygamii. Poza grami pielęgnuję kolekcję kilku tysięcy CD, winyli i kaset, piszę recenzje do magazynu Jazz Forum i prowadzę muzycznego peja The Seventies.

Profil
Wpisów81

Obserwujących14

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane