Niewiele brakowało, a młody Bond stałby się Inspektorem Gadżetem. Dudy z miotaczem płomieni to dopiero początek odrzuconych pomysłów w 007: First Light

Niewiele brakowało, a młody Bond stałby się Inspektorem Gadżetem. Dudy z miotaczem płomieni to dopiero początek odrzuconych pomysłów w 007: First Light
Szykowało się prawdziwe fire show.

Ostatnie dostarczane przez nas wieści na temat najnowszego Bonda nie należały do najprzyjemniejszych. Wielki reset Xboksa przyniósł masę zwolnień, co odbiło się także na studiu odpowiedzialnym za 007: First Light – duńskim IO Interactive – i to pomimo niebywałego sukcesu gry o młodym agencie. W tej beczce restrukturyzacyjnego dziegciu i zabranych możliwości tworzenia sequela znalazła się jednak łyżka miodu, bo po sukcesie gry studio było w stanie odkupić od Microsoftu prawa do nowo powstającego sieciowego erpega w uniwersum fantasy

Musicie przyznać, że mimo wszystko nie jest to najgorszy scenariusz dla Duńczyków. Mało kto jednak wie, jak niewiele brakowało, by ich najnowszy Bond wyglądałby zupełnie inaczej, prawie zmieniając młodego agenta Jej Królewskiej Mości w Inspektora Gadżeta. Jesteście ciekawi jak i dlaczego? 

Jeśli tak, to musimy wspólnie rzucić okiem na niedawny wywiad twórców gry udzielony GameSpotowi. Tam właśnie Tom Marcham, czyli starszy projektant walki, zdradził, że studio rozważało dodanie kolejnych elementów wyposażenia, które mogły nieco wykraczać poza zbudowany charakter postaci. 

Mieliśmy w grze kilka elementów, które wydawały nam się fajne, ale podczas rozgrywki okazywało się, że nie są i zwyczajnie wyglądają głupio. Zdecydowanie był moment, w którym czułem, że Bond stawał się Inspektorem Gadżetem i musieliśmy to nieco zmienić. 

Bo o ile dostępne dla gracza wyposażenie pozwala na małe szpiegowanie, to znajdziemy w nim również arsenał o bardziej bojowym charakterze. Tych drugich początkowo miało być znacznie więcej, a twórcy musieli z części zrezygnować, by młody Bond nie stał się groteskową maszyną do zabijania. Pozbawiono go więc… łodzi podwodnej w kształcie aligatora, dud z miotaczem ognia czy wyrzutni rakiet. 

Nie chcieliśmy wchodzić w zbyt rozrywkowe schematy, w których Bond ciągle używałby taserów lub strzałek usypiających. Wydawało się, że to nie pasuje do postaci. To skłoniło nas do wprowadzenia elementu walki wręcz. Myślę, że będziemy nadal rozwijać możliwości ponownego rozgrywania starć i eksperymentowania z zasadami, abyśmy mogli w pełni wykorzystać kampanię. 

I choć ostatecznie wszystko utrzymano w dość spójnych ramach, to twórcy nie mówią „nie” potencjalnym zmianom gadżeciarskiego wyposażenia protagonisty, gdyż znane ze po premierowego wsparcia swoich gier studio IOI już eksperymentuje z potencjalnie nowym rynsztunkiem. Ciekawe, czy jednak zgodzą się na te dudy…

Jedna odpowiedź do “Niewiele brakowało, a młody Bond stałby się Inspektorem Gadżetem. Dudy z miotaczem płomieni to dopiero początek odrzuconych pomysłów w 007: First Light”

  1. Eh…. Ci pseudo dziennikarze. Nie wiedzą, ale się wypowiedzą. Nikt nikomu nie zabrał możliwości zrobienia sequela gry 007 First Light. IO Interactive miało licencję na zrobienie jedej gry o przygodach 007, a po jej wydaniu prawa do wydawania wszystkich przyszłych gier o Bondzie, Jamesie Bondzie wróciły do Amazona. Sam zaś Amazon choćby w sprostowaniu na stronie CDA podkreślił, że ma bardzo dobre relacje z IOI.

    Oznacza to tyle, że absolutnie nikt nikomu nie zabronił robić sequela. Oznacza to jedynie, że Amazon ma bardzo dobrą pozycję negocjacyjną, tak samo zresztą jak IOI, bo wydali świetną i wysoko ocenianią grę. Kto jak kto, ale Jeff pieniądze liczyć potrafi i idiotą absolutnie nie jest. Więc nikt nikomu nic nie zabrania, a wręcz przeciwnie obie firmy między wierszami dają do zrozumienia, że chętnie będą negocjować powstanie sequela.

Skomentuj