„Lalka” to monumentalne widowisko i wierna ekranizacja, ale w pełni docenicie ją tylko w kinie [RECENZJA]
Dotarliśmy do takiego momentu w kinematografii, w którym twórcy chętnie wracają do klasyki i najbardziej intrygujących epok. Przedstawiają je zupełnie na nowo, jak we współczesnych kostiumowych hitach Netfliksa pokroju „Bridgertonów”, albo bliżej oryginału, jak chociażby w niedawnej „Odysei” – ale z całym dobrodziejstwem dzisiejszych możliwości technologicznych. Mając to wszystko na uwadze, aż dziw bierze, że na nową filmową „Lalkę” musieliśmy czekać tak długo. Od premiery słynnej ekranizacji w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa z 1968 roku minęło przecież prawie 60 lat! Z seansu wyszłam jednak zachwycona – to gigantyczna produkcja, w której na każdym kroku czuć zamiłowanie do historii i wielki sentyment do dziesiątej muzy. Nie oszukujmy się, polskie kino historyczne potrafi czasem zalatywać tekturą i telewizyjnym budżetem. Tutaj jednak jest zupełnie inaczej.
W żadnym wypadku nie mówimy o odtwórczej ekranizacji „szkolnej”, która będzie męczona przez uczniów, byle nie czytać książki, tylko o potężnym widowisku i wysokiej jakości dodatku do wybitnego dzieła. I naprawdę warto spędzić z filmem te niemal trzy godziny w ciemnej sali, nawet jeśli nie obyło się bez potknięć.

Przeczytaj też naszą recenzję serialowej „Lalki” Netfliksa. Tekst znajdziesz pod tym linkiem.
Rozmach, jakiego polskie kino potrzebowało
Reżyser Maciej Kawalski i producent Radek Drabik wprost mówią zresztą, że produkcja ta została stworzona do oglądania w kinie – i widać to od pierwszych ujęć. Czuć, ile wysiłku oraz pasji zostało włożonych w przygotowanie tej ekranizacji – od skomponowania muzyki, przez niesamowitą pracę oświetleniowców, aż po wprawienie w ruch świata przedstawionego. Dziewiętnastowieczna Warszawa mieni się wszystkimi kolorami: z jednej strony błyszczy pełnymi przepychu salonami, z drugiej tonie w błocie Powiśla.
Skoro bazą dla scenariusza była ponad 700-stronicowa powieść, nic dziwnego, że film jest długi – trwa aż 2 godziny i 45 minut. Ale czy twórcy dobrze ten czas wykorzystali? Według mnie tak, jak najbardziej. Każdy ważniejszy wątek został tu rozłożony na części pierwsze, nie ma bolesnych niedomówień i braku konsekwencji, tak często spotykanych w adaptacjach opasłych powieści, a fabuła posiada swoją własną, przemyślaną dynamikę. Nie uświadczymy tu „flaków z olejem” i nie ma też mowy o wpychaniu scen na siłę, byle tylko sztucznie przedłużyć seans. Ekranizacja jest stworzona dla kina i choć obszerna narracja wymaga od widza sporej dozy uwagi, w pełni wynagradza to artystyczna wizja autorów. Zdecydowanie polecam wybrać się do sali z wielkim ekranem i dobrym nagłośnieniem, aby móc całym sobą chłonąć tę historię, będąc z góry nastawionym na świadomie obrane niespieszne tempo.
Dorociński kradnie show, „Lalka” zaskakuje
Wszystkie relacje między postaciami rozwijane są pomału, a widz może spokojnie podążać za wieloaspektową historią, która niezwykle wciąga. Dobitnie widać i czuć przyjaźń, miłość, zawód, presję, stres – o emocjach się tu nie mówi w suchych dialogach, po prostu się je pokazuje. To w ogromnej mierze zasługa świetnie dobranych aktorów. Szczególne brawa należą się wspaniałej Mai Komorowskiej w roli prezesowej Zasławskiej, która emanuje niesamowitą charyzmą i mądrością. Jednak pierwsze skrzypce gra oczywiście Stanisław Wokulski.
Nie każdy udźwignąłby tę rolę tak dobrze jak Marcin Dorociński. Kreacja ta całkowicie go pochłonęła – w każdym geście wypada bardzo przekonująco. Według mnie perfekcyjnie przedstawił tę mimo wszystko szalenie skomplikowaną postać, rozdartą między romantycznymi ideałami a pozytywistycznym pragmatyzmem kupca. W jego oczach widać ten szaleńczy, destrukcyjny wręcz żar.
Ale filmowa „Lalka”, choć chce być wierną ekranizacją książki, podstępnie zmienia i reinterpretuje szczegóły. Izabela Łęcka, grana przez Kamilę Urzędowską, wydała mi się w pierwszej chwili nijaka. Zdecydowanie brakuje jej tak charakterystycznych dla powieściowej postaci cech jak próżność, cynizm i spryt. Tu pokazana została jej znacznie bardziej emocjonalna strona – ta, której nie było zbyt wiele w oryginalnym dziele Prusa.
Łatwo się z nią wręcz utożsamić, gdy jest traktowana wyłącznie jak piękny przedmiot i waluta do negocjacji w świecie rządzonym przez mężczyzn, bardzo dokładnie zilustrowanym przez twórców. Bohaterka nieczęsto o tym mówi, jednak wiele scen skupia się właśnie na niej i jej smutnym wyobrażeniu świata. Łęcka okazuje się w tej adaptacji po prostu inna – zaskakująco ludzka i zaszczuta. Niestety zabrakło w filmie typowej dla niej wyniosłości, egoizmu i materializmu, co sprawia, że filmowa Izabela wydaje się bardziej ofiarą swoich czasów niż wyrachowaną manipulantką – a to bardzo odważny kierunek.

Światłem i dźwiękiem malowane
Absolutnie trzeba też docenić to, jak nowa „Lalka” wygląda. Gra światłem jest tu niesamowicie przemyślana i naprawdę bardzo dobrze wykonana. Słońce, cienie i ogień z kominków są wręcz osobnymi bohaterami filmu. Perfekcyjna praca kamery dodaje jakiejś niezwykłej, malarskiej magii z reguły smutnym realiom XIX-wiecznej Polski.
Przy filmach kostiumowych zawsze pojawia się dyskurs na temat wierności historycznej chociażby ubioru. Tutaj na szczęście nie ma się do czego przyczepić. Wszystko jest spójne, logiczne i perfekcyjnie uszyte, a jednocześnie bardzo zwraca na siebie uwagę. Kostiumy, od strojów salonowych po łachmany biedoty, po prostu przyciągają wzrok i budują wiarygodność tego świata.
Muzyka odgrywa w filmie istotną rolę – nie uderzając nachalnie, tylko idealnie wkomponowując się w poszczególne sceny. Zupełnie nie przeszkadza w odbiorze, za to podskórnie buduje napięcie i jeszcze głębiej wciąga w ten wspaniale przedstawiony świat. Pod względem rzemiosła audiowizualnego to absolutna ekstraklasa udowadniająca, że w Polsce również można wykreować historyczne uniwersum na najwyższym światowym poziomie. Ekranizacja „Lalki” to bez wątpienia hołd dla przełomowego dzieła Bolesława Prusa, ale przede wszystkim piękny list miłosny do magii WIELKIEGO kina.
OCENA: 8
PODSUMOWANIE: Maciej Kawalski dostarczył monumentalne, dopracowane wizualnie widowisko, które zdziera z powieści Prusa łatkę nudnej lektury. Długi metraż i spokojne tempo mogą nieco znużyć, a „uczłowieczenie” Izabeli Łęckiej zapewne podzieli fanów, za to rewelacyjny Marcin Dorociński kradnie absolutnie każdą scenę. Wspaniałe polskie kino, warto je docenić na wielkim ekranie.
![„Lalka” to monumentalne widowisko i wierna ekranizacja, ale w pełni docenicie ją tylko w kinie [RECENZJA]](https://i.ytimg.com/vi/UsmL7HKwVWM/maxresdefault.jpg)