Football Manager 26 miesiąc po premierze to wciąż wersja beta. Na razie szkoda na tę grę czasu [RECENZJA]

Football Manager 26 miesiąc po premierze to wciąż wersja beta. Na razie szkoda na tę grę czasu [RECENZJA]
Avatar photo
Tomasz "Ninho" Lubczyński-Wojtasz
Dałem nowemu Football Managerowi naprawdę duży kredyt zaufania – z graniem poczekałem aż zakończy się przedpremierowa beta, później spędziłem przy nowej produkcji Sports Interactive około 50 godzin, nim uznałem, że czas na recenzję. Konkluzja pozostała niestety taka sama jak po pierwszym kwadransie – to edycja do pominięcia, która powinna mieć na stałe przypiętą łatkę early accessu.

Nie ukrywam, że kiedy w kwietniu wygrałem upragnioną Ligę Mistrzów ze Stalą Brzeg (o czym możecie przeczytać tutaj), nie mogłem się doczekać premiery nowego FM-a. Pomimo tego, że po pominięciu edycji 25 – co było ze wszech miar właściwą decyzją – na twórców wylało się wiadro pomyj. Nie za sam fakt skasowania gry, ale sposób komunikacji. Dość napisać, że firma zdążyła otworzyć preordery, by następnie milczeć przez długie miesiące, a wreszcie podjąć decyzję o anulowaniu FM-a 25. 

Wystosowane zostały przeprosiny, obiecano skupienie się na szlifowaniu tego, co już wypracowano i wypuszczeniu edycji nowej generacji do końca 2025 roku. Już wówczas zaufanie fanów zostało mocno nadszarpnięte, ale nie będę tego przesadnie roztrząsał, szczególnie że zrobiłem to już w felietonie, który znajdziecie tutaj. 

Kolejnych kilka miesięcy developmentu dawało nadzieję, że otrzymamy produkt dopracowany, będący faktycznie największym przełomem w Football Managerze od lat. Ostatecznie to, co zobaczyliśmy 4 listopada, można uznać za punkt zwrotny dla serii, jednak niekoniecznie taki, jakiego wszyscy oczekiwaliśmy. Wprawdzie rzeczywiście równie dużych zmian nie widzieliśmy w serii od lat, ale w tym wypadku nowe okazało się wrogiem dobrego – co piszę po około 50 godzinach z nowym FM-em. Grze dałem naprawdę spory kredyt zaufania, postanowiłem podejść do przemodelowanego interfejsu bez uprzedzeń i nie dałem się zniechęcić wszędobylskim bugom. Bardzo chciałem polubić tę odsłonę. I prawie mi się udało.

Beta wiecznie żywa

Po pierwszej styczności z nowym FM-em zacząłem się zastanawiać, w jakim stanie musiała być poprzednia, skasowana odsłona, skoro ta „dopracowana” wersja, na którą kazano nam czekać dłużej, jest w tak opłakanym stanie. Kilkudniowy wczesny dostęp przerodził się w bug hunting, a gracze zapłacili, aby móc wykonać pracę działu QA. Tysiące zgłoszonych błędów, kilkaset poprawek w szybkich hotfiksach – tak nie powinien wyglądać wczesny dostęp na kilka dni przed wydaniem pełnoprawnej gry. 

Nawet po oficjalnej premierze bugów wciąż nie brakowało – a i dzisiaj, gdy piszę te słowa pod koniec listopada, w FM-ie 26 roi się od błędów. Od silnika meczowego, przez absurdalne problemy z interfejsem (w tym jego skalowaniem), na niespodziewanych crashach gry kończąc. Twórcy ponownie nie potrafili ponadto zarządzać komunikacją jak przystało na firmę, której istnienie opiera się na „współpracy” z hardkorowymi, wieloletnimi fanami. Za najlepszy przykład skrajnego braku wyczucia uznaję artykuł z oficjalnej strony FM-a. Zaproponowano w nim, by wypróbować grę z kontrolerem – był to bolesny policzek potwierdzający kierunek serii.

Console edition

Zgadza się – przerobienie całego interfejsu tak, by wieloletni pecetowi gracze nie potrafili odnaleźć się w nim przez pierwszych kilkanaście godzin, było próbą rozszerzenia grupy odbiorców. Nie ma w tym nic złego, wszak od lat Sports Interactive wypuszczało uproszczoną wersję FM-a na smartfony i konsole. Problem w tym, że odbyło się to kosztem tych, którzy wiernie trwają przy – głównie komputerowej, podkreślmy – serii od kilkunastu lat.

Może bym to nawet przeżył, gdyby nowy UI wyglądał nowocześnie i ładnie, a nie tanio i plastikowo. Może machnąłbym ręką, gdyby okazał się ultraintuicyjny po paru dniach grania. Może przekonałbym się do niego, gdyby nie został zaimplementowany w zupełnie amatorski sposób – kolory czy ułożenie elementów można uznać za kwestię gustu, ale źle wyrównane linie, niemieszczący się i wychodzący poza ikonki tekst czy dziesiątki innych tego typu baboli, to po prostu amatorszczyzna, do której FM mnie nie przyzwyczaił. 

Co do intuicyjności, to miałem nieodparte wrażenie, że cały interfejs zaprojektowany został przez osoby niemające nigdy bezpośredniej styczności z Football Managerem. Najlepszym tego przykładem jest zmiana sposobu działania spacji – do tej pory pozwalała przechodzić do kolejnej wiadomości w skrzynce odbiorczej, a dopiero następnie przewijała czas do przodu. Może i brzmi to jak niewielka rzecz, ale wyraźnie pokazuje (podobnie jak wiele innych zmian) jedno – projektanci UI nie wiedzieli, że w grze, której gameplay loop opiera się w dużej mierze na przechodzeniu między menusami, każde kliknięcie powinno być odczuwane jak przedłużenie ręki domorosłego menedżera. 

Wiele wyjaśnia lista outsourcingowa – prace nad UI zlecono polskiemu The Knights of U, tj. firmie najbardziej znanej z optymalizacji i ogarnięcia programistycznego bałaganu, jakim przed premierą było Disco Elysium. Trudno zakładać, że wśród kilku osób z tego wciąż niewielkiego studia znalazł się zagorzały fan FM-a i to widać. Inna sprawa, że nie tłumaczy to wszystkich innych UI-owych niedoróbek, a także tego, że odpowiedniego feelingu powinien dopilnować ktoś z SI!

Doświadczenie użytkownika

Żebyśmy mieli jasność – problemem nie jest przesunięcie belki z lewej strony na górę ekranu. Chodzi o to, że po miesiącu z grą wciąż nie umiem się w niej odnaleźć. Przyzwyczaiłem się do układu, umiem w miarę po nim nawigować, ale momentami wciąż się gubię, bo całości brakuje tego flow i automatyzmu, które po parunastu godzinach obcowania oferowało dawne menu. Czekałem, aż ten efekt się pojawi, przez 50 godzin, mogę więc chyba z całą odpowiedzialnością założyć, że moje wrażenia nie ulegną zmianie ani za kolejne 50, ani za 500. Więc tak – do UI można przywyknąć, ale nie zapewnia ono dobrego user experience.

A to sprawia, że zamiast przeszukiwać kolejne zakładki w poszukiwaniu pomocnych informacji, w pewnym momencie po prostu wciskamy spację, na czym cierpi oczywiście narracja i world building, za które w Football Managerze odpowiedzialny w dużej mierze jest sam gracz. To odbiorca zawsze wyciągał z danej kariery dokładnie tyle pod względem „fabuły”, ile chciał – a w przypadku FM-a 26 tej chęci po prostu nie ma. 

Muszę jednak zaznaczyć, że mój sejw Perugią wspominam całkiem nieźle – w 50 godzin udało mi się rozegrać pełny sezon, awansować do Serie B i przejść przez cały okres przygotowawczy przed startem rozgrywek drugiej ligi włoskiej. Nie ukrywam, że były momenty, gdy bawiłem się dobrze, a i w interfejsie o dziwo tkwi jakiś potencjał – część zmian w obrębie niektórych menusów jest bowiem zdecydowanie na plus względem poprzedniczek. Problem w tym, że są one pogrzebane pod błędami projektowymi w kwestiach fundamentalnych, a także pod ogólnym niechlujstwem, jakim cechuje się warstwa UI.

Piękno brzydoty

O ile wobec interfejsu byłem sceptyczny od pierwszych zapowiedzi, to do zmiany w prezentacji meczów podchodziłem z optymizmem. Koniec końców wychodzi jednak na to, że silnik jest w zasadzie ewolucją tego z ubiegłej edycji, a całkowicie nowa okazała się tylko oprawa. Na pierwszy rzut oka widać, że względem poprzedniczek to spory skok jakościowy. Problem w tym, że jednocześnie nie ma się czym zachwycać, bo taką grafikę oglądaliśmy w Fifie czy Pro Evolution Soccer przed niemal dwoma dekadami. Inna sprawa, że we wcześniejszych odsłonach przedstawienie było nieco bardziej umowne, co pozwalało utrzymywać pewnego rodzaju iluzję, podczas gdy teraz realizm utrudnia zawieszenie niewiary. 

W moim odczuciu, choć zabrzmi to absurdalnie, mecze wyglądają brzydziej. Nie różnią się przesadnie od prezentacji spotkań w trybie „kulkowym”. Ten jest dostępny cały czas – podczas skrótów widzimy na dużym przyspieszeniu, jak zawodnicy konstruują kolejne akcje, a tylko te ważniejsze są pokazywane na właściwym silniku. To mile widziana nowość, szkoda jednak, że odebrano nam m.in. heatmapy czy możliwość wykrzyczenia uwag z linii bocznej, co sprawia, że brakuje nieco kontroli nad spotkaniem.

Zdecydowanie więcej wpływu mamy jednak przed meczem – w końcu możemy zaaranżować dwa ustawienia dla drużyny w zależności od tego, czy utrzymujemy się przy piłce, czy próbujemy ją odzyskać. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, by ustawiać drużynę w ataku 3-5-2, a w defensywie np. cofać wahadłowych i przechodzić na piątkę obrońców. Możliwości taktyczne wzrosły, a wraz z nimi znaczenie zawodników wszechstronnych – defensywny pomocnik, potrafiący grać na prawej lub środkowej obronie, okazał się moim must have. To sprawia, że zupełnie nowej głębi nabrały również okienka transferowe – trzeba bowiem myśleć wielotorowo i dalekosiężnie. 

Futbolowa pycha

Być może właśnie takiej szerszej perspektywy zabrakło Sports Interactive. Największym grzechem nie są bowiem ani bugi, których nie brakowało w pierwszych tygodniach po premierze każdego dotychczasowego FM-a, ani też zmiany same w sobie. Zdecydowanie istotniejszą kwestią wydaje mi się to, jak bardzo przeszacowano ślepą miłość hardkorowych, pecetowych fanów. Oceny na Steamie (w momencie pisania tych słów zaledwie 26,5% recenzji jest pozytywnych) i dyskusje na social mediach jednoznacznie wskazują, że większość nie będzie bezrefleksyjnie przyjmować tego, co zaserwuje SI. 

Oczywiście części wieloletnich graczy nowy FM przypadł do gustu – i bardzo dobrze. Sam nie mogę powiedzieć, że ta odsłona mi się nie podoba. To przyzwoita gra, w której dobre elementy zostały pogrzebane pod wieloma warstwami złych decyzji. Drzemie tutaj potencjał na coś znacznie więcej, jednak nim otrzymamy gotowy produkt, miną jeszcze – według mnie – dwie edycje. Być może wtedy, gdy nowa wizja okrzepnie i nabierze właściwych kształtów, będziemy mogli mówić o pełnoprawnym powrocie serii. A skoro już o tym mowa – ja chwilowo daję sobie spokój z nowym FM-em. A gdy już nadrobię inne zaległości growe z tego roku, to prędzej wrócę do starszych edycji niż najnowszej. 

Drogie Sports Interactive, dziękuję za możliwość uczestniczenia w testach beta. Dajcie znać, gdy wydacie pełną wersję. 

Ocena: 6

PODSUMOWANIE: Football Manager 26 nigdy nie wyszedł z wersji beta – poziom niedopracowania gry sprawia, że nie sposób uznać ją za pełnoprawny produkt. Poczekajcie rok, może dwa lata, aż skończy się ten early access.

Plusy:

  • możliwość ustawiania drużyny bez piłki
  • niektóre zmiany na plus
  • wciąż potrafi wciągnąć

Minusy:

  • niedopracowanie i niechlujność UI
  • zatrważająca liczba bugów
  • wcale nie tak atrakcyjna oprawa graficzna
  • konsolowość wersji PC
  • brak możliwości prowadzenia reprezentacji narodowych

Jedna odpowiedź do “Football Manager 26 miesiąc po premierze to wciąż wersja beta. Na razie szkoda na tę grę czasu [RECENZJA]”

  1. Super artykuł. Moetczyńskiemu nowa wersja się podoba, ale to straszliwy dylemat.

Skomentuj Stefan84 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *