„Mortal Kombat 2” z rekordem otwarcia dla filmowych bijatyk. Mimo to jego producent jest oburzony negatywnymi recenzjami
Pod koniec ubiegłego tygodnia do kin wszedł długo wyczekiwany „Mortal Kombat 2” i nawet całkiem nieźle poradził sobie w weekend otwarcia. Jak przekazał serwis Box Office Mojo, najnowsze widowisko Simona McQuoida zarobiło 63 miliony dolarów. W samych USA film zgarnął 40 milionów dolarów, co dało mu najlepsze otwarcie w historii ekranizacji gier z gatunku bijatyk. Mimo tego nie zajął pierwszego miejsca w ogólnym zestawieniu weekendowym – przegrał z filmem „Diabeł ubiera się u Prady 2”.
Przy takim tempie „Mortal Kombat 2” prawdopodobnie zakończy swój bieg w kinach z wynikiem na poziomie 130 milionów dolarów (przy budżecie wynoszącym 30 milionów dolarów). Może wyjdzie na zero lub wygeneruje niewielki zysk, ale przynajmniej fani nie muszą martwić się o kontynuację – trzecia odsłona została oficjalnie klepnięta już w zeszłym roku.
Warto dodać, że fani przyjęli film znacznie cieplej niż krytycy. Na Rotten Tomatoes wynik od widzów oscyluje wokół 90%, podczas gdy recenzenci oceniają go na około 65%, chwaląc głównie choreografię walk i występ Karla Urbana jako Johnny’ego Cage’a, ale narzekając na luki w scenariuszu. Na naszej stronie również znajdziecie już recenzję.
Podobny rozstrzał ocen widzieliśmy ostatnio przy okazji „Super Mario Galaxy Film”. Jednak w przypadku „Mortal Kombat 2” jego producent, Todd Garner, nie wytrzymał i wyraził swoją opinię na temat krytyków. Jego zdaniem nie powinni oni wypowiadać się o gatunku, na którym się nie znają:
Niektóre z tych recenzji naprawdę mnie rozbawiły. Widać wyraźnie, że ci ludzie nigdy nie grali w gry i nie mają pojęcia, czego chcą fani ani jakie są zasady świata Mortal Kombat. Jeden z recenzentów był oburzony, że jakiś gość miał »laserowe oko«! Dlaczego, do cholery, nadal pozwalamy ludziom, którzy nie kochają tego gatunku, recenzować takie filmy? To niedorzeczne.
Na wpis producenta zareagował krytyk filmowy Griffin Schiller, który zaznaczył, że „Mortal Kombat 2” zebrał naprawdę solidne oceny i Garner powinien czuć się „zwycięzcą”. Dodał jednak, że znajomość gier czy lore nie powinno być warunkiem koniecznym do oceniania adaptacji. Jego zdaniem filmy powinny być recenzowane pod kątem tego, jak funkcjonują jako filmy, a nie jako kawałek fan serwisu.

Wpis Todda Garnera zniknął już z serwisu X, ale zanim producent go usunął, pod postem wywiązała się gorąca dyskusja. W odpowiedziach na komentarze producent podkreślał, że produkcja została stworzona przede wszystkim z myślą o fanach. Uderzył się jednak w pierś, gdy zarzucono mu, że jego krytyka jest przesadzona w momencie, gdy sami twórcy mocno namieszali w kanonie Mortal Kombat. Wystarczy spojrzeć na to, co zrobili z takimi postaciami jak Mileena i Kitana, albo na fakt, że wprowadzili własnych bohaterów pokroju Cole’a Younga.
Bogiem a prawdą, niektóre recenzje krytyków były bardzo odklejone i zasługują na wypunktowanie. Jak na przykład Robbie Collin z Daily Telegraph. Większość tej recenzji to był rant na franczyzę MK, której recenzent sam przyznaje, że szczerze nie znosi oraz między wierszami rant na gry wideo ogółem. I wszystko pisane pod tezę „nie lubię kopanin i gier wideo, więc poszedłem na kopaninę na postawie gry wideo i jestem wściekły, bo dostałem kopaninę na podstawie gry wideo”. Naturalnie, film dostał najniższą możliwą ocenę.
A więc jaka jest wartość takiej recenzji? Nie mówię, by recenzje były „obiektywne”, bo to jest bzdura, ale niech chociaż będą w miarę sprawiedliwe.
Śliski temat, to prawda, ale też nie można przegiąć w drugą stronę i recenzować filmu tylko z pozycji fana gry (albo oczekiwać takich recenzji, jak zdaje się pan producent chciał). Krytycy filmowi są znawcami całego medium, więc oceniają film z perspektywy filmoznawczej (najczęściej), piszą do wszystkich.
Oczywiście zdarzają się recenzje głupie i nie do obrony – do dziś pamiętam jak Jacek Szczerba w swej nieskończonej arogancji na łamach GW 25 lat temu zrecenzował Harry’ego Pottera bez obejrzenia filmu, czym chwalił się w tekście, bo uważał, że HP to nie literatura, więc wie że film będzie bezwartościowy – ale nie jest to na szczęścia norma.
Jest różnica między pisaniem dla wszystkich, a krytykowaniem czegoś, czego się z definicji nie lubi i dawaniem najniższej możliwej oceny. Kiedyś do CDA pisali ludzie oburzeni, że gra o szachach dostała 10/10, bo gra jest gorsza od XYZ, gdzie XYZ dostała „tylko” 8.
Patrząc na recenzje „krytyków” to bardziej mają kija w miejscu gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę, który wychodzi im ustami.
Jeżeli film jest kierowany do konkretnej grupy odbiorców, to z tej perspektywy powinien być oceniany. Bo czy ktoś ocenia GTA jako wyścigi WRC? Mortal Kombat 2 to dobry film, lepszy od MK z 1995 r. (oglądałem go wczoraj, zestarzał się paskudnie, a walki wcale nie są takie świetne jak pamiętałem, ot sentyment gra tu pierwsze skrzypce). Bawiłem się naprawdę dobrze, jest sporo „smaczków” dla fanów, ale są również nawiązania do szerszej popkultury, a momenty, gdy Karl Urban odnosi się do LoTR, są świetne 🙂
No tak, więc z perspektywy fana możesz spokojnie dodać sobie punkty do oceny, jeśli widzisz, że recenzja skupia się na innych elementach. To nie unieważnia czyjegoś punktu widzenia ani ważności ich krytycyzmu.
Coś nowego, twórca jest oburzony tym razem.
Wiesz co, ale sedno problemu tkwi trochę gdzie indziej niż „film dla fanów”. Gość idzie na film akcji, inspirowany grą, o czym WSZYSCY uprzedzają, a potrafi napisać o głębi fabuły, albo, że KANO ma laserowe oko. Serio?
„Dodał jednak, że znajomość gier czy lore nie powinno być warunkiem koniecznym do oceniania adaptacji. Jego zdaniem filmy powinny być recenzowane pod kątem tego, jak funkcjonują jako filmy, a nie jako kawałek fan serwisu.”
Równie dobrze mogę recenzować smaki lodów i mówić, że cytrynowe są lepsze od czekoladowych. Bo zamiast porównać coś w danej kategorii porównuję do ogółu.
Nie chcę oceniać recenzji, ktorej nie czytalem (eat this, Jacku Szczerbo), chodzi mi bardziej o to, ze punkt widzenia kogos, kogo nie obchodzi idea fanserwisu, tylko patrzy na film chlodniej i wytyka jego ewidentne wady, tez moze byc cenny. Fanom MK glupia fabula nie przeszkadza, ale jesli ktos pójdzie oczekujac czegos wiecej, to nie straci majac mozliwosc przeczytania w recenzji, ze tu akurat jego oczekiwania nie będą spełnione.
Nie czytam recenzji filmów ani albumów muzycznych bo szkoda na to czasu. Zawsze, własna weryfikacja czy coś jest dobre czy nie – jest najlepsza. ;P