Twórca Wardogs twierdzi, że GTA 6 jest… za tanie. „Rockstar miał szansę podnieść poprzeczkę”
GTA 6 nie przestaje wzbudzać kontrowersji i oburzenia graczy. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że edycja kolekcjonerska (choć nie wiem, czy można ją tak w ogóle nazwać) będzie kosztować jedyne 1740,99 zł – prawdziwa okazja! Na dodatek będziecie mogli naprawdę nacieszyć się i pobawić gadżetami, bo nie będziecie mieć nic innego do roboty – kolekcjonerka bowiem nie zawiera w sobie gry. Szczerze mówiąc, polecam zamiast tego wydać takie pieniądze np. na 20 tytułów indie.
Są jednak tacy, którzy uważają, że Rockstar powinien być jeszcze bardziej chciwy. Joe Brammer, szef studia Bulkhead odpowiedzialnego za grę Wardogs, wypowiedział się właśnie na temat ceny GTA 6. Według niego produkcja powinna kosztować znacznie więcej, żeby mogła ustanowić nowy standard cenowy dla całej branży (mimo iż i tak kosztuje 80 dolarów).
Gry są za tanie, a koszty produkcji za wysokie. GTA 6 miało szansę podnieść poprzeczkę, ale tego nie zrobiło, więc będziemy się dalej kręcić w kółko. Właśnie zapłaciłem 30 funtów za podróż pociągiem w jedną stronę, a Wardogs kosztuje 36,99 funta…
Nie wiem, jak wy, ale ja mam nieco inny, szalony pomysł: może zamiast podnosić ceny gier, starajmy się obniżyć koszty produkcji? I nie, broń boże nie mam tu na myśli wykorzystywania AI, tylko zwyczajnie lepsze zarządzanie projektami i ludźmi. Clair Obscur: Expedition 33 czy teraz The Blood of Dawnwalker pokazały, że wcale nie trzeba budżetu z kosmosu, by zrobić solidne doświadczenie przypominające (a często nawet przewyższające) wiele gier z segmentu AAA.
I jasne, przyznaję, że jestem tu wobec Brammera złośliwy i nieco wyolbrzymiam jego słowa, ale jednak uważam, iż po prostu nie tędy droga. Jakiś czas temu mówił o tym zresztą sam Jason Schreier, który zwracał uwagę na to, że budżety gier AAA robią się już niebezpieczne. Wiele studiów z segmentu AA pokazuje nattomiast, że kluczem nie jest podnoszenie cen gier, a lepsze zarządzanie projektem. To, o czym mówię, dobrze obrazuje chociażby niedawny przypadek Wolverine’a, który mógł kosztować nawet 300 milionów dolarów, a jednak zupełnie nie widać po nim takiego budżetu.
Cala branża by zyskała gdyby tylko Brammer nie kupował w Starbucksie i robił sam sobie kanapki zamiast jeść na mieście.
Chciałem kupić Wardogs, ale za każdym razem jak ten pacjent wylewa na nas swoje mądrości to dopisuję sobie tylko kolejne powody, żeby jego, jego studia i ich produkcji nie wspierać.
Brammer też sobie może śmiało „podnieść poprzeczkę”. Co się będzie oglądał na jakieś tam GTA? Przecież nie ma jakiegoś ogólnobranżowego nakazu, że nikt nie może ustalić ceny powyżej „standardu”. Niech śmiało zrobi krok w świetlaną przyszłość branży i wyceni Wardogs na 200 dolców. A, i niech nie zapomni kazać dopłacić tym, którzy wcześniej zdążyli kupić grę taniej, albo niech spadają na drzewo.
Tak krotki tweet, a tyle zawartego w nim pier*olenia, że nawet nie wiem gdzie zacząć. Ale w skrócie:
Reasumując – niech se podniesie cenę do 100 euro czy ile tam uważa, że gry powinny kosztować. Jak to mówią „rynek zweryfikuje”.
Ps. A miałem nawet polecić ziomkom te Wardogsy, żebyśmy sprawdzili w jakiś weekend. Chyba jednak przejdziemy się, pociągiem, w góry.
W sumie nie myli się. W porównaniu z innymi rzeczami gry są rzeczywiście tanie. Porównajcie sobie wzrost cen chociażby biletów do kina a gier na przestrzeni lat, i na ile czasu starczają.
Moim zdaniem gra powinna kosztować tyle ile jej wyprodukowanie plus marża. 😀
Tylko w przypadku kina wszystkie koszty seansu są po stronie kina – dbanie o sale, koszty energii związane z projekcją, klimatyzacja itd. Wiec wszystkie koszty podwyżek ponosi kino, co odbija się na cenie dla klienta – w przypadku gier cały koszt „odtworzenia” gry jest po stronie klienta, a jak wiemy koszt ten rośnie kosmicznie w ostatnich miesiącach. TCO grania więc rośnie, chyba nawet bardziej diametralnie niż ceny biletów do kina.
No dobra ale koszty produkcji gry też rosną
A koszty produkcji filmów nie? Podejrzewam, że podobnie
W jednym rację ma: Rockstar powinien zawołać 200 dolców za edycję standard i 500 za edycję Premium. 😀
Taaak, to jest przykład odklejenia…
Oczywiście kiedy zestawi się cenę gry z absurdalnymi kosztami komunikacji w UK, można sobie różne rzeczy wnioskować, tylko warto sprawdzić, czy aby używa się sensownej i uniwersalnej miary. A jeśli chce już stosować taką wykładnię, to niech porówna koszt transportu publicznego w Polsce oraz UK i proporcjonalnie obniży cenę gry u nas.
Jak najbardziej za dla wyższych cen gier. Koszty też powinny być jeszcze wyższe. Konsumenci i branża wytrzyma. Na pewno. Wcale nie zmierza w kierunku, gdzie w pewnym momencie wszystko po prostu je… gruchnie 😉
Parafrazując pewną panią zapytaną podczas tankowania o ceny paliwa: niech sobie podnoszą, ja tam zawsze kupuję za 20 zł. 🙂
(edytowano)
I szybciej zatankujesz za te 20 zł. Żyć nie umierać.
Oczywiście, że mogliby zawołać nawet $250. Polacy płacą prawie po 300 zł za nowe gry, co stanowi 4% średniego wynagrodzenia netto, amerykanie $70, co daje ~1.5% średniej krajowej netto. Polski przykład dobrze pokazuje, że można z graczy wycisnąć więcej!
A ze Szwajcarów to już w ogóle, bez problemu gry tam by mogły kosztować 200 CHF.
Na szczęście kupuję gry w tanich sklepach i po obniżkach. Oczywiście zdarzało się kupić grę tuż po premierze, ale rzadko. Z reguły czekam na sensowne komentarze o grze, a nie oceny,z których nic nie wynika, czy komentarze, że gra to gówno.
Dlatego pan Prezes Firmy chce żeby to inna gra „ustanowiła standardy”, a on będzie potem miał wymówkę że „takie są realia rynku” i nic się na to nie da poradzić. 😀