Już nie potrzebuję Uncharted – będę mieć polskiego Tomb Raidera. Moje wspomnienia z dzieciństwa zyskały nowy wymiar [GAMESCOM 2026]
Przeczytaj także:
Tomb Raider z 1996 to jedna z pierwszych gier, które zobaczyłem w swoim życiu, gdy po paru latach od premiery patrzyłem, jak mój tata pływa pod wodą w jakiejś jaskini, a potem walczy z wilkami – wydawało mi się to fotorealistyczne! Do dziś wspominam pierwsze przygody Lary bardzo ciepło, ale zdaję sobie sprawę, że „nieco” się już zestarzały, dlatego z dużym entuzjazmem zareagowałem na zapowiedź „odświeżenia” tego kultowego tytułu (twórcy, jak ognia, unikają określenia „remake”).
Jestem zachwycony
Podczas targów Gamescom 2026 mogłem obejrzeć mniej więcej 30 minut rozgrywki z Tomb Raider: Legacy of Atlantis. Już na pierwszy rzut oka widać, że twórcy postawili na znacznie więcej elementów platformowych niż np. w serii Uncharted. To bardziej rozbudowane i wierniejsze korzeniom podejście, oddające zręcznościowe DNA, które seria z Larą Croft miała w sobie od zawsze. Poziomy są teraz mocniej rozbudowane i wyglądają trochę tak, jakby ktoś wziął te małe, ograniczone lokacje z pierwowzoru i zbudował je na miarę moich wyobrażeń z dzieciństwa. Sam platforming ma być bardzo różnorodny, od tego przyklejonego do ściany, bezpiecznego (znanego z Uncharted i nowych Tomb Raiderów), po bardziej swobodny, przypominający parkour z gier Assassin's Creed.

Narracyjnie dzieje się tu naprawdę sporo, więcej niż w oryginale. Mamy najazdy kamery na rozległe mapy, napiętą atmosferę zagrożenia podczas poszukiwania skarbów przeplataną żartami rozluźniającymi atmosferę, co czasem daje klimat przypominający właśnie Uncharted. Wybaczcie tyle porównań z tą serią, ale one nasuwają się same po obejrzeniu tego gameplayu (i to dobrze, bo uwielbiam przygody Nathana Drake’a).
Klasyka przeplata się z nowoczesnością
Tomb Raider: Legacy of Atlantis bazuje na fundamentach sprzed trzech dekad i (jak twierdzą sami developerzy) pokazuje ten świat takim, jaki sobie pierwotnie wymarzono. Bardzo mi się to podoba, bo widać, że ludzie pracujący nad projektem naprawdę znają i kochają tę serię, adaptując ją do realiów 2026 roku. Do dyspozycji oddadzą nam także sporo strojów z całej historii marki, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie i ubrać Larę dokładnie tak, jak lubi i pamięta.
System walki zapowiada się na coś zupełnie innego niż ten z najnowszej trylogii, bo na miks klasycznych odsłon ze współczesnymi grami akcji. Będzie tu sporo strzelania, ale twórcy uspokajają, że Tomb Raider nie zamieni się w Call of Duty. W grze jest sporo sekwencji QTE, co pewnie znajdzie zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Lara dostała też opcjonalny skaner otoczenia, ułatwiający orientację w bardziej złożonych lokacjach.

Unreal Engine 5 nie będzie dla twórców problemem
Od początku zwróciłem też uwagę na śliczną oprawę graficzną, może nie na poziomie Indiany Jonesa, ale i tak robi wrażenie, także podczas przerywników filmowych. Szczególnie dobrze prezentuje się oświetlenie oparte o technologię Lumen – buduje klimat odpowiedni dla przygody w dżungli, a nasza archeolożka zwiedza lokacje, pełne detali i różnych wymyślnych elementów otoczenia. Także animacje głównej bohaterki prezentują się świetnie i są bardzo rozbudowane. Lara ma rozległy arsenał ruchów, parkour wygląda naturalnie i całość naprawdę sprawia wrażenie, jakbyśmy sterowali postacią z filmu, a nie gry.
Otoczenie jest mocno interaktywne, wiele elementów można dotknąć i wykorzystać, a same zagadki wydają się o wiele ciekawiej pomyślane i zakrojone na znacznie szerszą skalę niż w te z 1996 roku. Developerzy zapewnili mnie też, że od dawna pracują z Unreal Engine'em i twierdzą, że dobrze znają ten silnik, więc nie powinno być problemów z optymalizacją w dniu premiery (ale o tym dopiero się przekonamy).

Do premiery niedaleko, a nie można było zagrać
W tym morzu pozytywnych emocji jest też miejsce na łyżkę dziegciu – w Tomb Raider: Legacy of Atlantis nie dało się zagrać podczas targów Gamescom. Do dyspozycji dziennikarzy był wyłącznie pokaz, na którym mogliśmy oglądać jak Michał Kuk z Flying Wild Hog przechodzi demo na naszych oczach.
To o tyle niepokojące, że mówimy przecież o grze, która ma zadebiutować już za mniej więcej pół roku. Nie wiadomo więc czy to kwestia braku odpowiedniego buildu, czy też może faktu, że tytuł czeka jeszcze sporo poprawek i w obecnym stanie raczej nie chciano dawać dziennikarzom dostępu do nieukończonej wersji gry. Być może wszystko jest w porządku i Tomb Raider: Legacy of Atlantis wyjdzie w lutym przyszłego roku, w dobrym stanie, ale na razie ciężko to ocenić. Na rynku brakuje obecnie „nowego Uncharted”, jest wyraźna susza w tego typu grach przygodowych (mimo bardzo dobrego Resonance), a to, co zobaczyłem na pokazie, prezentowało się naprawdę świetnie. Szkoda tylko, że sam nie mogłem zagrać.

Nie wiem, czemu nagminnie porównuje się TR do Uncharted. Ok, też jest zręcznościowe skakanie i bieganie, ale takie Uncharted 4, to jest zupełnie inna galaktyka jeśli chodzi o fabułę, czy budowę świata. Fabuła U4 jest często aż nieprzystająca do lekkiej formuły rozgrywki, relacje między braćmi zarysowane są świetnie, bohaterowie mają jakąś głębię, ich motywację są dobrze zarysowane. Fajnie zdobione są także relacje między głównym bochatarem a jego żoną. Oczywiście to nie poziom dobrego kinowego dramatu obyczajowego, ale cała trójka jest zdecydowanie jakaś. Świat gry zbudowany jest natomiast z ogromną atencją, detalem, urodą i stara się imitować prawdziwe miejsca. Mam tu na myśli to, że ruiny budynku wyglądają jak ruiny budynku, który pełnił jakąś funkcję, a nie tylko abstrakcyjną dekoracja. Zdążają się wyjątki, ale przeważnie iluzja jest utrzymywana.
TR to fabuły bardziej pretekstualne, które dla własnego dobra lepiej ignorować, niż próbować w nich znaleźć cokolwiek. Bohaterką jest papierowa i ma głębię drugoplanowej bohaterki horroru klasy B, która ginie w ciągu pierwszych 15 minut filmu. Świat gry wykonany jest znacznie oszczędniej w formie, a jego harakter przypomina bardziej dekorację w telewizyjnym reality show, zbudowana żeby stworzyć jakieś wyzwania dla uczestników. Mamy więc buzo zupełnie abstrakcyjnych obiektów, które zupełnie nie miałyby sensu realnie istniec.
Jest oczywiście kwestią indywidualną, czego kto oczekuje. Dla mnie seria TR zawsze była przez takie podejście zupełnie nieinteresująca. Pomijając zaszyty w grę seksizm który przeszkadzał mi już w czasach pierwszej odsłony serii, do grania zniechęcały mnie przede wszystkim to, że wszystko wydawało mi się zawsze w tej serii nieciekaw wydmuszką. Robiłem podejście do kilku części i zawsze odkładałem po kilku godzinach, bo nie chciało mi się dalej grać.
Oczywiście jeśli komuś powyższe nie przeszkadza, może pewnie dobrze się bawić, Uncharted 4 (jako pecetowiec nie grałem w poprzednie części) i seria TR, to mimo podobieństw na pierwszy rzut oka zupełnie inne gry, z zupełnie innym podejściem twórców i poziomem wykonania.
Nie widziałem przechodzenia wspomnianego demo, którego dotyczy artykuł, ale niewierze, żeby TR miało nagle aż tak bardzo się rozwinąć, aby choć zbliżyło się do poziomu tego co dostaliśmy od Naughty Dog.
No widzisz a dla uncharted jest wielka kupa i zostanie a TR rules
Przy TR bawiłem się bardzo dobrze, grałem w RotTR oraz SotTR bawiłem się bardzo dobrze. Gry na raz. Fabuła raczej nudna, w ogóle nie wciągała. Momentami wręcz przeciwnie chciało się przewinąć, jednak pomysł na gry doskonały.
Uncharted? Klasą, każda cut scenka powodowała, że chciało się więcej, rewelacyjne skrypty akcji, już chociażby akcja z pociągiem w U2, U4 to inny poziom, wiadomo to gra zdecydowanie młodszą od U2. Gameplay wygodny, w mojej ocenie tej grze niczego nie brakowało. Oddałbym wszystko (hehe) żeby wywaliło Neila i ND zaczęło robić gry jak kiedyś. Marzenie o U5.
Mnie się raczej wydaje, że ta gra będzie dużym rozczarowaniem. Nie widzę w prezentowanych materiałach nic śmiałego, nic oryginalnego.
Tomb Rider nie dorasta do pięt serii Uncharted 🤦♂️😂
Powiedzial fanboy ps 😂
Ale żeś błysnął, jak goła d..a zza krzaka.
Wizualnie to nawet Rise i Shadow wyglądają lepiej. Coś tu chyba nie pykło