Battle.net nie będzie jak Steam i Epic. Chcą być elitarną platformą z najlepszymi grami
Wiceprezes Blizzard odpowiedzialny za zarządzanie produktem i globalnymi analizami, Andrew Guerrero, powiedział Polygonowi na BlizzConie coś, co nawet nie jest tajemnicą: że nie planują robić z Battle.netu drugiego Steama czy Epika. Ja ich rozumiem – na przykład w najbliższym czasie nie planuję zostać papieżem (mimo niemałych kompetencji). Co ciekawe, wypowiedź ta pada przecież niedługo po tym, jak wpuścili do swojego sklepu gry CD-Projektu. Co sprawia, że ciągle teoretyzuję, czy dałoby się za sprawą aukcyjnej ekonomii tokenów World of Warcraft kupić trzeciego Wiedźmina.
To nie jest zresztą zwykłe poszerzenie oferty sklepu, tylko transakcja wiązana z elementami ekskluzywności: kto kupi Songs of the Past, dostanie skórkę Geralta do Diablo 4. Ta zależność sprawiła, że część graczy nie była zadowolona, bo kosmetyk został przywiązany do jednego launchera. Jak to mówił Mikołajek: no bo co w końcu, kurczę blade! A to przecież nie koniec: w 2027 Overwatch ma dostać zawartość z Edgerunners.
Ktoś mógłby uznać, że Battle.net chce wyrosnąć na trzeciego giganta, ale Guerrero szybko ucina ten wniosek. Szczerze jednak, chyba mało kto sądzi, żeby to było wykonalne, ale słowa nic nie kosztują. Zamiast tego wiceprezes mówi o tym, że mają trzy kryteria przyjęcia gry: czy gracze ją pokochają, czy jest z najwyższej półki i czy ma to sens biznesowy.
Bardzo interesujące zdanie z wywiadu padło w kontekście infrastruktury.
Jeżeli spojrzeć na Steam, to widać, że poświęcają mnóstwo czasu na tworzenie platformy przeznaczonej właśnie do publikowania gier. Nie tworzyliśmy Battle.netu z myślą o tym, ale poświęciliśmy trochę czasu, żeby doprowadzić go do stanu, w którym wszystko działa znacznie prościej i możemy to robić bez konieczności tworzenia całkowicie niestandardowych rozwiązań.
Dodał również, że w Battle.necie nie będzie modelu, w którym wciskasz przycisk i gra się publikuje. Elitarny klub dla dżentelmenów, do którego trafiają tylko kąski przeznaczone dla delikatnego podniebienia.
Nie zawsze tak było. W „Play Nice” Jason Schreier opisywał starania Mike’a O’Briena, twórcy Battle.netu, żeby zamienić platformę właśnie w sklep z grami różnych wydawców. Kierownictwo odmówiło, parę lat później wyszedł Steam i reszta jest milczeniem – albo 70% rynku pecetów, zależy jak patrzeć. W lipcu Martin Keely, starszy wiceprezes Battle.netu, przeszedł do Epica.

Jeżeli Wiedźminy i Cyberpunki sprzedadzą się dobrze na Battle.necie, to Blizzard może faktycznie zrobić ze swojego launchera wykwintną lożę. Jeśli nie, to będzie dobre wytłumaczenie, czemu nikt inny później tam nie trafił.

To co tam robi Diablo 4 czy Call of Duty? Outer Worlds 2? To juz dawno jest platforma pelna szrotów 😀
Prędzej spytałbym co tam robi Diablo Immortal xd 4 to jeszcze dobra gra przy tym.
To dla ludzi bez telefonow 😂 Sam tan ograłem fabule tego gniota, nie cierpię grać na smartfonie.
Typowa korpo-gadka. Prawda jest pewnie taka że skończeni psycho-fani Blizzarda polecą kupować gry na Battle.necie żeby wspierać „ich” firmę, nawet jeśli już mają daną grę gdzie indziej. Jest to po prostu kolejna „darmowa” metoda dojenia już istniejących psycho-fanów. O zakład idę że na oficjalnych, silnie cenzurowanych, forach Blizzarda są same tematy chwalące inicjatywę.