Hellraiser: Revival – recenzja. Horror, który was zaskoczy, zniesmaczy, a na koniec złamie serce
W 1987 roku Clive Barker dał światu film „Hellraiser” na podstawie własnego opowiadania „The Hellbound Heart” (w Polsce znanego pt. „Powrót z piekła”). Dzieło to kojarzy się w pierwszej kolejności z Pinheadem, demonem ze szpilkami powbijanymi w głowę, daleko mu jednak do popularnych ejtisowych slasherów pokroju „Koszmaru z ulicy Wiązów” czy „Laleczki Chucky”. Wymyślona przez Brytyjczyka koncepcja cenobitów, aniołów bądź demonów nierozróżniających cierpienia od przyjemności, działa na wyobraźnię w znacznie głębszy sposób. I tak naprawdę nigdy nie została w pełni zrealizowana.
Choć pierwszy film okazał się sukcesem komercyjnym i artystycznym, Barker początkowo planował go jako jeszcze bardziej odjechany eksperyment oparty na tematyce sadomasochizmu. Kontynuacja – do której napisał scenariusz, lecz już jej nie wyreżyserował – wprowadziła do tego uniwersum niezwykle istotny labirynt cenobitów, jednak kolejne osiem (!) części to już zupełnie odrębne historie, a na większość z nich najlepiej spuścić zasłonę milczenia. Tym bardziej cieszy więc fakt, że w ostatnich latach marka odżyła na nowo. W 2022 roku dostaliśmy niezły reboot filmowy, zaś Hellraiser: Revival to udana kontynuacja pierwszych dwóch odsłon serii gier.

The box. You opened it. We came
Dzieło Saber Interactive się w tańcu nie certoli, za to jego bohaterowie – jeszcze jak! Już z intra dowiadujemy się, że Aidana i Sunny łączy szczególna więź wspomagana pewnymi substancjami oraz akcesoriami służącymi do zadawania bólu. W krajobrazie gamingowym po Cyberpunku 2077 czy Baldur’s Gate 3 odważne sceny seksu nie robią aż takiego wrażenia, jednak Hellraiser dorzuca do tego wątki sadomaso i gore’u, więc widoków rzadko spotykanych w tym medium nie brakuje. Trudno tu mówić o eksploatacji, bo taki też był literacki pierwowzór i jego ekranizacje, że o dużej części dorobku Barkera nie wspomnę. A pod tym wszystkim kryje się całkiem zgrabnie opowiedziana historia o miłości, poświęceniu i poznawaniu samego siebie.
Sunny w toku miłosnych uniesień otwiera słynną Kostkę LeMarchanda, a reszta przebiega według klasycznego schematu: przybywają cenobici z Pinheadem na czele (w tej roli powraca niepowtarzalny Doug Bradley), a dziewczyna zostaje rozerwana na strzępy łańcuchami. Z takim obrotem sprawy nie może się pogodzić jej ukochany, dobija więc targu z wysłannikami piekieł i rusza na krwawą krucjatę. Konstrukcja gry może przypominać nawet kultowe Clive Barker’s Undying. Tam załatwialiśmy kolejnych członków rodziny Covenantów, tutaj pozbywamy się specyficznych indywiduów wskazanych przez Kostkę (nazywaną teraz Kulminacją Genezy).

I choć to w pełni autonomiczna opowieść, nawiązania do pierwszych dwóch filmów są tu bardzo wyraźne. Jednego z bossów ewidentnie wzorowano na pewnym bohaterze, a do przedstawionego w „dwójce” labiryntu regularnie powracamy. Nie myślcie jednak, że Revival to jakiś walking sim…
We’ll tear your soul apart!
…bo to przede wszystkim nastawiony na akcję klasyczny survival horror z widokiem FPP. Mocno inspirowany nowożytnymi odsłonami Resident Evila, do tego zaskakująco kompetentnie przygotowany. Grając na normalu, początkowo odnosiłem wrażenie, że dość łatwy, ale z czasem poziom trudności wzrastał i wymagał z mojej strony więcej kombinowania. Nigdy nie poczułem się jednak traktowany niesprawiedliwie. Oprócz szerokiego arsenału broni palnej i białej należy używać mocy Kostki – pozwalającej przesuwać pewne obiekty, w tym te ostre i zadające obrażenia, czy podpalać wrogów – a także korzystać z uwarunkowań środowiskowych. Takie rażenie prądem chociażby nieraz umożliwia zaoszczędzenie cennej amunicji.

Zwiedzając siedziby kultów, nocne kluby czy po prostu nawiedzone lasy, zachęcani jesteśmy nie tylko do kolejnych starć, lecz także do satysfakcjonującej eksploracji, oferującej nowe przedmioty czy ulepszenia. Każda taka lokacja ma swoje wyznaczone miejsca zapisu (bez większego znaczenia, bo na normalu dysponujemy też mnóstwem autosejwów) oraz sklepikarkę – lekcję z projektowania klasyki gatunku uznaję więc za odrobioną wzorowo. Dodatkowe punkty doliczam za pomysłowe zagadki – szczególnie przypadło mi do gustu układanie Kostki LeMarchanda w odpowiednie wzory. A żebyśmy się nie znudzili formułą, czekają nas powroty do labiryntu, spokojniejsze fragmenty oparte na poznawaniu kontekstów fabularnych oraz liczne sekwencje ucieczek.
Wszystko to składa się na ekscytującą i zróżnicowaną mieszankę gameplayową. Czuć momentami ograniczony budżet, szczególnie w nieco drewnianych modelach postaci, ale przez większość czasu chciałem ocenić grę na solidną ósemkę… Aż trafiłem do rozdziałów końcowych.

We have such bugs to show you
To niesamowite, że cała produkcja sprawiała wcześniej wrażenie dopracowanej technicznie i pozbawionej odczuwalnych błędów, a potem od pewnego momentu zalała mnie bugami wszelkiej maści. Nagle moja postać zaczęła utykać w ścianach albo trafiać do miejsc, z których nie dało się wyjść. Mapa wskazywała wciąż przedmioty, które dawno temu zebrałem, głos w cutscenkach zanikał, a przeciwnicy zatrzymywali się w miejscu. Restart checkpointu zawsze pomagał, ale z jednym bossem musiałem się srogo namęczyć, bo moja postać ciągle się zawieszała z bandażem w ręku podczas leczenia i nie mogłem już atakować. Trzeba więc wypatrywać patchy, jednak nie wszystko da się tak łatwo naprawić.
Względem bossów też miałem bowiem coraz bardziej mieszane uczucia. Pod koniec doświadczamy regularnego recyclingu i powracających potyczek z zabitymi wcześniej niemilcami. Mimo że jako takie były zaprojektowane całkiem ciekawie, czułem już w pewnym momencie zmęczenie materiału. Dodając do tego bezwstydne zasypywanie gracza coraz liczniejszymi hordami przeciwników, trudno pozbyć się wrażenia, że Hellraiser: Revival wypadłby o wiele lepiej, gdyby skrócić go przynajmniej o jeden rozdział. Gra i tak zajęła mi 15 godzin, a w ten sposób można by było ją dopracować i może nawet wzbogacić bardziej rozbudowanym systemem decyzyjnym. Bo niby czekają na nas dwa zakończenia, ale zależą one wyłącznie od finałowego wyboru – wystarczy więc załadować ostatni sejw, by sprawdzić to drugie.

Część graczy zapewne może się także poczuć znużona ciągłymi powrotami do labiryntu, w którym uciekamy przed cenobitą szczękającym zębami. Osobiście nie miałem z tymi fragmentami problemu: zrobiono je w taki sposób, by bardziej trzymały w napięciu, niż irytowały. No i samego Chatterera wykonano świetnie, włączając w to sound design. Szkoda, że nie wszyscy jego koledzy zostali tak potraktowani.
Your suffering will be legendary, even in Hell
„Ujrzałem przyszłość horroru. Na imię jej Clive Barker” – taki cytat ze Stephena Kinga umieszczono na pierwszym wydaniu „Ksiąg krwi” brytyjskiego artysty. Nie odważę się na podobne stwierdzenie wobec Revivala, ale mimo wszystko myślę, że wielu twórców niedogotowanych survival horrorów AA czy symulatorów chodzenia z domieszką skradania marzyło o takim właśnie tytule. Pod tym względem najświeższe dzieło Saber Interactive może stanowić nowy wyznacznik dla gier ze średniej półki, nawet jeśli to studio też nie ustrzegło się pewnych problemów.
Jednocześnie mam silne przeczucie, że ta opowieść o Pinheadzie dołączy do najlepszych gradaptacji filmowych marek i będzie w przyszłości wymieniana jednym tchem z Alien: Isolation, The Chronicles of Riddick: Escape from Butcher Bay czy South Parkiem: The Stick of Truth. Miłośnikom twórczości Barkera nie muszę jej polecać, niezdecydowanym powiem jeszcze tylko, że grę bardzo sprawiedliwie wyceniono. Na Steamie zapłacimy za nią 150 zł bez jednego grosza, na konsolach da się ją dorwać jeszcze taniej. Zachęcam, ale poczekajcie najpierw na patche.
W Hellraisera: Revival graliśmy na PS5.
OCENA: 7
PODSUMOWANIE: Niespodziewanie udany survival horror godnie reprezentujący i rozbudowujący markę Hellraiser. Trochę na siłę przeciągnięty, do tego nie brakuje w nim bugów, ale zapewnia mnóstwo satysfakcji, serwując przy tym widoki, jakie rzadko można uświadczyć w grach.
PLUSY:
- celnie uchwycone sedno Hellraisera;
- potwory i lokacje utrzymane w duchu pierwowzoru;
- rozsądnie wyważony poziom trudności;
- duża różnorodność gameplayowa;
- solidna rozgrywka na kilkanaście godzin.
MINUSY:
- liczne bugi w ostatnich rozdziałach;
- odczuwalnie przeciągnięta rozgrywka.

Wyśmienicie, od lat zbieram się do powrotu do swiata Hellraisera (za szczeniaka obejrzalem pierwsze 6 dostępnych wtedy filmów i rzeczywiście 5 i 6 już nawet nie pamiętam…), więc moze w tym sezonie halloweenowym obejrzę sobie w końcu reboot i dorzucę grę do chciejlisty?
Ja nie rozumiem, czemu zupełnie ignorujecie fakt, że stojący za grą Saber Interactive, przez lata miał swój oddział w Petersburgu. Co może nie było by tak karygodne, bo weszli tam w 2001, gdyby nie to, że siedzieli tam aż do tego roku. Wyszli dopiero jak smród zrobił się nie do zniesienia, a przecież po drodze był jeszcze 2014 rok i wszystko to co działo się po nim.
Dlatego nie rozumiem tej niekonsekwencji, że z jednej strony (słusznie) ignorujecie takie rzeczy jak Escape from Tarcov, z drugiej w stosunku do niektórych jesteście wyjątkowo pobłażliwi.
Tymczasem firmy takie jak Saber powinniśmy wszyscy objąć „sankcjami konsumenckimi”, niezależnie od tego jak dobre są ich produkcje. Robimy (słusznie) wielki dym o crunch, czy zwolnienia, ale współpraca ze zbrodniczym reżimem i naszym największym wrogiem, to już nie jest jednoznaczny powód do ostracyzmu. Jest tyle innych wartościowych gier, że na takie „poświęcenie” możemy sobie wszyscy pozwolić.
O, ciekawe, nie zdawałem sobie sprawy. Rzeczywiście gdzieś zgubiła się chyba konsekwencja – słusznego skądinąd – bojkotowania kacapskich produkcji, może warto żeby redakcja trochę to wyprostowała
Też długo nie wiedziałem, ktoś gdzieś wrzucił w komentarzu, zdaje się pod Space Marine 2. Sprawdziłem i niestety wszystko się zgadza.
Dostojewskiego można czytać jak coś? On nie przepadał za Polakami jeszcze przed wojną. To można go czytać, czy kacapskie? A Tołstoja można czytać?
Jeśli widzisz analogię między czytaniem Dostojewskiego a mniej lub bardziej bezpośrednim finansowym wspieraniem reżimu putinowskiego, to myślę że Grand Prix na festiwalu Mistrzów Małego Rozumku masz gwarantowane.
Tylko udajesz, czy serio aż tak nie ogarniasz?
(edytowano)
Mmm lewactwo.. być może tu uznano że gra jest tak dobra i ciekawa, gdy idzie o markę, że można o niej szepnąć słowo. Nawet jak studio mieściło dotychczas w Petersburgu, to kto wie może jakiś Ukrainiec lub Żyd tam pracował a tyle wystarczy by móc powiedzieć coś dobrego.
Rosjanie też się splakali, że Stalker 2 nie miał języka rosyjskiego a jednak grali z tego co kojarzę
W zasadzie nie wiem co na tak durnego posta odpisać, sorry.
Lewactwo – określenie używane przez ułomne istoty na wszystko czego nie rozumie. Tymczasem głosuje na „prawcatwo” z poziomem polityki socjalnej której Marx z Leninem by się nie powstydzili.
Szczerze mowiac mam to gdzies. Gdybym mial ignorowac produkcje firm ktore maja oddzialy albo siedziby w krajach ktore angazowaly sie w wojny, lub nadal wspieraja inne kraje oskarzane o ludobojstwo, to omineloby mnie zbyt duzo dobrych gier z GTA6 wlacznie.
(edytowano)
Tak…Reprezentujesz właśnie tą najbardziej żenującą wersję konsumpcjonizmu. Właśnie taka postawa zgubi zachód. Pewnie jeszcze masz się za patriotę, choć to już może ten stan, w którym trochę własnej przyjemności, jest w stanie wygrać z dowolną kwestią.
Jestem przynajmniej konsekwentny prawdopodobnie w przeciwienstwie do ciebie. Przejmujesz sie tym co zlego dzieje sie u sasiada ale dalej juz nie. Radosnie zagrasz sobie w GTA6 i Phantom Blade Zero nie przejmujac sie w ktorych krajach znajduja sie firmy ktore to tworza i jaka te kraje prowadza dzialalnosc na arenie miedzynarodowej.
Akurat w żadną z tych gier nie zagram, ale z innych powodów. A przejmuje się głównie naszą sytuacją, bo jesteśmy w stanie wojny hybrydowej z Rosją z rosnącym potencjałem na przejście w stan wojny klasycznej. I to nie tylko dezinformacja, czy ataki hakerskie, ale też fizyczne działania. Od 2022 na terenie naszego kraju przeprowadzono kilkadziesiąt potwierdzonych aktów sabotażu. No ale po co zaprzątać sobie tym głowę…
Pytanie kto za tym stoi, czyli komu zalezy zeby wciagnac nas do wojny. Rosji ktora nie moze sobie poradzic z Ukraina ? Watpie.
Rosja nie jest krajem funkcjonującym zgodnie ze standardami racjonalnego myślenia. Próby racjonalizowania zachowania Rosji to podstawowy problem i słabość zachodu w relacjach z nią.
W zasadzie Rosję najlepiej opisuje pewna chińska opowieść o Żabie i skorpionie.
„Pewnego dnia skorpion chciał przedostać się na drugi brzeg rzeki. Poprosił żabę, aby go przewiozła na swoim grzbiecie.
— Jaką mam pewność, że mnie nie ukąsisz? — zapytała żaba.
— Gdybym cię ukąsił, oboje byśmy utonęli. Dlaczego miałbym to zrobić? — odpowiedział skorpion.
Żaba uznała, że jego argument ma sens, i zgodziła się mu pomóc.
W połowie rzeki skorpion nagle ukąsił żabę. Jad zaczął działać, a oboje znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
— Dlaczego to zrobiłeś? — zapytała żaba. — Teraz zginiemy oboje!
Skorpion odpowiedział:
— Przykro mi. Taka jest moja natura.
I oboje zniknęli pod powierzchnią wody.”
Nie ma żadnego spisku, jest tylko natura Rosji.
(edytowano)
Zgadzam sie ze Rosja jest odklejona ale podobnie mozna powiedziec o Ukrainie ktora nie dala za wygrana i za wszelka cene stara sie ja pokonac albo pojsc razem na dno. Pokoj dla nikogo juz tam nie jest opcja i kazda ze stron jest zdolna do wszystkiego. Wiec ja bym nie zwalal wszystkiego tylko na Rosje bo taka ma nature.
Jaki pokój? Od kiedy Rosja chce pokoju?
https://monitorwolynski.com/storage/news_image/main/n_1652879880.jpg
Możesz spiracić jeśli ta gra Ci się tak podoba i chcesz zagrać. Finansować ich nie wypada.
Jest to jakieś wyjście z sytuację, dla tych, którzy nie mogą wytrzymać.
CD-Action od dwóch lat robi tutaj podwójne standardy i hipokryzje.
(edytowano)
Przyznaję, że może trochę nie chciałem widzieć… Może w związku z bojkotem pewnych produkcji, obdarzyłem redakcję przesadnym kredytem zaufania? Dużo też wynika z czystej nieświadomości, jak w przypadku Saber, gdzie dowiedziałem się stosunkowo niedawno temu.
Ale saber chyba po wybuchu pelnoskalowej jednak od razu zaczął się wychodzic, w 2024 już chyba całkiem. A proces produkcji gry już chyba całkiem poza RU I nie wspiera w żaden sposób podatkami reżimu itp. Czy się mylę? W tym wypadku już bym tak bardzo nie przesadzał mimo, że sam jestem za banowaniem ruskich. Po 2014 sytuacja jednak była mocno skomplikowana – fanem Rosji nie jestem ale też ciężko wymagać, żeby wszyscy już wtedy stamtąd spieprzali bo inaczej świat powinien banować, to nie było takie proste. A współzałożycielem saber byl też Amerykanin prawda? Anyway dla mnie gra jest chyba zbyt chorym gownem i tak:)
Inwazja na Ukrainę zaczęła się w 2014 roku, Saber nie miał z.tym problemu, potem konflikt był zamroczony, a w okupowanych terytoriach działy się straszne rzeczy, Saber taż nie miałam tym problemu. Oficjalnie zakończyli działalność na miejscu i sprawdzaali studio w tym roku.
A z banowaniem Rosji, to nawet nie chodzi o solidarność, moralność, czy inne. To po prostu nasza racja stanu. Nas pewnie Rosja nie zaatakuje, ale taka Łotwe to już mocno prawdopodobne,. To zaś na jedno wychodzi, bo będziemy musieli się w to włączyć, a wtedy rakiety poleca na nasze miasta.
Po 2014 jeszcze cały świat współpracował, był cyrk z zielonymi ludzikami to prawda, ale cały świat udawał, że jeszcze nic się nie dzieje. Rozumiem, że wtedy saber miał robić łańcuchowe środy i pracownicy w geście protestu się przypinać do latarni na placu czerwonym?;) Przypominam, że grono założycieli było mieszane, też z US. Tej gry nie robią Rosjanie a i sam saber się wyniósł i nie wspiera reżimu podatkami, mi to wystarczy. Na podobnej zasadzie nie mam problemu ze Slaughter to prevail. A co do Rosji to mam nadzieję, że tam jebnie wszystko w końcu jednak, ze 3/4 populacji wymaga twardego resetu, ale też jak wszędzie są ok Ruskie jak Głuchowski, Kasparow czy wielu innych z tych znanych i oby tacy stanowili tam kiedyś większość. Ale niestety mięsa frontowego to mają tam na lata jeszcze, a społeczeństwo przeżarte propagandą do cna.
Skoro Tobie wystarcza, że ostatecznie pod naciskami inwestorów firma odsprzedaje swój oddział, w czwartym roku pełnoskalowej inwazji (i 12 wojny) i już nie współfinansuje machiny wojennej wrogiego nam imperium (choć jeszcze do niedawna to robiła), to gratuluję. Ciekawe czy będziesz tak samo wyrozumiały, kiedy gruchną w nas pierwsze bomby lub efekty trwającej wojny hybrydowej dotkną bezpośrednio Ciebie?
🤦
Odpowiadając ikonka zasłaniająca oczy, niechcący trafnie zdiagnozowałeś swoją postawę. „Dont look up”
Obrażanie się na Mudnfish, Owlcat (choć w ich wypadku bardziej słusznie, bo jednak postawa jednego z leadów rzutuje na studio), AIHASTO, Saikono czy Odd Meter jest bezsensowne.
Może bardziej powinniśmy się obrażać na naszych „możnowładnych” bo jednak ich decyzje mają większy wpływ na kondycje i finanse Kremla niż to czy jakieś studio z Rosji (które w wielu przypadkach nie popiera „operacji specjalnej” – ale w tamtym kraju ludzie nie mówią takich rzeczy głośno bo jednak spokojne życie jest cenniejsze niż bezsensowna śmierć) dobrze lub źle sprzeda swoją grę.
Ale why not both?
Ignorują bo poza paroma krzykaczami ta informacja tak naprawdę nikogo nie obchodzi. I taka jest prawda. Poza tym robione jest to wybiórczo bo takie Owlcat Games nadal jest zlewane, tak samo Battlestate Games i jego Escape from Tarkov. Pewnie mógłbym tak jeszcze wymieniać. Ale wiadomo, dostało się np. twórcom Atomic Heart za prokomunistyczna grę, ale jak zwykle internetowi napinacze nie podumali i nie znali tytułu w którym to system jest krytykowany w trakcie fabuły. A wracając do takich Owlcatów to wiadomo, jest spoko bo „hehe fantasy i miliardy możliwości budowy postaci” czy bo robią Warhammera.
Czym są „sankcje konsumenckie” na międzynarodowym konglomeracie który ma studia w wielu krajach – a to konkretne ma swoje siedziby w Belgradzie, Nowym Sadzie i Sarajewie (no Rosja jak się patrzy) – w obliczu 21.3 miliardów przychodu z gazu i ropy które wpłynęły do rosyjskiego budżetu z Europy – bo pewne kontrakty muszą być wypełnione.
Przykład bardzo źle ukierunkowanego aktywizmu.
To nie aktywizm. W czasach przedrewolucyjnych funkcjonowało powiedzenie „kapitalista sprzeda nam sznur na którym go powiesimy” . Stwierdzenie to trafia w sedno pewnego mindsetu, który z pewnymi przesunięciami wpisuje się także w społeczeństwo nastawiona na konsumpcję. Rzeczony kapitalista także mógł „racjonalizować”, że przecież „sznur” mogą kupić gdziekolwiek.
Skala wpływu nie ma znaczenia, bo założeniem jest sumowanie się działań. Tym bardziej przy takiej skali „poświęcenia”, która ogranicza się do niekupienia jakiegoś produktu.
Ale to trzeba mieć zryty beret, żeby takie coś produkować i w to grać.
„nierozróżniających cierpienia od przyjemności”— oni to rozróżniają, Kocie.
Tylko stwierdzili, że łatwiej stymulować mózg przez zadawanie bólu…
Byciem toksykami nic nie osiągniecie. Życzenie jak najgorzej developerowi, wyzywanie i nawoływanie do piracenia to incelowskie zachowanie, opamiętajcie się.
Masz rację, trzeba być radosnym i pozytywnym, a świat będzie lepszy…
Z ciekawości tu wlazłem pierwszy raz i już gownobirza o politykę!
Weźcie to pobanujcie niech idą na xksa toczyć swoje wojenki
Gry to ma być odskocznią od problemów dnia codziennego
Życie ro polityka, możesz chować głowę w piasek, ale od tego polityka nie zniknie. Jeśli zaś gry, to dla Ciebie wyłącznie „odskocznia od problemów dnia codziennego”, to cóż… Graj zatem i nie zawracaj głowy.
To, dlaczego nie piszemy o Owlcat, tłumaczyłem już wielokrotnie – to kwestia pracujących wewnątrz studia leadach o otwarcie antyukraińskich postawach. Koniec kropka.
Gry rosyjskie nie są u nas zbanowane, każdy przypadek rozpatrujemy indywidualnie.
Poza tym radziłbym zajrzeć do credistów Hellraisera i zobaczyć, skąd pochodzą jego twórcy – w przeciwieństwie do Space Marine 2 nie jest to Rosja. Za Hellraisera odpowiadają serbski i bośniacki oddział Sabera, znany pod nazwą Mad Head Games.
Zanim więc usłyszę ponownie zarzuty o hipokryzję, brak konsekwencji itd., to prosiłbym jednak o double check.
(edytowano)
Otóż to, róbcie double check i nie podejmujcie pochopnych decyzji. Kto jak kto, ale Karol Laska coś o tym wie, haha.
Dzięki za wyjaśnienie!
A to nie jest jednak zaklinanie rzeczywistości, że lewa ręka niewinna, tego co robi prawa? Wysoki sądzie, ja nic nie zrobiłem, to tylko moja prawa ręka.
Lewa reka jest zawsze niewinna tego co robi prawa. Impuls nerwowy idzie z mozgu.
Słusznie zauważyłeś, ale wyciągnąłeś niewłaściwe wnioski. Człowiek jak i firma stanowią całość, a o działaniach poszczególnych kończyn czy filii, decyduje zarząd a więc głowa. Nie ma więc znaczenia która filia, co produkowała, bo nad wszystkim stoi ten sam organ decydujący, a odpowiedzialność ponosi całe ciało, a nie kończyna która dokonała jakiegoś aktu.
Ale ja tu wcale zadnych wnioskow nie wyciagalem tylko odnioslem sie do faktu ze lewa reka jest niewinna.
A jak juz mowimy o glowie to ta znajduje sie od poczatku do chwili obecnej w USA. W Rosji mieli swoje oddzialy i zaplecze ale sie wycofali po wybuchu wojny i tyle. Nie widze powodu zebym mial z tego powodu nie zagrac w Hellraisera. Poza tym Saber wspolpracowalo tez niedawno z CD Project przy porcie Wiedzmina 3 to wg Twojej logiki ta gre tez trzeba ignorowac bo mieli wspolprace z Saber.
Ograłem demko. Mocna rzecz. Na pewno nie każdemu podejdzie, głównie ze względu na wszechobecną makabrę. Ale w końcu to horror.