Valve przyznaje, że na rynku komponentów jest źle. „Szczerze mówiąc, sytuacja staje się nieustannie coraz gorsza”

Valve przyznaje, że na rynku komponentów jest źle. „Szczerze mówiąc, sytuacja staje się nieustannie coraz gorsza”
Zawsze może być (jeszcze) gorzej.

Steam Machine wylądowało w rękach graczy i nie jest dobrze. Kwestie osiągów i możliwości Gabecube’a schodzą na drugi plan, kiedy podstawowym problemem pozostają pieniądze – urządzenie jest zbyt drogie.

Odpowiedzialna jest za to sytuacja na rynku podzespołów. Valve winne jest temu tylko częściowo, bo tak naprawdę nikt nie był w stanie przewidzieć, co się wydarzy i w którą stronę potoczą się sprawy, ale ktoś, kto zamierzał nam sprzedać urządzenie do grania chyba powinien bardziej przyłożyć się do predykcji. Tak czy siak, mleko już się wylało, a potem wylało się go jeszcze więcej kiedy wyszło na jaw, że Half-Life 3 miał być tytułem startowym Steam Machine, jednak sprzęt okazał się na to zbyt słaby.

Powrót do normalności w kwestii cen komponentów teoretycznie naprawiałby przynajmniej jedną stronę problemu, ale w rozmowie z Jasonem Schreierem, Yazan Aldehayyat, inżynier w Valve snuje raczej smutną wizję przyszłości. Jego zdaniem nieustannie pogarszająca się rzeczywistość w hurcie będzie widoczna dla nas dopiero za jakiś czas:

Szczerze mówiąc, sytuacja staje się nieustannie coraz gorsza. To, co ludzie teraz widzą na półkach sklepowych, według naszych obserwacji odzwierciedla stan w dostawach hurtowych z opóźnieniem 3-6 miesięcy.

Yazan Aldehayyat, inżynier w Valve

Na tym etapie Steam Machine pozostanie raczej ciekawostką dla największych entuzjastów lub niedzielnych graczy, którym niedoskonałości stosunkowo mało wydajnego sprzętu nie będą przeszkadzać w tym, by cieszyć się z możliwości łatwego dostępu do gier na telewizorze w salonie – sądząc po słowach inżynierów Valve, właśnie w takim celu powstał Gabecube.

Aktualnie firma stara się odpowiedzieć na zapotrzebowanie i próbuje nie myśleć o przyszłości. Pracownicy nie posługują się konkretnymi danymi odnośnie do liczby sprzedanych egzemplarzy, ale przyznają, że sukces Steam Machine nie jest z tym związany. Nie siedzę Gabenowi w kieszeni, ale może tak być – Valve ma tłustą prowizję z każdej sprzedanej na Steamie gry, więc bardziej interesuje ich raczej ściąganie kolejnych osób do pecetowego ekosystemu, co częściowo załatwiło im już Sony, a częściowo robią to sami, np. poprzez SteamOS i Protona, pozwalającego odpalać na Linuksie tytuły projektowane z myślą o Windowsie.

Valve gra w długą grę i najwyraźniej ma plan na przyszłość. Tylko czy w obliczu nieprzewidywalności rynku zepsutego przez bańkę AI będzie w niej miejsce na Steam Machine 2, kolejnego Steam Decka lub w ogóle rozwijanie segmentu sprzętowego? A może moce przerobowe pójdą w ciągle majaczący na horyzoncie gaming w chmurze?

Skomentuj