Sony dementuje plotki o nowym DRM-ie na PlayStation. Jednak będzie znacznie mniej uciążliwy
Jakiś czasu temu internet okrążyły niepokojące doniesienia. Według nich Sony miało planować nowy system zabezpieczeń, i to wyjątkowo uciążliwy – konsola co 30 dni wykonywałaby w nim sprawdzenie licencji wszystkich waszych gier przez internet. Gdybyście byli akurat offline, dostęp do danej gry miał zostać zablokowany aż do połączenia się z siecią. Byłby to kolejny krok w kierunku coraz bardziej wścibskich DRM-ów, których gracze mają po dziurki w nosie. Jeśli podzielacie te odczucia, macie szczęście, bo Sony szybko sprostowało sprawę.
W oświadczeniu wydanym mediom (m. in. GameSpotowi) firma zapewniła, że zabezpieczenie będzie o wiele mniej rygorystyczne, niż spodziewali się tego zmartwieni internauci.
Gracze nadal mają dostęp do zakupionych przez siebie gier, tak jak zawsze. Wymagana jest jednorazowa procedura sprawdzenia licencji przez internet; po niej nie są konieczne żadne inne.
Wychodziłoby na to, że na razie nie czeka nas aż tak uciążliwa aktualizacja systemu bezpieczeństwa, ale kilka szczegółów nadal się nie zgadza. Liczni użytkownicy dostarczyli dowody na istnienie licznika mierzącego „ważność licencji” zakupionych gier. Możliwe, że jest to próba ochrony przed nadużyciami systemu zwrotów. Trudno powiedzieć, co kombinuje Sony, bo informacje ze strony firmy są zdawkowe i takie zapewne zostaną. Podobną oszczędnością słów – a właściwie milczeniem – wykazała się na temat dynamicznego dostosowywania cen i promocji, które gracze odkryli jakiś czas temu.
Z jednej strony trudno dziwić się, że Sony chce przeciwdziałać wszelkiego rodzaju cwaniactwu, z drugiej mogą na tym ucierpieć niewinni użytkownicy. Dla większości pozostanie online nie będzie problemem, ale z pewnością istnieją gracze, którzy mają trudność z uzyskaniem stałego połączenia z siecią. To jeden z wielu powodów, dla których DRM budzi kontrowersje i tak prawdopodobnie zostanie jeszcze przez długi czas.

W takiej formie to mi wygląda bardziej próbę zastawienia sideł na pudełkowców. Skoro pobieram kupioną cyforwo grę z internetu to wydaje mi się, że jej weryfikacja DRM jest całkowicie zbędna. Z kolei gra na płycie nigdy nie wymagała dostępu do neta…
Sideł na pudełkowców? Że dzięki tej zmianie ja i wielu innych zrezygnujemy z gier w pudełkach i będziemy kupować tylko cyfrówki? No nie, tak nie będzie.
Nie, że w jakiejś tam przyszłości przyszłości nie będzie to miało kompletnie znaczenia czy kupiłeś pudełko czy w cyfrze, bo uruchomienie gry będzie musiało przejść przez jakąś tam sprawdzajkę na serwerach Sony. Mogę się oczywiście mylić, ale to tymbardziej wymóg DRM byłby dla mnie niezrozumiały, gdyby miałby on dotyczyć tylko i wyłącznie ludzi, którzy kupują cyfry, bo dla nich konieczność połączenia z netem wydaje się mniej uciążliwa.
Prędzej w ogóle zrezygnują z wydań pudełkowych niż będą się bawić w sprawdzanie licencji z płyty. Grę z płyty uruchomisz tylko jeden raz w danym momencie i po zwrocie nie możesz grać. Przy cyfrowych już tak nie jest bo na jednej kopii może grać w tym samym momencie kilka osób. Do tego jeśli była faktycznie możliwość obejścia zabezpieczenia i po zwrocie gra zostawała na konsoli to tego dotyczyła ta zmiana. Czyli w zasadzie nie jest to obecnie wielki problem, bo po tych 14 dniach licencja jest dożywotnia i można grać offline. Czy to się kiedyś zmieni? Może, ale na razie na szczęście nie ma tragedii. Ale w przypadku płyt nic takiego nie ma sensu, chyba że by chcieli uwalić rynek wtórny i przypisywać licencję płyty do konta. Ale wtedy odpada całkowicie gra offline, bo każda gra wymagałaby podłączenia do netu przy instalacji. Na PS5 już tak nie będą robić, a co wymyślą przy PS6 to się okaże.
Nie wymagała i nie będzie wymagać, bo w przypadku wydań fizycznych licencja jest przypisana do konkretnego nośnika. Jest więc wręcz przeciwnie: to zwolennicy wydań cyfrowych powinni się zastanowić, czy nie lepiej wrócić do „pudełek”, tym bardziej, że są tańsze.