Cała branża odrzuciła nowy horror Kojimy. Tylko jedna firma nie uznała pomysłu za szalony 

Cała branża odrzuciła nowy horror Kojimy. Tylko jedna firma nie uznała pomysłu za szalony 
Jeśli on jest szalony, to jaka jest definicja normy?

Hideo Kojima rzadko robi cokolwiek zwyczajnie, ale historia powstawania jego nowego horroru, OD, jest nietypowa nawet jak na niego. W wywiadzie dla Entertainment Weekly, opublikowanym w okładkowym materiale o 25-leciu Xboksa, japoński twórca przyznał, że zanim projekt znalazł wydawcę, odbił się praktycznie od całej branży. Wszyscy, którym go przedstawiał, mieli powiedzieć mniej więcej to samo: że zwariował.

Tymczasem pomysł na OD chodził za Kojimą już od pierwszego Death Stranding i do tego twórca pracował nad nim zupełnie sam. Jak sam stwierdził, nie zdradzi nam zbyt wielu szczegółów, ale może powiedzieć, że jest to coś, czego nikt nigdy nie widział, właściwie nowy system rozgrywki. I tu jest pies pogrzebany: wielu twórcom owy nowy system wydał się zbyt abstrakcyjny. Przedstawiał go wielu osobom i każdy developer mówił, że mu odbiło, nie rozumieją koncepcji, nie będą w stanie tego zrobić. To dość wymowne, bo Kojima rzeczywiście jest wizjonerem. Przecież do tej gry chciał zeskanować ducha.

Furtkę otworzył dopiero Xbox, a konkretnie jego ówczesny szef, Phil Spencer, który – w odróżnieniu od reszty – w wizję Kojimy uwierzył. Projekt prowadzi dzisiaj Xbox Game Studios, a Asha Sharma nazywa OD grą „głęboko poruszającą”, reprezentującą zupełnie inny rodzaj grania. Co istotne, sam Kojima nie ukrywa, że nie ma pewności, czy eksperyment wypali, co w branży nastawionej na bezpieczne, przewidywalne hity brzmi niemal wywrotowo!

A czym właściwie jest OD? Oficjalnie wiadomo niewiele, to jednoosobowy horror zapowiedziany na The Game Awards 2023, którym Kojima chce przekroczyć pewną barierę strachu, do którego dotarły inne gry. Twórca zdradził jednak jeden intrygujący detal: skoro gra ma być maksymalnie przerażająca, wbudował w nią system pozwalający grać dalej tym, którzy normalnie by odpuścili ze strachu. Szczegółów nie ujawnia, bo jak mówi, podpowiedziałby zbyt wiele i mógłby mieć przez to kłopoty.

Cała ta historia mówi więcej o branży, niż o samym Kojimie. Skoro twórca z taką reputacją musi obejść pół rynku, by ktokolwiek zaryzykował przy jego autorskim projekcie, to „szalony” jest w dzisiejszych czasach naprawdę rzadkim komplementem.

Skomentuj