CD Projekt Red dziękuje BioWare’owi za pierwszego Wiedźmina. Bez Kanadyjczyków Geralt mógł nigdy nie trafić do gier
26 października pierwszy Wiedźmin skończył 19 lat, a CD Projekt Red, zamiast z dumą okazać świadectwo dojrzałości (pewnie rozszerzona chemia na 100%) zrobił coś bardzo miłego. Większą część urodzinowego wpisu poświęcił bowiem nie swojemu dziełu, a studiu, któremu gra sporo zawdzięcza: kanadyjskiemu BioWare’owi, które dało Redom silnik do pierwszej gry, nauczyło ich fachu (jak Vesemir!) i wpuściło na własne stoisko na targach E3. Ot, elegia: Geralt świętuje urodziny, ale jego chrzestny imprezy nie dożył.
Zacznijmy od samego wpisu: Redzi piszą, że 19 lat temu mieli ambitne marzenie, ale przeniesienie kultowej sagi na ekrany komputerów stało się rzeczywistością dlatego, że mieli przyjaciół z BioWare’u. Do tego doszły archiwalne zdjęcia. Bardzo miłe wspomnienie.
Część z nas może pamiętać te zamierzchłe lata 90.: CD Projekt nie robił wtedy gier. Sprzedawał i tłumaczył je w kraju, w którym oryginalna płyta była czymś w rodzaju jednorożca (i to wypchanego): ktoś coś widział, ktoś coś słyszał, a i tak kupowało się na giełdzie, od kolegi albo miłego pana z podejrzanie wschodnim akcentem. Był to czas, kiedy „cedepy” wypuściły polską wersję Baldur’s Gate’a BioWare’u z tłumaczeniem i dubbingiem pełnym znanych polskich aktorów. Do tego duże pudełko z grubą książeczką i gadżetami – dzisiaj to się nazywa edycja kolekcjonerska, a kiedyś to była norma. Michał Nowakowski przypomniał zresztą po zamknięciu BioWare’u, że to właśnie przy lokalizacji i sprzedaży tych gier firmy się zaprzyjaźniły.
Kiedy więc CD Projekt chciał zrobić własnego erpega i nawet spróbował do tego postawić własny silnik, wydawcy na całym świecie dziękowali i nie oddzwaniali. BioWare podało im rękę i udostępniło Aurorę (silnik Neverwinter Nights), a warunek był tylko jeden: Polacy podzielą się zmianami, które wprowadzą w kodzie. Bez tantiem, bez prawników, bez opłat licencyjnych, bez drobnego druczku. Zwykła ludzka uprzejmość.
Potem Redzi pojechali do Edmonton, żeby zaprezentować demo. Na pokaz przyszło tylu ludzi z BioWare’u, że trzeba go było powtórzyć trzy razy. Trzy razy! Twórcy Baldur’s Gate’a i Knights of the Old Republic stali w kolejce, żeby zobaczyć grę Polaków z Łodzi. Skończyło się zaproszeniem na E3 i kącikiem przy stanowisku BioWare’u. Wyglądał jak budka z knyszą ustawiona między dwoma salonami Mercedesa. Skromne początki, z których Geralt ruszył na podbój świata.
Potem było już z górki: Redzi zbudowali własny REDengine, zrobili kolejne Wiedźminy, Cyberpunka i przerośli mistrza, który w tym czasie przeżył Andromedę, Anthem, Veilguarda i Electronic Arts. To ostatnie okazało się bossem nie do pokonania.

Wiedźmin ma się świetnie: czeka go remake, Dziki Gon w 2027 roku dostanie dodatek, w 2028 wyjdzie część czwarta. Pozostaje mieć nadzieję, że weterani BioWare’u znajdą dobrą pracę w branży, także w Warszawie. Myślę, że po tych wszystkich latach drzwi są otwarte.
Ci to potrafią w PR 🙂 Ale dobrze, to ważne w branży.