Mam już dość tier list i poradników! Obsesja na ich punkcie może zepsuć radość z grania

Mam już dość tier list i poradników! Obsesja na ich punkcie może zepsuć radość z grania
Gracze lubią wyzwania – to rzecz oczywista. Możemy godzinami rzucać siarczystymi przekleństwami, ale gdy w końcu przebijemy się przez szczególnie uciążliwy fragment (niezależnie od tego, czy robimy to w grupie, czy solo), zostajemy obdarowani przez nasz mózg zastrzykiem dopaminy… albo uczuciem ulgi. Często, aby uprościć sobie życie, przeszukujemy sieć, żeby znaleźć najbardziej optymalne podejście i oszczędzić sobie ewentualnej frustracji. W końcu ktoś już dawno opracował „najlepszy” sposób przechodzenia danej gry, prawda?

Pamiętam moje uwielbienie z czasów dzieciństwa do wszelkiej maści poradników, solucji i tipsomaniaków, które dało się znaleźć w raczkującym w tamtym okresie internecie, a także na łamach np. CD-Action („Pomocna dłoń”). Oczywiście w początkach komunikacji między graczami natrafialiśmy też na wiele podwórkowych mitów i przykładów dezinformacji.

Nie, za ciężarówką w porcie miasta Vermilion wcale nie chował się Mew, najrzadszy z pokemonów, a wszystkie opowieści o spotkaniach ze smokiem w Morrowindzie to bujdy wyssane z palca. Były też oczywiście bardziej „suche” porady dotyczące optymalnej gry, zestawienia umiejętności, sprzętu czy ścieżek przejścia, ale mam wrażenie, że wtedy podchodziło się do tego wszystkiego jak do sugestii. Dzisiaj natomiast – w erze, w której każdy miał styczność z jakimś sieciowym multiplayerem – zewsząd atakują nas tier listy. I słowo daję, nie mogę już na nie patrzeć!

Fox w S-tierze

Uściślijmy jednak – sama tradycja tego rodzaju rankingowania wywodzi się z bijatyk i tego, w jaki sposób konkretne grywalne postacie plasują się w odniesieniu do innych. Przekaz jest łatwy i przejrzysty, zaczynamy od S na górze, schodząc aż do F (czyli w amerykańskim systemie szkolnym odpowiedniku naszej jedynki) i układając poszczególnych bohaterów w zgrabną drabinkę.

I chociaż to system z natury subiektywny, to bardzo często oparty na doświadczeniach turniejowych zawodników, mających pewną wiedzę na temat mechanik danego tytułu. Oczywiście raz na jakiś czas znajdzie się wspaniały szaleniec, który tier listę będzie miał za nic i zdominuje konkurencję słabszym wyborem, acz warto nadmienić, że często jego sukces w dużej mierze wynika z zaskoczenia i nieprzygotowania rywali.

Parsy, panie, Parsy

Dzisiaj jednak tego typu rankingi nie są już tylko domeną Tekkena i pokrewnych mu tytułów. Ba, nie dotyczą już wyłącznie rozgrywki multiplayerowej (czy gier w ogóle), przebiły się bowiem do ogólnej świadomości i od pewnego czasu mamy prawdziwą plagę układania za ich pomocą wszystkiego – od ulubionego odcinka serialu do toppingu na pizzy. I o ile autorzy takowych list nierzadko wykorzystują ów format ironicznie, w wielu wypadkach związanych akurat ze światami wirtualnej rozrywki, gdzieś po drodze zagubił się dystans.

Wśród sympatyków kooperacyjnych sieciówek panuje opinia, że granie źle lub nawet suboptymalnie to przykład kiepskiego internetowego savoir vivre’u czy wręcz pewnego sabotażu własnej drużyny. Sam nie do końca się z tym zgadzam, ale tego rodzaju presja otoczenia jest w przypadku wielu tytułów (głównie popularnych gier MOBA czy MMO) dość silna. Tutaj wyrocznią stają się właśnie tier listy, „oficjalne” poradniki na stronach z buildami, których źródła nie kwestionujemy, bo zakładamy, że przygotowały je osoby obeznane z tematem. No i okej, jeżeli ochoczo pakujemy się w ekosystem sieciówki, musimy przyjąć, że zgadzamy się tym samym na pewne panujące w społeczności warunki.

Można oczywiście debatować, czy faktycznie 0,01% zwiększonych obrażeń będzie mieć znaczenie na naszym poziomie gry (w końcu wiele z tych poradników prezentuje punkt widzenia elitarnej i bardzo hermetycznej grupy, jak np. „MythicowiRaidowcy” w World of Warcraft, stanowiący zaledwie ułamek mieszkańców Azeroth), bo optymalność nie zawsze równa się przyjemniejszemu obcowaniu z danym tytułem. Przynajmniej dla mnie. Znam jednak parę osób, które taką zegarmistrzowską precyzję przy śrubowaniu każdej statystyki uwielbiają i jest to dla nich absolutna podstawa dobrej zabawy. I hej, dopóki wszyscy możemy grać po swojemu, nie widzę tu żadnego problemu. Jednak gdyby to zjawisko kończyło się na multiplayerze, można by było zamknąć temat już teraz.

Zdążyć przed konkurencją!

Prawda jest tymczasem taka, że pogoń za optymalizacją przeniknęła również do gier singlowych – często takich, których nawet nie próbowano jakoś szczególnie zbalansować. Jak wspomniałem, lubimy podnosić poprzeczkę i jeżeli mamy tytuł, do którego wracamy okresowo, wiadomo, że będziemy szukać nowych sposobów na czerpanie z niego frajdy. Dla jednych będzie to osiągnięcie absolutnego mistrzostwa, dla innych zaś wykorzystanie każdej opcji, dialogu, broni. Zdarzają się też osoby poszukujące bardziej kreatywnych sposobów grania, stąd takie zjawiska jak speedruny czy różnorodne wyzwania, w których sami narzucamy sobie nowe, nieprzewidziane przez twórców zasady i stawiamy kolejne przeszkody.

Naturalnie nie ma w tym nic złego, na pewnym etapie „męczenia” danej produkcji przestajemy odkrywać rzeczy nowe, co ustępuje miejsca kreatywności w innych aspektach. Być może zaczniemy wtedy porównywać nasze wyniki czy czasy z innymi graczami i w ten sposób wprowadzimy element kompetytywny do miejsc, gdzie pierwotnie wcale go nie było. Umówmy się, takie Undertale czy Portal nie kojarzą się z rywalizacją z żywym przeciwnikiem, ale na stronach śledzących speedrunowanie można zobaczyć, że są całkiem popularne.

Oczywiście wybrałem dość skrajny przykład i wcale nie próbuję nikogo przekonać, że to zjawisko negatywne, bo lubię czasem obejrzeć starania kogoś, kto potrafi pokonać daną grę w rekordowym czasie lub z metaforyczną kotwicą uwiązaną u nogi. Wychodzą z tego naprawdę ciekawe inicjatywy, takie jak np. Games Done Quick, którego maratony mają naturę czysto charytatywną i każdego roku przyciągają rzesze widzów. Podejmowanie się tego typu przedsięwzięć to wprawdzie nie moja działka, niemniej oglądanie kogoś faktycznie wymiatającego to sama przyjemność!

Za mało „min” w min-maxingu

No dobra, a gdzie w tym wszystkim jakiś problem? Co zabawne, nie stanowią go weterani, lecz zwykli gracze, którzy oglądając różnego rodzaju (i kompetencji) ekspertów, próbują wystartować w nowym tytule z pozycji specjalistów, znając go tylko w teorii. Bardzo często odbijają się wtedy od danej produkcji, nie są skorzy do eksperymentowania i uważają te wszystkie „urozmaicenia” za domyślny poziom interakcji z owym dziełem. Znam osobiście przypadek, w którym ktoś zaczął swoją przygodę z Disco Elysium od wyciągnięcia pieniędzy z każdego możliwego źródła. Bo tak będzie optymalnie.

Dodam, że tego przejścia nigdy nie skończył. Mam wrażenie, że w obecnym klimacie wyskakujących na nas tier list i streamów, na których ktoś zalicza Dark Souls na macie tanecznej, wielu graczy przenosi ciężar konkurowania z inną osobą na zmaganie się z samym sobą. No bo przecież, jeżeli tamta dziewczyna z Twitcha mogła, to ja też mogę! I z jednej strony rzucanie sobie wyzwań leży w ludzkiej naturze, z drugiej – brak sukcesów niejednokrotnie przeradza się w frustrację i niechęć do siebie czy też pechowej dla nas gry.

Dlatego jestem tu po to, żeby powiedzieć, że nie każda rozgrywka musi mieć włączony ten nieszczęsny tryb Iron Mana, nie musicie czuć się w obowiązku platynowania osiągnięć, które nie sprawiają wam frajdy, a czasami niedorzeczny build, polegający na wsadzaniu enpecom do kieszeni dynamitu, może przynieść więcej radości niż najlepiej rozdane staty i optymalnie użyte przedmioty. Od czasu do czasu warto zamknąć ten czy tamten poradnik i zrobić coś na czuja lub podjąć kompletnie głupie decyzje. Akurat do tego drugiego gry są najbezpieczniejszą przestrzenią, gdzie nikt nie będzie nas oceniał. Nawet od zmagania się z własnymi słabościami trzeba czasem odpocząć!

19 odpowiedzi do “Mam już dość tier list i poradników! Obsesja na ich punkcie może zepsuć radość z grania”

  1. szczurwysyn 12 lipca 2026 o 12:30

    „Od czasu do czasu warto zamknąć ten czy tamten poradnik i zrobić coś na czuja lub podjąć kompletnie głupie decyzje.”

    Nie mam nic przeciwko tworzeniu poradników, ale dla mnie korzystanie z nich przed samodzielnym zagraniem i próba optymalizacji pierwszego przejścia gry, aby przypadkiem nie 'tracić czasu’ to zaprzeczenie grania. Gubienie się i odkrywanie wszystkiego własnoręcznie daje największą satysfakcję, więc gdzie ta strata?

  2. No, ciekawe czasy mamy. Choć, to też tak nie jest do końca, bo pamiętam za czasów Tekkena 7 na każdym turnieju grano Jackiem, Akumą, czy tymi nowymi z DLC i wszystkie YouTube’owe tier-listy pchały te postaci na S, z kolei casualowi gracze mojego pokroju masowo wybierali Katarinę, Eddiego i Lilly, którzy z kolei często byli na samym dole owych list. Ja walczyłem Heihachim, o którym mało kto pamiętał, że (wtedy) jeszcze żyje 😉 A ja go wybrałem tylko dlatego, że pamiętałem go dobrze z Tekkena 3 i nie chciało mi się uczyć combosów nową postacią. No i dostawałem oklep, ale to już chyba wina mojego skilla, a nie postaci 😉

    Co do gier single-playerowych, pełna zgoda. W zasadzie poradniki i solucje otwieram tylko dla gier typu point’n’click czy Tomb Raiderki, jak już godzinę spaceruję po tej samej planszy i za cholerę nie umiem znaleźć jakiegoś kluczowego przedmiotu.
    Swoją drogą, jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby skorzystać z poradników gdy pierwszy raz grałem w Dark Souls. W RPG’ach zawsze grałem złodziejem, więc tam też wybrałem taką klasę. Ludzie, myślałem wtedy, że ta gra jest zepsuta, każdy mój atak zadawał groszowe obrażenia. Wyobraźcie sobie jak wyglądały moje starcia z gargulcami gdy podchodziłem do nich ze sztylecikiem i nawet nie wiedziałem jak się upgrade’uje bronie. Dobre czasy.

  3. Amber Mozart 12 lipca 2026 o 13:39

    Poradniki są dla ludzi, co chcą przejść jak najszybciej i zagrać w coś innego. Kto nie chce niech nie korzysta, ale nie mówmy innym jak mają grać bo to ich sprawa

    • szczurwysyn 12 lipca 2026 o 14:59

      Pewnie, że każdy gra jak chce, ale komentować można, a nikt się tymi komentarzami nie musi przejmować.

      A granie z poradnikiem to nie jest właśnie takie upewnianie się jak masz grać? : ]

    • Jeśli najważniejsze w grze jest to, żeby przejść ją jak najszybciej, po to żeby nareszcie zagrać w coś innego, to jeszcze szybciej wyjdzie w ogóle w nią nie grać. Zajmie to dokładnie zero sekund, i zagrać w „coś innego” będzie można od razu, bez marnowania czasu.

      • Amber Mozart 15 lipca 2026 o 13:20

        dla Ciebie tak, dla kogoś innego nie. Jeden czyta książkę, inny streszczenie, jeszcze inny poczeka na ekranizację i wszyscy z nich są zadowoleni. A jeśli Ty nie jesteś to nie jest ich problem

  4. Trudno jest się nie zgodzić.
    O ile tier listy i poradniki są pomocne, to faktycznie stały się dziwnym wręcz „wymogiem” dla niektórych.
    I o ile single player to personalna sprawa – jak ktoś chce sobie optymalizować pierwsze przejście – jego sprawa. Sam czasem w przypadku niektórych gier mających więcej zakończeń lubię sobie w miarę bezspoilerowo sprawdzić gdzie zostawić sobie jakieś dodatkowe save’y „na później”, co można za optymalizację uznać.
    Natomiast nie trawię tier list w multi, a raczej traktowania ich jako prawdy objawionej.
    Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, co nigdy nie usłyszał w jakiejkolwiek grze słów w stylu „O nie, wybrałeś X, przez ciebie przegramy”, albo nie był świadkiem innych toksycznych zachowań w związku z tym, że ktoś wybrał jakąś postać/build/umiejętność itp.
    Zbyt wielu graczom wydaje się, że stosowanie się do zaleceń z tier listy – która jeśli nie jest oparta o dane IDzD to i tak odnosi się do absolutnie najwyższych dywizji rankingowych – jest absolutną koniecznością do „właściwej” gry. I to podejście niestety psuje zabawę innym (tym osobom z resztą też, ale jeszcze tego nie widzą).

  5. MisiuZbychu 12 lipca 2026 o 17:28

    Autor wzywa do czegos, co jest normalne i normalni ludzie wlasnie tak graja.
    Osobiscie olalem wszystkie osiagniecia, a frustrujace i za trudne gry spuszczam w kiblu, bo szkoda mi zdrowia (zalewanie sie kortyzolem przy czyms co ma dawac dopanine i za co sam placisz? Czysty debilizm!) i gram w to co mi poprawia nastroj i bawi.

    A psychopaci niech sie mecza w tym swoim soulsowym piekielku, zyja statystykami i graja jak tresowane pieski patrzac na te cale osiagniecia.
    Normalny gracz, ktorego bawia gry ma wyyebongo na to wszystko!

  6. NoLifeIsPower 12 lipca 2026 o 18:28

    Zgadzam się! Optymalizacja grania to rak toczący tę dziedzinę i to – niestety – od strony społeczności, a nie gigantów branży. Ja chcę móc popełnić błąd, wziąć bezużyteczną umiejętność i się o tym przekonać, choćby po to, by dowiedzieć się, jak twórcy tę grę zaprojektowali. Ogrywam ostatnio Gothica 2 NK i niemalże od każdego znajomego bez przerwy słyszałem, by zostać czeladnikiem u Bospera bo kasa kasa kasa, oraz żebym uczył się wszystkich możliwych skórowań zwierząt, bo też kasa. A ja mam to wszystko gdzieś. Roleplayuję. Chciałem zostać kowalem, więc jestem kowalem. Nauczyłem się wykuwania wszystkich mieczy do El Bastardo włącznie, mimo że gram pod dwurękę? Nauczyłem. I nie było mi szkoda punków nauki, zrobiłem to z samej ciekawości jakie tam miecze jeszcze będą do wykucia, a nie żeby ich używać czy coś.

  7. Hm mam styczność z tier listami i buildami np w hack n slashach bo zbytnio nie chce mi się rozkminiać tych masywnych drzewek rozwoju jak w Path of Exile ale nie popadam w obsesję na punkcie mety. Raczej wybieram build na zasadzie czy mi się podoba i zaciekawi niż jak bardzo jest mocny w obecnej aktualizacji.

    Prześladowania typu „zmień tą postać bo przegramy” kojarzą mi się z LoLem gdy nawet nie grałem rankedów tylko zwykłe mecze i od dawna już tej gry nie ruszam.

    Osiągnięcia w grach są mi obojętne. Gram ten content który mnie zaciekawi a na 100% każdego tytułu to życie za krótkie. Jak widzę mapy wypchane znacznikami, tablice pełne randomowych celów niezwiązanych z fabułą do zabicia jak w nowych Asasynach itp to przewracam oczami i skupiam się na fabule na tyle ile gra mi pozwala unikać grindu.

  8. Dla mnie najzabawniejszym przykładem optymalizacji grania pozostaje Elden Ring. Najpierw wszyscy zachwycali się tym, jak to gra „nie prowadzi za rękę”, czy „nie zaśmieca mapy znacznikami”, a chwilę później – dosłownie – przeciążali serwery serwisów z poradnikami. Bo ludzie lubią udawać ambitnych, ale tak naprawdę wolą chodzić na skróty. 🙂 To jak z chodnikami: nie ważne, jak gęstą sieć wybrukujesz, za chwilę pojawią się „dzikie” wydeptane ścieżki, bo idąc na przełaj można zaoszczędzić dziesięć sekund.
    Inna sprawa, że te wszystkie „buildy” i „tier listy” skutecznie wyleczyły mnie z gier kompetytywnych. Co z tego, że w teorii istnieją setki kombinacji, skoro i tak w ciągu maksymalnie kilku godzin od ostatniego patcha pojawi się zaktualizowana „meta”, do której siłą rzeczy trzeba będzie się dostosować?

    • Osobiście nie mam nic przeciwko „prowadzeniu za rękę” ale mapy za bardzo zawalone znacznikami wywołują efekt odwrotny właśnie od zamierzonego. Mogą przytłoczyć do takiego stopnia, że nie wiadomo za co się zabrać i interfejs gry staje się mało przejrzysty.

    • MisiuZbychu 13 lipca 2026 o 12:15

      Bo architekt jest debilem i robi chodniki po kwadracie na okolo zamiast po skosach albo drabinke.
      Wystarczy architekt nie debil (tym bym zabieral uprawnienia) i nie ma problemu.

  9. Płocki Bandyta 13 lipca 2026 o 13:46

    Uwaga, wiem jak to naprawić.
    Nie używaj ich.
    Pozdrawiam, mam nadzieje że pomogłem.

  10. Myślę, że to przejaw bardziej ogólnej kultury zapierdolu i konsumpcjonizmu, gdzie chcemy zdobyć i doświadczyć jak najwięcej, więc wszystko musi być szybkie, efektywne, produktywne. Nawet najzwyklejsze czynności jak spanie czy jedzenie muszą być zoptymalizowane i wymaksowane, i kończy się na tym, że człowiek który nie jest ciężko chory ani nie jest wyczynowym sportowcem używa tabel, wag, kalkulatorów i rozpisek do zwykłego żarcia. Z drugiej strony, potrzeba chyba specyficznego typu osobowości żeby się w to wkręcić i tacy ludzie są na szczęście w nielicznej mniejszości. W grach mogą być nadreprezentowani, bo w wielu z nich chodzi właśnie o bycie najlepszym, o wygrywanie.

  11. Maciejkamil 13 lipca 2026 o 22:02

    W punkt! W grze zawsze mogę się cofnąć do poprzedniego zapisu w razie czego albo w ogóle zacząć od nowa. Nie ukrywam: sam do tej pory przechodziłem gry typu fallout 1 czy kotor z poradnikiem. A teraz spróbuję bez i zobaczę co się stanie.

  12. Amber Mozart napisał(a):

    dla Ciebie tak, dla kogoś innego nie. Jeden czyta książkę, inny streszczenie, jeszcze inny poczeka na ekranizację i wszyscy z nich są zadowoleni. A jeśli Ty nie jesteś to nie jest ich problem

    A im głupszy tym bardziej ze swojego podejścia zadowolony…

    • Mam teraz zacząć się zastanawiać czy nie jestem debilem, bo żyję po swojemu? Naprawdę nie interesuje mnie jak żyją inni. Ich sprawa, ich problemy.

Skomentuj