Gracze pozwali Nintendo, które ma bogacić się ich kosztem. Firma jednak uważa, że „otrzymali dokładnie to, za co zapłacili”
Cła nałożone przez administrację Donalda Trumpa w ramach „dnia wyzwolenia” wywołały sporo szumu na świecie, wliczając poszczególne firmy sprzedające lub produkujące swoje towary w USA. Dotyczyło to też Nintendo, które chcąc obniżyć koszty wynikające z zaistniałej sytuacji, podniosło ceny m.in. pierwszego Nintendo Switcha, a także akcesoriów do niego (via Kotaku). Jednak w lutym Sąd Najwyższy orzekł, że rzeczone cła zostały nałożone nielegalnie, co uruchomiło lawinę pozwów (w tym też ze strony Nintendo) przeciwko Stanom Zjednoczonym, domagając się zwrócenia straconych pieniędzy.

To natomiast nie spodobało się dwóm amerykańskim graczom, którzy kupili produkty Nintendo po rzeczonych podwyżkach. W kwietniu złożyli pozew wobec Nintendo, uznając, że zwrot pieniędzy z ceł mógłby naruszać zasady waszyngtońskich praw konsumenckich (via Game File). Głównym zarzutem było to, że firma niejako zarobiłaby podwójnie, zarówno na zwiększonych cenach, jak i wspomnianym zwrocie z ceł. Żądali przy tym, by te pieniądze wróciły do konsumentów.
Nintendo wystosowało teraz prośbę do sądu o oddalenie pozwu, argumentując, że „pozwani otrzymali dokładnie to, za co zapłacili” (via Game File). Prawnicy firmy nie przychylają się do wersji wydarzeń graczy, ponieważ w jej działaniach nie było niczego niestandardowego.
Przewijającym się wątkiem w tezach pozywających jest fakt, że to [powrót pieniędzy z ceł do Nintendo – dop. red.] byłoby nieuczciwe, ponieważ firma nie powróciła do poprzednich cen w odpowiedzi na wynik sporu dotyczącego ceł. Jednak transakcje handlowe tak nie funkcjonują.
Nintendo utrzymuje, że gracze dostali produkt, za który zapłacili, i na którego cenę tym samym się zgodzili. Nie przynależą zatem do nich żadnego rodzaju kompensacje wynikające ze zmian w cłach, a sami pozywający nie ponieśli znaczącej straty, ponieważ „mogli powstrzymać się od kupna lub nabyć produkt konkurencji”. Firma dodaje, że zmiana cen sprzętu wynikała też z innych czynników (zwiększonych kosztów pamięci, pracy czy dostaw), a wspomniana podwyżka nie przełożyła się choćby na Nintendo Switcha 2.
Inaczej niż inne firmy, Nintendo nie zwiększyło po prostu ceny każdego produktu o stratę wynikającą z ceł lub nie nałożyło ogólnej dopłaty celnej. Zamiast tego firma nałożyła umiarkowane i wybiórcze korekty cen oraz postanowiła pokryć koszty ceł swoich najpopularniejszych produktów 2025 roku, w tym flagowej konsoli Nintendo Switch 2.
Uwzględniając wszystkie wspomniane powody, Nintendo chciałoby rozwiązać sprawę na drodze prywatnego arbitrażu, lecz w razie odmowy już teraz wystosowało prośbę o odrzucenie pozwu. Sama sprawa sądowa zaś, jeżeli faktycznie nie dojdzie do rzeczonego arbitrażu, może ciągnąć się jeszcze miesiącami. Tymczasem różne inne firmy, które również ucierpiały z powodu ceł, też ustosunkowują się do podobnych głosów, co wspomnianej dwójki graczy – Sony podąża drogą Nintendo, nie zwracając konsumentom pieniędzy, i też jest pozywane z tego samego powodu, a np. FedEx zapowiedział, że zwrócone środki powędrują do klientów.