Remake The Legend of Zelda: Ocarina of Time na nowych fragmentach rozgrywki. Tego nie pokazano podczas Nintendo Direct

Remake The Legend of Zelda: Ocarina of Time na nowych fragmentach rozgrywki. Tego nie pokazano podczas Nintendo Direct
Na japońskiej stronie Nintendo pojawiły się dodatkowe fragmenty rozgrywki, w których zobaczymy m.in. Gerudo’s Fortress i Zora’s Domain.

Wczorajsze obchody 40-lecia marki The Legend of Zelda nie pozostawiły zbyt wiele miejsca na niedosyt. Oprócz nadchodzącego remake’u słynnego Ocarina of Time otrzymamy możliwość zakupu zeldowego Switcha 2, jubileuszowego Pro Controllera, etui na konsolę i mnóstwa innych gadżetów. Można by rzec, że do pełni szczęścia brakuje jedynie wypasionej edycji kolekcjonerskiej odświeżonej „Okaryny”, ale kto wie – może Wielkie N trzyma coś jeszcze w zanadrzu.

Pewne jest natomiast, że podczas wczorajszego pokazu twórcy Zeldy nie pokazali wszystkiego. Na japońskiej stronie Nintendo opublikowano dodatkowe fragmenty rozgrywki z nadchodzącego remake’u, których zbiorcze zestawienie możecie znaleźć na kanale GameSpotu.

Remake The Legend of Zelda: Ocarina of Time na nowych fragmentach rozgrywki. Tego nie pokazano podczas Nintendo Direct

Podczas gdy zaprezentowany wczoraj gameplay skupiał się głównie na Kokiri Forest, Hyrule Field i Hyrule Castle Town, materiały zamieszczone na japońskiej stronie Nintendo ukazują pustynną Gerudo’s Fortress oraz wodne Zora’s Domain ze „słynnym” Water Temple na czele. Pod koniec nagrania widać jeszcze fragment, w którym Link korzysta z Lens of Truth, czyli specjalnego przedmiotu ujawniającego ukryte ścieżki i przejścia.

Nowe wydanie The Legend of Zelda: Ocarina of Time ukaże się już 5 listopada na Nintendo Switchu 2.

8 odpowiedzi do “Remake The Legend of Zelda: Ocarina of Time na nowych fragmentach rozgrywki. Tego nie pokazano podczas Nintendo Direct”

  1. „Pod koniec nagrania widać jeszcze fragment, w którym Link korzysta z Lens of Truth, czyli specjalnego przedmiotu ujawniającego ukryte ścieżki i przejścia.” – chcę żeby oddzielający nas od zdobycia lens of truth element gry był najbardziej przerażającym sk*rwysyństwem jakie można sobie wyobrazić, tak jak to miało miejsce lata temu

    • Avatar photo
      Cezary Marczewski 9 września 2026 o 16:26

      Podobnie wspominam pierwsze spotkania z ReDead.

      (edytowano)

      • Moje pierwsze spotkanie z Gibdosami miało miejsce w Ikana Canyon w Majorze. Kolejne źródło traumy.

      • Avatar photo
        Cezary Marczewski 9 września 2026 o 17:45

        Jakby nie patrzeć, Majora’s Mask to jedna wielka trauma. Wystarczy w dowolnym momencie spojrzeć na księżyc na niebie xd

      • Mówi się, że Tears of the Kingdom jest dla Breath of the Wild tym, czym Majora’s Mask była dla Ocariny. Rozumiem zamysł, ale Tears of the Kingdom nie ma nawet ułamka poczucia beznadziei, które wybrzmiewa w każdej sekundzie spędzonej w świecie Terminy – a jak powszechnie wiadomo, w Majorze zegar tyka bardzo głośno – jak napisałeś, wystarczy spojrzeć w górę, żeby sobie o tym przypomnieć 🌝 albo pogadać z enpecami, którzy mimo świadomości nadchodzącego kataklizmu podejmują niemrawe próby ratowania dobytku – atmosfera przygnębienia czai się w każdym kącie.
        Od samego początku przygoda w Terminie pokazuje nam, że kto umiera, tego śmierć jest nędzna i nieodwracalna (bez wskazywania kto, co i jak, bo spoilery, a może ktoś nie grał).
        O ile Ocarina so far wydaje mi się być trochę lepszym action-adventure z fajniejszymi dungeonami, tak Majora oferuje nieporównywalnie głębsze filozoficzne doznanie z konkretnie ryjącymi beret side-questami. Wyciska łzy wzruszenia, radości, ulgi więcej niż raz.

      • Avatar photo
        Cezary Marczewski 9 września 2026 o 22:23

        Pięknie powiedziane! Nie wiem, czy Majora’s Mask jest moją ulubioną Zeldą, bo zależy to chyba po prostu od dnia, ale właśnie ta odsłona odcisnęła na mnie zdecydowanie największe piętno. Mechanizm presji czasu z The Blood of Dawnwalker to pikuś przy 3 dobach z MM. Tej gry nie da się zapomnieć.

        (edytowano)

  2. Swoją drogą, pojawiło się na Twitterku info, że Takaya Imamura, designer pracujący nad A Link to the Past oraz Majora’s Mask, a ostatnio mający swój wkład w „Bel’s Fanfare” wskazał na wyraźną inspirację Ningyōgeki w stylu artystycznym nowej Okaryny – japońskimi kukiełkami. „Plastikowa” aparycja nowego Linka to nie plastik, a lakierowane drewno. Ława Oburzonych jednak wydała już osąd wyklinając remake od czci i wiary przez „pOzByCiE sIę sTyLu oRyGinAłU nA RzeCz GeNerYCzNeGo rEaLiZmU”, mimo że w istocie artyści w projekcie nowej Zeldy sięgnęli do japońskiej kultury – bez pojęcia, bez zastanowienia się, bez jakiejkolwiek refleksji.
    Gr*cze są k*rwa najgorsi.

Dołącz do dyskusji