Jeszcze nie wszystko stracone. Eidos Montreal szuka sposobów na wskrzeszenie marki Deus Ex
Trochę o to prosiłem, ale po wgłębieniu się w szczegóły już nie jestem taki pewien...
To jeszcze nie czas na świętowanie, ale Eidos Montreal próbuje skierować sytuację na właściwe tory. Ostatni Deus Ex, czyli Mankind Divided raz jeszcze pokazał siłę immersive simów i samej marki, tylko że głównie fanom – gra nie trafiła w gusta odbiorców na tyle, by stać się bestsellerem. Niekoniecznie musiało to oznaczać śmierć serii; wszak po bardzo kiepskim Invisible War znalazło się miejsce dla Human Revolution i ludzie chętnie przyjęli powrót Deus Eksa, zatem po zakończeniu trylogii Adama Jensena seria mogła zostać skierowana na inne tory.
Przy czym Deus Ex, który stał się jedną z wielu ofiar restrukturyzacji Embracera, prawdopodobnie nie kontynuował wątków z poprzednich części. Teraz okazuje się, że Eidos Montreal miało więcej pomysłów tego typu i aktywnie pracowali (lub nadal pracują, ale o tym zaraz) nad wskrzeszeniem marki. Źródła zbliżone do oficjalnych, na które powołuje się Mike Straw z Insider-Gaming donoszą, że firma regularnie prezentowała nową grę w uniwersum Deus Eksa. Podobno kilku potencjalnych partnerów Eidosa skwitowało to tak, że seria jest na obecnym etapie zbyt niszowa, by warto było w nią inwestować, a ryzyko finansowe w tym przypadku jest zbyt wysokie.
O czym opowiadał ten potencjalny Deus Ex? Nie była to gra zezłomowana w ubiegłym roku przez Embracera i również nie opowiadała o Jensenie, ale koncepcja tytułu miała być pełna „uroku i świeżości”, tylko miała jedną, istotną wadę: „nie pasowała do standardów oraz oczekiwań związanych z tą marką”. Jestem człowiekiem małej wiary i śmierdzi mi to grą-usługą, chociaż Straw nigdzie o tym nie wspomina.
Nigdy nie byłem fanem zakładania graczom smyczy usługowości i ciągnięcia ich latami za jednym tytułem, to mógłby to być zgniły, ale mimo wszystko kompromis. Jeśli nikt nie chce inwestować w zbyt niepewny produkt, natomiast sam Eidos stoi na jednej i to złamanej nodze – ostatnio zwolniono przecież kilkudziesięciu pracowników – to może krok w stronę gry-usługi pozwoliłby im jakoś odzyskać siły. Jest też inna, chyba kontrowersyjna opcja: od wydania Human Revolution minęło już 14 lat i gra trzyma się dzielnie, to widać po niej wiek, a brak wersji na współczesne konsole nie sprzyja podtrzymywaniu pamięci o serii. Może więc czas zdrapać patynę i przywrócić złoty blask tamtej odsłonie lub, choć to już marzenie ściętej głowy, wrócić do genialnego oryginału sprzed ćwierć wieku?
Czytaj dalej
I have no mouse and I must click.