23
20.05.2022, 18:42Lektura na 4 minuty

„Wiking” – recenzja filmu. O klasę wyżej niż serial

Akcja filmu „Wiking” toczy się w 895 roku. Wracający z wyprawy wojennej król Aurvandil zostaje podstępnie zamordowany przez rodzonego brata – Fjölnira – który uzurpuje tron i bierze za żonę królewską wdowę. Syn Aurvandila, młody książę Amleth, poprzysięga zdrajcy krwawą zemstę.


Dawid „DaeL” Biel

Jeśli, drodzy czytelnicy, zakrzyknęliście głośno: „Toż to fabuła »Hamleta«!”, chciałbym w tym miejscu pochwalić was za oczytanie (ale też zganić za hałasy). Rzeczywiście, najnowszy film Roberta Eggersa wiele czerpie z opowieści o duńskim księciu, choć niekoniecznie z jej Szekspirowskiej odsłony. „Wiking”(*) to nic innego jak luźna (momentami bardzo luźna) adaptacja legendy, jaką w „Gesta Danorum” przedstawił duński kronikarz Saxo Grammaticus. Legendy, która zainspirowała tak wielce poważanego na Wyspach Brytyjskich „pana Trzęsidzidę”.

(*) Warto dodać, że „Wiking” nie ma nic wspólnego z serialem „Wikingowie”. Zresztą oryginalny tytuł produkcji brzmi „The Northman”.

Wiking 2022 film recenzja
"Wiking" (2022). Zdjęcie: Focus Features, New Regency Pictures

Przed oczyma duszy mojej

Nie spodziewajcie się wszakże opowieści o targanym sprzecznymi emocjami człowieku, dla którego największą przeszkodą jest własna introspekcja paraliżująca zdolność do działania. Oczekujcie raczej krwawej jatki, gdzie trup ściele się gęsto, a wątpliwości natury etycznej potrafią bohatera powstrzymać zaledwie na krótką chwilę (jeśli w ogóle ma kaprys, by je wziąć pod uwagę). Wiem, że wiele osób nie bardzo dowierza moim słowom. No bo jak to, Eggers, złote dziecko filmu artystycznego, mistrz horroru psychologicznego, facet, który dał nam obrazy tak dziwne i pokręcone, jak „Lighthouse” i „Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii”, miałby zniżać się do tworzenia krwawego filmu akcji dla masowego odbiorcy? A zatem śpieszę wyjaśnić, że pod względem artystycznych ambicji „Wiking” nie odstaje od poprzednich dzieł reżysera. I chyba nie do końca trafi do mas.

Fabuła jest niby nieskomplikowana. Młodemu księciu udaje się zbiec z miejsca, gdzie zamordowano jego ojca, dorasta, zostaje berserkerem, ale – jak to zwykle u Skandynawów bywa – pod wpływem Björk (w filmie wcielającej się w rolę kapłanki Świętowita) postanawia wreszcie dokonać odkładanej zemsty. Po czym następuje – przeplatana kilkoma zwrotami akcji – wzmiankowana zemsta. Istotniejsze jest jednak to, w jaki sposób owa historia została pokazana. Od strony czysto wizualnej mamy do czynienia z absolutnym majstersztykiem. Film wręcz obezwładnia swoim hipnotycznym rytmem, swą taneczną choreografią, zimną, malarską kompozycją pejzaży i gorącą, ognistą zemstą. Doprawdy, trudno to opisać w prostych słowach, bo obraz wydaje się oddziaływać na wszystkie zmysły i przeżywa się go jeszcze kilka dni po seansie. Urzeka pięknem, którego w zdominowanym przez cukierkowe, marvelowskie produkcje współczesnym kinie popularnym nie widzimy zbyt wiele.


Choć to szaleństwo, lecz jest w nim metoda

Zaryzykuję też stwierdzenie, że „Wiking” jest przedstawicielem realizmu magicznego. Spełnia bowiem zasadnicze założenie gatunku, mieszając subiektywne postrzeganie rzeczywistości przez bohatera z jego obiektywnym przedstawieniem i pokazując nam świat nadprzyrodzony, który wszakże można – wedle woli – objaśnić jako rezultat ludzkiej fantazji. Ba, „Wiking” przypomina mi swoją konstrukcją „Amelię” – opowieść o dziewczynie, która poprzez różne fortele i intrygi chciała ludzi uszczęśliwiać. Intrygi i fortele pozostają w obu opowieściach, młodą kobietę podmieniamy na młodego mężczyznę, Paryż zamieniamy na Islandię, a uszczęśliwianie ludzi na ich patroszenie i układanie trupów w przerażające wzory. I wszystko się zgadza.

Wiking 2022 film recenzja
"Wiking" (2022). Zdjęcie: Focus Features, New Regency Pictures

Ten magiczny realizm nie przeszkadza wszakże filmowi być jednym z najbardziej realistycznych obrazów życia średniowiecznych Skandynawów. I nie chodzi tylko o to, że mrówcza praca włożona w scenografię czy kostiumy sprawia, iż łatwiej nam zawiesić własną niewiarę. Rzecz w tym, że autentyzm „Wikinga” przejawia się również w obrazowaniu przeżyć wewnętrznych ekranowych postaci. To nie jest opowieść, w której łatwo utożsamić się z Amlethem. Zresztą wszyscy tu myślą i czują inaczej niż my, ich moralność wydaje się nam obca, a dążenie do poszukiwania znaków i symboli w otaczającej rzeczywistości to coś zupełnie niezrozumiałego dla współczesnego człowieka. A może powinienem powiedzieć: niezrozumiałego do czasu. Bo seans trochę widza urobi na wikińską modłę. Bez wątpienia ogromna w tym zasługa odtwórców ról. Powróciła grupa świetnych aktorów, z którymi Eggers pracował wcześniej – na czele z Anyą Taylor-Joy z „Czarownicy...” i niezrównanym Willemem Dafoem z „Lighthouse”. Ale muszę przyznać, że byłem też oczarowany tym, co z postacią królowej Gudrún zrobiła Nicole Kidman. I naprawdę we wszystkich bohaterów, uwikłanych w tę potworną opowieść o zdradzie i zemście, uwierzyłem.

Gdy piszę te słowa, zamorskie serwisy internetowe donoszą, że „Wiking” to finansowa klapa. Powierzenie wysokobudżetowej (czy może – relatywnie wysokobudżetowej) produkcji reżyserowi, który dotychczas zajmował się kameralnym badaniem ludzkiej psychiki, nie spełniło oczekiwań studia, a tak zwanego widza masowego zraziła bardzo dosłowna przemoc. Ale jedna rzecz wydaje się pewna – „Wiking” to kolejny triumf artystyczny Eggersa. Reszta jest milczeniem.

Ocena

„Wiking” nie jest filmem dla każdego, a już na pewno – wbrew marketingowej kampanii – nie spełnia oczekiwań, jakie stawia się prostym w konsumpcji letnim blockbusterom. Ale seans najnowszego filmu Roberta Eggersa stanowi doznanie wyjątkowe i jedną z niewielu okazji, by na sali kinowej obcować ze sztuką.

9
Ocena końcowa


Redaktor
Dawid „DaeL” Biel

Wiceprezes Stowarzyszenia Solipsystów Polskich. Zrzęda i maruda. Fan Formuły 1, wielkich strategii Paradoksu i klasycznych FPS-ów. Komputerowiec. Uważa, że postęp technologiczny mógł spokojnie zatrzymać się po stworzeniu Amigi 1200 i nikomu by się z tego powodu krzywda nie stała. Zna łacinę, ale jej nie używa, bo zawsze kończy się to przypadkowym przyzwaniem demonów. Dużo czyta, ale zazwyczaj podczas czytania odpływa w sen na jawie i gubi wątek książki. Uwielbia Kubricka, Lyncha, Lovecrafta, Houellebecqa i Junji Ito. Przeciwnik istnienia deadline'ów na nadsyłanie tekstów. Na stałe w CD-Action od 2018 roku. Kiedyś tę notkę rozszerzy, na razie pisze pod presją Barnaby.

Profil
Wpisów44

Obserwujących13

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane