Ktoś pomalował madryckie biuro EA w obronie Mass Effecta. Fani są podzieleni

Ktoś pomalował madryckie biuro EA w obronie Mass Effecta. Fani są podzieleni
Puszką farby w korpo, hej!

Pod biurem Electronic Arts w Madrycie jakiś nieznany sprawca nasprejował wielkimi literami „SAVE MASS EFFECT”. To kolejny, choć raczej nieoficjalny, etap kampanii fanów, którzy chcą uratować serię po tym, jak 21 października EA (po przejęciu przez Saudów) zaczęło robić to, co umie najlepiej, czyli zamknęło legendarną firmę. W związku z tym powstała cała akcja, a teraz odsłania się jej kolejny rozdział, bo ktoś postanowił chwycić za puszkę ze sprayem i pokazać EA, kto tu rządzi.

Zdjęcie opublikowano na Reddicie: autor posta twierdzi, że wychodząc z kina natknął się na biuro EA i zupełnym, całkowitym przypadkiem zauważył napis w dwóch miejscach. Rozumiecie, zwykły wieczór w Madrycie: film, popcorn, churrosy, rewolucja. Reddit od razu zauważył, że cała sprawa jest grubymi nićmi szyta, choć autor klnie się na wszystkie świętości, że nie ma nic wspólnego z tym artystycznym manifestem. Jedni fani piszą, że takie chuligańskie wybryki ośmieszają całą kampanię, inni natomiast zacierają ręce: najzabawniej podsumował to komentujący, który napisał, że ktoś tu poszedł w opcję Renegata. Organizatorzy #SaveMassEffect szybko się od akcji odcięli, chociaż przyznali, że skala i zasięg gniewu zaskoczyły nawet ich, bo dotarły do Madrytu.

Tak jest, Madrytu. Biuro EA mieści się tam na terenie dawnej gazowni przy stacji Mendez Alvaro (i rzeczywiście, niedaleko stoi kino). Przez długie lata zajmowano się tam głównie tłumaczeniami i lokalizacjami, testami oraz certyfikacjami. Nie mieli wiele wspólnego z decyzjami, które zapadły w Redwood City, w gabinetach, do których puszka z farbą nie dotrze. Graffiti w obronie Sheparda dotarło więc do gości od piłki nożnej i tłumaczy. No kiepsko, bym powiedziała.

Na farbę, jeżeli już, zasłużył sam fundusz inwestycyjny, ale on nas nie słyszy. W Rijadzie wolą teraz wolą liczyć rakiety Huti i ceny baryłki, a Redwood City karty kredytu, który zrobił w EA jesień średniowiecza. Według VGC same odsetki to około 1,8 miliardów dolarów rocznie, a BioWare było pozycją, którą najłatwiej dało się skreślić.

Fani jednak nie śpią: jest petycja, którą wsparli Jennifer Hale i Mark Meer, głosy Shepardów płci obojga. 26 października grupa We Are Mass Effect wykupił billboard na Times Square.

Oraz zagadka, żeby się wam nie nudziło we Wszystkich Świętych: ile czasu potrzebowali fani, żeby zebrać na GoFundMe 5 tysięcy dolarów na kolejne billboardy? Kto obstawił tydzień, był blisko jak Żniwiarze do Ziemi, ale jednocześnie daleko jak przeciętnemu asari do godności. Mniej niż kwadrans, ot, taka jest siła ludzkiej nostalgii. Ale czy to poruszy owego kolosa? Raczej nie: korporacje nie czytają petycji, nie oglądają billboardów, a dyrektorzy są wożeni drogimi autami i nie muszą chodzić po chodniku, żeby oglądać graffiti. Dobrze jednak wiedzieć, że ludzie nie poddali się całkiem.

Co sądzisz o graffiti pod biurem EA?

Dołącz do dyskusji