Reżyser Resident Evil 2 ujawnił, skąd wzięło się imię Leona. Odpowiedź jest zaskakująco prosta
Żywe zainteresowanie postacią Leona S. Kennedy’ego nie maleje od niemal 20 lat, czyli od momentu pojawienia się tej postaci po raz pierwszy w Resident Evil 2. Widać to było zresztą również przy okazji premiery Requiem, kiedy to fani spekulowali na temat żony bohatera (do dyskusji dołączył nawet reżyser gry), a także po tym, jak gracze reagowali na fizjonomię dojrzałego protagonisty. Nigdy jednak osoby odpowiedzialne za powstawanie poszczególnych części serii nie potwierdziły jednej oczywistej informacji – skąd wybór takiego imienia?

Zmienił to Hideki Kamiya, reżyser Resident Evil 2, za sprawą jednego prostego wpisu w mediach społecznościowych. W odpowiedzi na podejrzenia fanów serii o to, że imię bohatera wzięło się od protagonisty „Leona Zawodowca” (na co wskazywała nazwa broni tego pierwszego, czyli Matylda), bez ceregieli stwierdził, że to prawda. Sam następnie dziwił się tak żywą reakcją graczy na jego tweeta, ponieważ nie czuł, że specjalnie ukrywał tę informację.
Tym samym wieloletnie spekulacje fanów serii zostały ucięte w prozaiczny sposób. Historia stojąca za tym imieniem jest skądinąd równie mało wyszukana – gdy twórca zastanawiał się z Shinjim Mikamim, ojcem serii, jak nazwać bohatera Resident Evil 2, Kamiya po prostu wystrzelił z imieniem protagonisty filmu, który ostatnio oglądał, czyli wspomnianego „Leona Zawodowca”. Wtedy Mikami w żołnierskich słowach stwierdził: „Tak, to pasuje”.
Choć Kamiya nie miał wrażenia, że chciał uczynić z imienia bohatera wielką tajemnicę, to warto zaznaczyć, że twórcy dobrze zdają sobie sprawę z tego, jak Leon działa na fanów. Dowodem na to są choćby słowa reżysera Resident Evil Requiem, który mówił o nieprzypadkowym wyglądzie protagonisty najnowszej odsłony serii. I choć część graczy może być już tą postacią zmęczona (wliczając w to Ninho, który najchętniej odprawiłby Kennedy’ego na emeryturę), to jest mało prawdopodobne, aby Capcom na tym etapie zupełnie zrezygnował z Leona.
Dziennikarze growi sa oburzeni