4
10.05.2022, 14:37Lektura na 5 minut

„Doktor Strange w multiwersum obłędu” – recenzja. Pierwszy horror Marvela

Historia powierzania filmów Marvela utalentowanym reżyserom okazała się wyboista. Taika Waititi i James Gunn podołali zadaniu, ale genialny Edgar Wright odszedł z planu „Ant-Mana”, a Chloé Zhao z jej „Eternals” wypadła poniżej oczekiwań. Oddanie „Doktora Strange’a” Samowi Raimiemu było sporym hazardem. Ale ryzyko się opłaciło.

Tajemnicza dziewczyna nawiedza koszmar Stephena Strange’a. We śnie czarownik próbuje uratować ją przed potworem, ale gdy te wysiłki zawodzą, postanawia odebrać młodej kobiecie życie i przejąć jej moc. Czy to tylko nocna mara czy może wizja z innego wszechświata? Neurochirurg, który postanowił zostać czarownikiem, wkrótce się przekona. Bo dziewczyna ze snu to America Chavez, nastolatka obdarzona wyjątkową zdolnością podróżowania między wszechświatami. A Strange rzeczywiście będzie musiał jej bronić przed wrogiem potężnym, podstępnym i niespodziewanym.

Tak zaczyna się „Doktor Strange w multiwersum obłędu”, najnowszy film ze stajni Marvela. I pod względem oryginalności wizji reżyserskiej to jeden z najciekawszych obrazów superbohaterskich ostatnich lat! Sam Raimi postanowił bowiem zrobić to, co wychodzi mu najlepiej, czyli nakręcić horror. Oczywiście groza nie stanowi tutaj konwencji dominującej, zresztą bliżej jej do stylu „Martwego zła”, a więc mocno przyprawionego humorem i absurdem. Tym niemniej i krwi się leje sporo, i ujęć, które równie dobrze mogłyby trafić do „Koszmaru z ulicy Wiązów”, znajdziemy co niemiara. To nie pojedynczy wybryk, jak z przebudzeniem Doktora Octopusa w „Spider-Manie 2”, gdy Raimi troszkę sobie pofolgował. W swych najlepszych momentach nowy „Doktor Strange” naprawdę próbuje nas wystraszyć. Jakich czarów użyli więc przedstawiciele Marvela, aby film otrzymał klasyfikację wiekową od lat 13? Tego doprawdy nie pojmę. Może cenzorzy obejrzeli tylko kilka pierwszych minut z kreskówkowymi potworami?

doktor strange w multiwersum obłędu
Doktor Strange w multiwersum obłędu. Zdjęcie: Marvel Studios

Tak czy inaczej wizja Sama Raimiego jest autentycznie ożywcza, a jego kunszt w operowaniu obrazem niepodważalny, dlatego można tylko wyrazić radość, że nie wszystkie filmy Marvela kręci się jak spod sztancy. Ale jeśli reżyser, operator kamery i zastęp speców od efektów specjalnych zasługują na uznanie, bo dostarczyli nam czegoś wizualnie bardzo interesującego, to wobec rezultatu pracy scenarzysty mam ambiwalentne odczucia. „Doktor Strange w multiwersum obłędu” cierpi nieco na chorobę marvelowskich dialogów, które zbyt często sprowadzają się do wymuszonych żartów. Cóż, przynajmniej tym razem nie padają one w nieodpowiednich momentach.


Jeden z najciekawszych obrazów superbohaterskich ostatnich lat.


Szkoda też, że bohaterka wprowadzana przez czarownika do filmowego wszechświata – America Chavez – wypadła poniżej oczekiwań. A nowa Miss America zapowiadała się na postać interesującą, zwłaszcza ze względu na rodzącą się (i wyjętą żywcem z filmów policyjnych) ekranową chemię pomiędzy nią a naszym protagonistą. Niestety jeszcze przed połową filmu panna Chavez oddaje pola Strange’owi i ożywia się dopiero w końcówce. Zresztą sam motyw podróżowania po wszechświatach wydawał się szalenie intrygujący, ale koniec końców na dłużej niż ułamek sekundy zatrzymaliśmy się tylko w dwóch nowych uniwersach. To zmarnowana okazja, która mogła uczynić film znacznie ciekawszym.

Uwaga, potencjalne SPOILERY. Poniższy akapit recenzji może zdradzić zarówno fabułę innego dzieła Marvela, jak i ważny plot twist drugiego „Doktora Strange’a”.

Z drugiej strony scenarzyście należy się pochwała za to, iż naprawił kolosalny błąd popełniony w jednym z Marvelowskich seriali(*). Wzmiankowana produkcja stworzyła fantastyczną postać złoczyńcy motywowanego przez osobiste cierpienie i stratę bliskiej osoby. Ów skomplikowany czarny charakter, wskutek swego oderwania od rzeczywistości i upartego dążenia do utrwalenia świata iluzji, był gotów zniewalać ludzi. Niefortunnym zrządzeniem jakichś szych z Marvela przemianę tę odkręcono w finale serialu, złoczyńcę zaś uczyniono na powrót bohaterem, na domiar złego wzruszając ramionami wobec dokonanej przez niego zbrodni. Tymczasem Doktor Strange sięgnął właśnie po tę osobę i uczynił ją przerażającym, niespodziewanym wrogiem. Szkoda, że zabrakło jednej lub dwóch scen uzasadniających przemianę, bo kto nie jest na bieżąco z uniwersum Marvela, ten będzie przez pół filmu zdezorientowany.

Koniec spoilera.

doktor strange w multiwersum obłędu
Doktor Strange w multiwersum obłędu. Zdjęcie: Marvel Studios

Fabularnie wyszły filmowi również inne rzeczy. „Doktor Strange w multiwersum obłędu”, pomimo stosunkowo prostej narracji, ma parę interesujących zwrotów akcji, kilka razy też umiejętnie idzie w tzw. fanserwis, zarówno w stosunku do miłośników Marvela, jak i osób kochających dzieła Raimiego. No i – co bardzo doceniam od strony warsztatowej – finał historii nie bierze się znikąd, w bohaterze zachodzi przemiana, a zasada strzelby Czechowa została wykorzystana maksymalnie, bo wszystkie elementy, które odegrają rolę w zwycięstwie nad czarnym charakterem, są zasygnalizowane wcześniej. I tak właściwie to jeszcze kilka innych pochwał mógłbym wobec filmu sformułować, ale im bardziej próbuję to robić, tym mocniej się boję, że popsuję komuś zabawę. Chwała twórcom trailera, że nie zdradzili istotnych fabularnie elementów obrazu, ale skoro oni tego nie zrobili, to ja też nie mam prawa.

Ocena

„Doktor Strange w multiwersum obłędu” to dobry film. Owszem, obciąża go bagaż współczesnej marvelowskiej produkcji, scenariusz nie wykorzystuje potencjału, jaki krył się w eksplorowaniu obcych wszechświatów, ale i tak zabawa jest całkiem niezła, uczta dla oka niewątpliwa, i można tylko mieć nadzieję, że drugi „Doktor Strange” wyznaczy kierunek, w którym pójdzie filmowe uniwersum Marvela.

7+
Ocena końcowa


(*) SPOILER: Psst... ten serial to „WandaVision”.


Redaktor
Dawid „DaeL” Biel

Wiceprezes Stowarzyszenia Solipsystów Polskich. Zrzęda i maruda. Fan Formuły 1, wielkich strategii Paradoksu i klasycznych FPS-ów. Komputerowiec. Uważa, że postęp technologiczny mógł spokojnie zatrzymać się po stworzeniu Amigi 1200 i nikomu by się z tego powodu krzywda nie stała. Zna łacinę, ale jej nie używa, bo zawsze kończy się to przypadkowym przyzwaniem demonów. Dużo czyta, ale zazwyczaj podczas czytania odpływa w sen na jawie i gubi wątek książki. Uwielbia Kubricka, Lyncha, Lovecrafta, Houellebecqa i Junji Ito. Przeciwnik istnienia deadline'ów na nadsyłanie tekstów. Na stałe w CD-Action od 2018 roku. Kiedyś tę notkę rozszerzy, na razie pisze pod presją Barnaby.

Profil
Wpisów33

Obserwujących13

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane