„Supergirl” zalicza bolesne lądowanie w kinach. Hideo Kojima ocenił nowy film DCU

„Supergirl” zalicza bolesne lądowanie w kinach. Hideo Kojima ocenił nowy film DCU
Czy to ptak? Czy to samolot? Nie, to superklapa w box offisie.

Nowe uniwersum DC, budowane przez Jamesa Gunna i Petera Safrana, stanęło przed potężnym kryzysem. Najnowsze widowisko „Supergirl” zadebiutowało w kinach drastycznie poniżej oczekiwań. Istnieje poważne ryzyko, że produkcja nie zdoła zarobić globalnie nawet tyle, ile wydano na jej realizację.

W Ameryce Północnej film zaliczył fatalny weekend otwarcia, przynosząc zaledwie 38 milionów dolarów. Równie niepokojąco wyglądają wyniki z rynków zagranicznych, gdzie blockbuster zarobił jedynie 30 milionów dolarów, co łącznie daje 68 milionów dolarów globalnego otwarcia

Budżet „Supergirl” wyniósł 170 milionów dolarów, a jak donosi The Wrap, film nie ma absolutnie żadnych szans na osiągnięcie pułapu 300 milionów dolarów, który pozwoliłby na zwrot kosztów produkcji i marketingu. Co gorsza, eksperci przewidują, że ostateczny wynik z całego okresu wyświetlania w kinach może zamknąć się poniżej granicy 200 milionów dolarów.

Portale branżowe zastanawiają się, gdzie popełniono błąd przy powrocie Kary Zor-El (w tej roli Milly Alcock). Część winy zrzucają na chłodne opinie krytyków – oceny na Rotten Tomatoes oscylują wokół 56% (od widzów 76%). Co ciekawe, na seans do kina IMAX wybrał się sam Hideo Kojima. Legendarny twórca gier podszedł do filmu znacznie łagodniej niż zawodowi krytycy, dostrzegając w nim głębszy podtekst:

To nie był klasyczny „film o superbohaterach” traktujący o ratowaniu Ziemi poprzez własne poświęcenie, gdzie „sprawiedliwość” ściera się ze „złem”. To była opowieść o dojrzewaniu i ratowaniu samej siebie – Kary – która zmaga się z własną, głęboką traumą.

Kojima odniósł się również do struktury i klimatu produkcji, porównując ją do klasyków kina:

Strukturalnie film przypomina mniej »Mad Max: Na drodze gniewu«, gdzie każdym bohaterem kieruje wyłącznie instynkt przetrwania poza pojęciami dobra i zła, a znacznie bliżej mu do »Dobrego, złego i brzydkiego«, gdzie drogi bohaterów, złoczyńców i łotrów bezustannie się krzyżują.

Mimo słabszego otwarcia DC Studios nie zamierza zmieniać swoich planów. Następnym filmem z uniwersum będzie „Clayface” w reżyserii Jamesa Watkinsa, którego premiera zaplanowana jest na październik tego roku. Produkcja ta powstaje przy znacznie niższym budżecie – 40 milionów dolarów. Natomiast w przyszłym roku na ekrany trafi „Superman: Man of Tomorrow”, w którym ponownie zobaczymy Davida Corensweta jako Clarka Kenta oraz Nicholasa Houlta w roli Lexa Luthora.

20 odpowiedzi do “„Supergirl” zalicza bolesne lądowanie w kinach. Hideo Kojima ocenił nowy film DCU”

  1. Podam prostsze możliwe wyjaśniania klapy:

    • znudzenie kotletem „super”
    • chęć oglądania faceta w tej roli a nie kobiety, która fizycznie jest słabsza – dlatego odbierana jest podświadomie jako mniej „super”.

    Opinia cytowanego pana od gier to potwierdza, focus na traumie kobiecej – czyli piekło kobiet.

    Ja osobiście właśnie z tych powodów nie zapoznam się z tą fascynująca produkcją.

  2. Nawet opinie fanów Supergirl o tym filmie nie są najlepsze. Film jest bazowany na najlepiej ocenianym komiksie o Supergirl, materiał jest praktycznie kuloodporny. Jedyne co musieli zrobić to przenieść na ekran scena po scenie to co się dzieje na papierze. A i tak spartolili. Również oglądać nie zamierzam.

  3. cyniczny napisał(a):

    Nawet opinie fanów Supergirl o tym filmie nie są najlepsze. Film jest bazowany na najlepiej ocenianym komiksie o Supergirl, materiał jest praktycznie kuloodporny. Jedyne co musieli zrobić to przenieść na ekran scena po scenie to co się dzieje na papierze. A i tak spartolili. Również oglądać nie zamierzam.

    To się może wydawać słuszne, ale właśnie to jest bardzo złe podejście i zupełnie nie na tym polega adaptacja. Komiks i film, to dwa różne media, mające inną dynamikę, inaczej oddziałujące, mające inny język. Kalki zawsze kończą się porażką. Fani rzeczonego komiksu też nie są tu optymalną grupą do oceniania efektów. Dobra adaptacja powinna mocno odejść od oryginału, a tego fani by nie znieśli.

    • Z tego co rozumiem, komiks ma sens, motywacje bohaterów mają sens, związek przyczynowo-skutkowy oraz to czego ta historia ma nas „nauczyć” są logiczne i układają się w logiczną całość. Film natomiast jest opowieścią stworzoną przez kogoś kto materiału źródłowego albo nie zrozumiał albo przecenił swoje producentckie możliwości.

      • Nie oglądałem filmu ani nie czytałem komiksu, pisze o ogólnej zasadzie. Np. V jak Vendetta, to bardzo dosłowna ekranizacja komiksu, jednak znakomity komiks przeniesiony niemal 1 do 1 na ekran dał bardzo słaby film. Na przeciwnym biegunie znajduje się ekranizacja nie komiksu a książki, Czy androidy śnią o elektrycznych owcach, znana jako Blade Runner. Książka miała bardzo spójną i konkretną opowieść, świetne postaci, motywację itd. Na szczęście reżyser wywalił to wszystko i nakręcił bardzo luźną inspirację, dzięki temu stworzył coś swojego na bazie czegoś cudzego, zadziałał, odtwórczo, a nie odtwórczy. Obie te rzeczy niemotyle się uzupełniają, co bardzo ciekawie między sobą rezonują. Ekranizować 1 do 1 to można lektury szkolne, żeby ci którym nie chce się czytać, wiedzieli z grubsza o czym to jest 🙂

      • Jezuuu… ależ autokorekta zaszalała…

  4. Superman nie był zbyt dobry, więc zaskoczenia dużego tu nie ma.

  5. Nie mam problemu z tym że to girl a nie boy, czy coś podobnie absurdalnego. Mam dużo rozsądniejszy powód by go nie obejrzeć. James Gunn miał z nim coś wspólnego. Ten wyznacznik tandety jest dla mnie potężnym znakiem ostrzegawczym. Za rok czy kiedy będę się naprawdę nudził sobie ten film zobaczę, o ile nie zapomnę o nim.

    • Aż mnie zachęciłeś do przejrzenia całej jego filmografii. Tak, to bardzo obiektywny powód i właściwie od tego powinna się zaczynać cała dyskusja o kolejnych jego „dziełach”.
      Chociaż trzeba wspomnieć, że w 2010 roku nakręcił film Super, który wybitny nie był, ale coś tam sobą reprezentuje. Taka ironia, że jedynym przyzwoitym filmem reżysera, który znany jest z kręcenia superbohaterskich gniotów, jest skromy niskobudżetowy film o kimś, kto bardzo chciał być superbohaterem, ale nie miał żadnych atrybutów aby nim się stać.

  6. Teraz robią film o Clayface, zaraz o jakiś Eraserman czy inny Kalendarzman. Będzie jak w tej wyliczance Jokera w LEGO Batman XDDDDDD

  7. Quetz napisał(a):

    Też uważam, ze tylko gdyby w roli Supergirl obsadzili Alana Ritchsona albo Henry’ego Cavilla, to chłopcy byliby usatysfakcjonowani.

    W sumie dobre. 🙂

  8. Był po prostu Supermanem, ciężko to znieść 😉

  9. BTW film ma dokladnie taki sam wynik na Rotten Tomatoes jak Man of Steel. Zarowno krytykow, jak i widzow. A nie, widzow ma o 1% wyzej.

  10. Quetz napisał(a):

    BTW film ma dokladnie taki sam wynik na Rotten Tomatoes jak Man of Steel. Zarowno krytykow, jak i widzow. A nie, widzow ma o 1% wyzej.

    I tyle z teorii spiskowej.

Skomentuj