Gracz Counter-Strike’a 2 uderzył przeciwnika w twarz podczas turnieju. Scena esportowa zagrzmiała

Gracz Counter-Strike’a 2 uderzył przeciwnika w twarz podczas turnieju. Scena esportowa zagrzmiała
Może gry wideo jednak powodują przemoc…

Każdy, kto grywa w tytuły online, zdenerwował się kiedyś na przeciwnika. Każdy widział też, jak kolega czy koleżanka z drużyny robi to samo, nierzadko pozwalając sobie na bardzo przykre słowa wobec wszystkich wokół. Większość z nas potrafi jednak radzić sobie z gniewem na tyle dobrze, by nie czuć konieczności rękoczynów. Niestety Maurizio „MAUschine” Weber, gracz Counter-Strike’a 2, którego drużyna przegrała na turnieju DACH CS Masters, nie należy do tej większości.

Baner Banner CD-Action Heroes of Might and Magic, numer 2

Wspomniany turniej zakończył się zwycięstwem zespołu regnum4games, którego członkowie weszli w związku z tym na scenę. Wśród nich był Fabian „Spidergum” Salomon, który poprzedniego dnia miał lekko przedrzeźniać MAUschine’a, co mogło być przyczyną całego zajścia. Niemiłe zachowanie, ale to niezbyt poważne przewinienie w porównaniu z tym, co stało się potem. Mianowicie MAUschine (którego drużyna również stała na scenie) podszedł do Spiderguma i uderzył go „z liścia”. Zrobił to na tyle mocno, że okulary jego przeciwnika spadły mu z nosa na podłogę.

Reakcja organizatorów była oczywiście błyskawiczna. Początkowo zapowiedzieli, że zakazują MAUschine’owi uczestnictwa w swoich turniejach na 10 lat, jednak sytuacja dosyć szybko uległa zmianie. W wyniku werdyktu ESIC, esportowej organizacji zajmującej się dbaniem o uczciwość rozgrywek, zakaz przedłużył się – zawodnik nie weźmie udziału w wydarzeniach tego rodzaju do końca życia. Chyba nie było warto kończyć kariery dla chwili satysfakcji, ale to może ocenić tylko sam MAUschine.

Zdecydowana większość fanów i zawodników esportowych mówi jasno: sprawca dostał to, na co zasłużył. Surowy werdykt dał wszystkim graczom sygnał, że na scenie turniejowej nie ma miejsca na przemoc. Tymczasem my, szarzy gracze nieprofesjonalni, cieszmy się, że w meczach rankingowych rozgrywanych z własnego pokoju szanse na to, że padniemy ofiarą takiego ciosu, są zerowe.

Skomentuj