Hellraiser: Revival – recenzja. Horror, który was zaskoczy, zniesmaczy, a na koniec złamie serce

Hellraiser: Revival – recenzja. Horror, który was zaskoczy, zniesmaczy, a na koniec złamie serce
Wciąż nie mogę uwierzyć, że to się do tego stopnia udało. Revival jest nie tylko pełnoprawnym survival horrorem AA, bijącym na głowę ostatniego Silent Hilla, lecz także godnym rozszerzeniem uniwersum Hellraisera. I jedną z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się tej marce.

W 1987 roku Clive Barker dał światu film „Hellraiser” na podstawie własnego opowiadania „The Hellbound Heart” (w Polsce znanego pt. „Powrót z piekła”). Dzieło to kojarzy się w pierwszej kolejności z Pinheadem, demonem ze szpilkami powbijanymi w głowę, daleko mu jednak do popularnych ejtisowych slasherów pokroju „Koszmaru z ulicy Wiązów” czy „Laleczki Chucky”. Wymyślona przez Brytyjczyka koncepcja cenobitów, aniołów bądź demonów nierozróżniających cierpienia od przyjemności, działa na wyobraźnię w znacznie głębszy sposób. I tak naprawdę nigdy nie została w pełni zrealizowana.

Choć pierwszy film okazał się sukcesem komercyjnym i artystycznym, Barker początkowo planował go jako jeszcze bardziej odjechany eksperyment oparty na tematyce sadomasochizmu. Kontynuacja – do której napisał scenariusz, lecz już jej nie wyreżyserował – wprowadziła do tego uniwersum niezwykle istotny labirynt cenobitów, jednak kolejne osiem (!) części to już zupełnie odrębne historie, a na większość z nich najlepiej spuścić zasłonę milczenia. Tym bardziej cieszy więc fakt, że w ostatnich latach marka odżyła na nowo. W 2022 roku dostaliśmy niezły reboot filmowy, zaś Hellraiser: Revival to udana kontynuacja pierwszych dwóch odsłon serii gier.

Hellraiser: Revival

The box. You opened it. We came

Dzieło Saber Interactive się w tańcu nie certoli, za to jego bohaterowie – jeszcze jak! Już z intra dowiadujemy się, że Aidana i Sunny łączy szczególna więź wspomagana pewnymi substancjami oraz akcesoriami służącymi do zadawania bólu. W krajobrazie gamingowym po Cyberpunku 2077 czy Baldur’s Gate 3 odważne sceny seksu nie robią aż takiego wrażenia, jednak Hellraiser dorzuca do tego wątki sadomaso i gore’u, więc widoków rzadko spotykanych w tym medium nie brakuje. Trudno tu mówić o eksploatacji, bo taki też był literacki pierwowzór i jego ekranizacje, że o dużej części dorobku Barkera nie wspomnę. A pod tym wszystkim kryje się całkiem zgrabnie opowiedziana historia o miłości, poświęceniu i poznawaniu samego siebie.

Sunny w toku miłosnych uniesień otwiera słynną kostkę LeMarchanda, a reszta przebiega według klasycznego schematu: przybywają cenobici z Pinheadem na czele (w tej roli powraca niepowtarzalny Doug Bradley), a dziewczyna zostaje rozerwana na strzępy łańcuchami. Z takim obrotem sprawy nie może się pogodzić jej ukochany, dobija więc targu z wysłannikami piekieł i rusza na krwawą krucjatę. Konstrukcja gry może przypominać nawet kultowe Clive Barker’s Undying. Tam załatwialiśmy kolejnych członków rodziny Covenantów, tutaj pozbywamy się specyficznych indywiduów wskazanych przez Kostkę (nazywaną teraz Kulminacją Genezy).

Hellraiser: Revival

I choć to w pełni autonomiczna opowieść, nawiązania do pierwszych dwóch filmów są tu bardzo wyraźne. Jednego z bossów ewidentnie wzorowano na pewnym bohaterze, a do przedstawionego w „dwójce” labiryntu regularnie powracamy. Nie myślcie jednak, że Revival to jakiś walking sim…

We’ll tear your soul apart!

…bo to przede wszystkim nastawiony na akcję klasyczny survival horror z widokiem FPP. Mocno inspirowany nowożytnymi odsłonami Resident Evila, do tego zaskakująco kompetentnie przygotowany. Grając na normalu, początkowo odnosiłem wrażenie, że dość łatwy, ale z czasem poziom trudności wzrastał i wymagał z mojej strony więcej kombinowania. Nigdy nie poczułem się jednak traktowany niesprawiedliwie. Oprócz szerokiego arsenału broni palnej i białej należy używać mocy Kostki – pozwalającej przesuwać pewne obiekty, w tym te ostre i zadające obrażenia, czy podpalać wrogów – a także korzystać z uwarunkowań środowiskowych. Takie rażenie prądem chociażby nieraz umożliwia zaoszczędzenie cennej amunicji.

Hellraiser: Revival

Zwiedzając siedziby kultów, nocne kluby czy po prostu nawiedzone lasy, zachęcani jesteśmy nie tylko do kolejnych starć, lecz także do satysfakcjonującej eksploracji, oferującej nowe przedmioty czy ulepszenia. Każda taka lokacja ma swoje wyznaczone miejsca zapisu (bez większego znaczenia, bo na normalu dysponujemy też mnóstwem autosejwów) oraz sklepikarkę – lekcję z projektowania klasyki gatunku uznaję więc za odrobioną wzorowo. Dodatkowe punkty doliczam za pomysłowe zagadki – szczególnie przypadło mi do gustu układanie kostki LeMarchanda w odpowiednie wzory. A żebyśmy się nie znudzili formułą, czekają nas powroty do labiryntu, spokojniejsze fragmenty oparte na poznawaniu kontekstów fabularnych oraz liczne sekwencje ucieczek.

Wszystko to składa się na ekscytującą i zróżnicowaną mieszankę gameplayową. Czuć momentami ograniczony budżet, szczególnie w nieco drewnianych modelach postaci, ale przez większość czasu chciałem ocenić grę na solidną ósemkę… Aż trafiłem do rozdziałów końcowych.

Hellraiser: Revival

We have such bugs to show you

To niesamowite, że cała produkcja sprawiała wcześniej wrażenie dopracowanej technicznie i pozbawionej odczuwalnych błędów, a potem od pewnego momentu zalała mnie bugami wszelkiej maści. Nagle moja postać zaczęła utykać w ścianach albo trafiać do miejsc, z których nie dało się wyjść. Mapa wskazywała wciąż przedmioty, które dawno temu zebrałem, głos w cutscenkach zanikał, a przeciwnicy zatrzymywali się w miejscu. Restart checkpointu zawsze pomagał, ale z jednym bossem musiałem się srogo namęczyć, bo moja postać ciągle się zawieszała z bandażem w ręku podczas leczenia i nie mogłem już atakować. Trzeba więc wypatrywać patchy, jednak nie wszystko da się tak łatwo naprawić.

Względem bossów też miałem bowiem coraz bardziej mieszane uczucia. Pod koniec doświadczamy regularnego recyclingu i powracających potyczek z zabitymi wcześniej niemilcami. Mimo że jako takie były zaprojektowane całkiem ciekawie, czułem już w pewnym momencie zmęczenie materiału. Dodając do tego bezwstydne zasypywanie gracza coraz liczniejszymi hordami przeciwników, trudno pozbyć się wrażenia, że Hellraiser: Revival wypadłby o wiele lepiej, gdyby skrócić go przynajmniej o jeden rozdział. Gra i tak zajęła mi 15 godzin, a w ten sposób można by było ją dopracować i może nawet wzbogacić bardziej rozbudowanym systemem decyzyjnym. Bo niby czekają na nas dwa zakończenia, ale zależą one wyłącznie od finałowego wyboru – wystarczy więc załadować ostatni sejw, by sprawdzić to drugie.

Hellraiser: Revival

Część graczy zapewne może się także poczuć znużona ciągłymi powrotami do labiryntu, w którym uciekamy przed cenobitą szczękającym zębami. Osobiście nie miałem z tymi fragmentami problemu: zrobiono je w taki sposób, by bardziej trzymały w napięciu, niż irytowały. No i samego Chatterera wykonano świetnie, włączając w to sound design. Szkoda, że nie wszyscy jego koledzy zostali tak potraktowani.

Your suffering will be legendary, even in Hell

„Ujrzałem przyszłość horroru. Na imię jej Clive Barker” – taki cytat ze Stephena Kinga umieszczono na pierwszym wydaniu „Ksiąg krwi” brytyjskiego artysty. Nie odważę się na podobne stwierdzenie wobec Revivala, ale mimo wszystko myślę, że wielu twórców niedogotowanych survival horrorów AA czy symulatorów chodzenia z domieszką skradania marzyło o takim właśnie tytule. Pod tym względem najświeższe dzieło Saber Interactive może stanowić nowy wyznacznik dla gier ze średniej półki, nawet jeśli to studio też nie ustrzegło się pewnych problemów.

Jednocześnie mam silne przeczucie, że ta opowieść o Pinheadzie dołączy do najlepszych gradaptacji filmowych marek i będzie w przyszłości wymieniana jednym tchem z Alien: Isolation, The Chronicles of Riddick: Escape from Butcher Bay czy South Parkiem: The Stick of Truth. Miłośnikom twórczości Barkera nie muszę jej polecać, niezdecydowanym powiem jeszcze tylko, że grę bardzo sprawiedliwie wyceniono. Na Steamie zapłacimy za nią 150 zł bez jednego grosza, na konsolach da się ją dorwać jeszcze taniej. Zachęcam, ale poczekajcie najpierw na patche.

W Hellraisera: Revival graliśmy na PS5.

hellraiser: Revival – ocena i podsumowanie

OCENA: 7

PODSUMOWANIE: Niespodziewanie udany survival horror godnie reprezentujący i rozbudowujący markę Hellraiser. Trochę na siłę przeciągnięty, do tego nie brakuje w nim bugów, ale zapewnia mnóstwo satysfakcji, serwując przy tym widoki, jakie rzadko można uświadczyć w grach.

PLUSY:

  • celnie uchwycone sedno Hellraisera;
  • potwory i lokacje utrzymane w duchu pierwowzoru;
  • rozsądnie wyważony poziom trudności;
  • duża różnorodność gameplayowa;
  • solidna rozgrywka na kilkanaście godzin.

MINUSY:

  • liczne bugi w ostatnich rozdziałach;
  • odczuwalnie przeciągnięta rozgrywka.

Dołącz do dyskusji