„Nie mam do końca pomysłu, jak miałby wyglądać sklep z grami bez gier”. Tak lokalni sprzedawcy chcą przetrwać po decyzji PlayStation [TYLKO U NAS]
– Dzień dobry, sklep z grami.
– Dzień dobry, Karol Laska, redakcja CD-Action, ma pan chwilę na rozmowę?
– Raczej nie, cały dzień duży ruch, a o co chodzi?
– Pracujemy nad tekstem o tym, jak decyzja Sony o eliminacji wydań fizycznych może wpłynąć na lokalne sklepy z grami.
– To ja panu powiem w skrócie: chujowo.
W taki sposób przebiegła moja pierwsza rozmowa z kierownikiem jednego z miejscowych sklepów z grami. Zacząłem się po niej zastanawiać, czy aby na pewno pomysł wybadania nastrojów i planów rodzimych biznesmenów w obliczu decyzji PlayStation o tym, aby od 2028 zaprzestać produkcji wydań fizycznych, ma teraz sens. Bo Sony właśnie zdzieliło z plaskacza cały rynek wtórny i w tak świeżej sytuacji emocje mogą jeszcze brać górę nad próbą zapanowania nad nadchodzącym kryzysem.
Po wykonaniu kilkunastu telefonów do punktów handlowych z różnych stron Polski moja optyka jednak diametralnie się zmieniła. Zauważyłem, że każdego przedsiębiorcę owa wieść uderzyła w inny sposób i gdy część wydaje się do tej przemiany branżowej przygotowana, inni dopiero zaczynają zabierać się za procedury awaryjne, a garstka – raczej w geście rezygnacji – twierdzi, że zacznie się tym wszystkim martwić dopiero za rok.
Jak więc maluje się przyszłość sklepów growych? Czy już teraz powinniśmy przewidywać ich upadek, czy też same będą w stanie poradzić sobie z utrzymaniem się w i tak już niszowym środowisku? No i przede wszystkim – jak zamierzają to zrobić? Oto relacja prawdziwych pasjonatów oraz zaradnych sprzedawców, którzy od lat stanowili alternatywę dla cyfry, dawali nam możliwość uzupełniania fizycznych kolekcji, pozwalali na reselling i pomagali w oszczędzaniu kupy siana, sami uczciwie zarabiając, próbując ów system handlowy ustrukturyzować oraz uprościć.

Ach, i jeszcze jedno. Jeden z rozmówców szczerze wyznał:
– Nie chciałbym powiedzieć niczego, za co Sony mnie pozwie, a wolałbym jeszcze na spokojnie posprzedawać gry przez te 1,5 roku.
Dlatego też dla zachowania prywatności opinii oraz bezpieczeństwa biznesowych planów owych firm wspomniane w tekście sklepy i ich reprezentanci pozostaną anonimowi (z wyjątkiem paru screenów z ich stron internetowych i apelu na końcu, podpisanego za zgodą autora).
Armageddon do przewidzenia
Niezależnie od tego, z kim miałem okazję zamienić parę słów, wszyscy bez wyjątku przyznali, że spodziewali się, iż powszechna cyfryzacja gier w końcu nadejdzie. Żaden ze sprzedawców nie obstawiał jednak jej ogłoszenia tak szybko – mnóstwo osób nie kryło zaskoczenia, część wręcz nie potrafiła wydusić z siebie sensownej reakcji.
Szef jednego z krakowskich punktów mówi wprost i z nieskrywaną obawą:
– Odejdzie spora część klientów. Zniknie reselling. […] Nie mam do końca pomysłu, jak miałby wyglądać sklep z grami bez gier.

Inny przedsiębiorca z tego samego miasta wykazuje natomiast większy spokój, twierdząc, że od dawna był gotowy na ów scenariusz:
– Sondowałem upadek branży pudełkowej jeszcze kilka wiosen temu. Przewidywałem, że wydarzy się w następnej generacji. Sony od zawsze ma problemy z ludźmi reklamującymi fizyczne wydania w elektromarketach, chce też pozbawić pośredników marży – nie dziwię się więc, że wykonuje taki ruch. Dlatego też zmniejszyłem skalę działania już 4 lata temu, będę sobie spokojnie skubał, jeszcze kilka lat bez problemu ten biznes pociągnę.
W poznańskim sklepie z kolei ani specjalnie nie przygotowywano się na ową rewolucję, ani nie przewidziano żadnych wyraźnych korekt w polityce sprzedaży:
– Na tę chwilę nie ma to dla mnie żadnej różnicy. Może prywatnie mnie to zaskoczyło, ale biznesowo robię dalej swoje. Stali klienci, stały obieg, również starsze gry – to nie zniknie.

Nintendo nikogo?
Tylko no właśnie – z jednej strony słyszę, że przecież będzie można bardziej skupić się na grach retro czy nawet usługach serwisowych, z drugiej dochodzą mnie głosy, że z samych staroci i „używek” się nie wyżyje i trzeba będzie szukać dodatkowych opcji. Warto bowiem podkreślić, co potwierdziło mi paru sprzedawców, a i da się ów fakt zauważyć na internetowych stronach sklepów, że wydania fizyczne na PlayStation 5 cieszą się największą popularnością wśród klientów takich placówek i sumarycznie przynoszą najwięcej pieniędzy. W ścisłej czołówce wciąż plasują się też pudełka z PlayStation 4. Płyt z ani jednej, ani drugiej konsoli nie będziemy mogli jednak wykorzystać na PlayStation 6 – będzie to system zamknięty, chyba że Sony opracuje wspaniałomyślny plan transferu licencji i danych disc-to-digital, tak jak to planuje już ponoć Xbox.
W każdym razie ów system uwzględni jedynie cyfrę, a kolekcjonerzy nowych gier będą musieli – chcąc nie chcąc – przerzucić się z płyt na kartridże. Nintendo na ten moment ani myśli o rezygnacji z fizycznych nośników, bo te nadal stanowią dużą część zysków. Dla przykładu: CD Projekt RED w 2025 roku podzielił się wykresem, z którego wynika, że sprzedaż portu Cyberpunka 2077 na Switcha 2 aż w 75% pochodzi właśnie z wydań fizycznych. I jasne, wybuchła spora afera chociażby wokół game key cardów, które stanowią zaledwie symboliczną reprezentację własności, bo w gruncie rzeczy żadnych danych do pobrania nie posiadają. Niemniej dalej możemy pudełka z nimi sprzedawać, wymieniać się z innymi i są one stałą częścią rynku wtórnego.

Jak sytuacja wygląda w lokalnych sklepach z elektroniką? Słyszę, że znacznie rośnie popyt na produkcje na nowego „Pstryka”, a niektórzy rozmówcy mówią mi wprost, iż to druga największa gałąź sprzedaży po tytułach przeznaczonych na PS5. Trwa powszechna wiara, że Nintendo nie zrobi w przyszłości żadnego psikusa, dalej będzie stawiać na fizyczne nośniki, a szereg biznesów zamierza poszerzyć z nim współpracę dystrybucyjną i jeszcze bardziej skupić swoje działania na grach Wielkiego N.
Warszawski przedsiębiorca wspomina o Nintendo w pierwszej kolejności, mówiąc o planach na przyszłość:
– Nintendo zyskuje w Polsce w ostatnich latach olbrzymią popularność, a my od samego początku kładziemy na tę markę szczególny nacisk. Oczywiście game key cardy są kontrowersyjne, ale zdaje się, że nie przeszły niezauważone i coraz więcej gier pojawia się w całości na kartridżu. Muszę powiedzieć, że mocno trzymamy za Nintendo kciuki, żeby wyszło i powiedziało: „Wszystkich entuzjastów wydań fizycznych zapraszamy do nas! Od zawsze gry w pudełkach były podstawą naszego biznesu. Tak było, tak jest i będzie tak długo, jak to tylko będzie możliwe”.
Z innego źródła słyszę jednak zdanie, że to wcale nie musi być przepis na sukces:
– W Krakowie już próbował utrzymać się sklep z samymi grami Nintendo, ale nie wyszło i nie udało mu się przetrwać.
Działo się to jednak przed raptownym budowaniem pozycji Switcha 2 jako platformy.

GTA 6 nikogo?
Płyty płytami, a pudełka pudełkami. Kierownicy, których zapytałem o perspektywę dystrybucji plastiku z kodami w środku zamiast cedeków, powiedzieli wprost, że zamierzają to oczywiście zrobić, jeśli dostaną taką możliwość. Owszem, odpada wówczas opcja wymiany bądź odsprzedaży, ale – jak słyszę – nie każdy polski biznes w tej niszy bazował na resellingu. Zaznacza to zwłaszcza jeden ze szczecińskich przedsiębiorców, nie zostawiając suchej nitki na Sony:
– Nie wiem, kto wpadł na taki szalony pomysł – kompletnie idiotyczna decyzja. Sam kupuję rocznie średnio 15 nowych gier, tylko pudełkowo. A słyszałem, że PlayStation robi to, aby ludzie nie odsprzedawali kupionych pudełek i nie kupowali „używek”. Tylko, że u mnie nówki po zakupie rzadko kiedy wracają. Ludzie chcą przede wszystkim posiadać i kolekcjonować.
W moim felietonie, w którym na gorąco omawiam decyzję „Niebieskich”, formułuję teorię spiskową, jakoby Rockstar, Sony i wiele innych dużych firm wiedziało o planach całkowitej digitalizacji gier i istniało pomiędzy nimi choćby symboliczne porozumienie co do obranego przez branżę wydawniczo-dystrybucyjną kierunku. Podobne dywagacje słyszę od kilku sprzedawców, którzy w takie zbiegi okoliczności nie wierzą:
– Nie mamy podstaw, by mówić o jakichkolwiek zakulisowych ustaleniach, ale z perspektywy branży fizycznych wydań trudno odebrać tę zbieżność jako zupełnie przypadkową.
Niemniej jednak już teraz owe placówki testują na bieżąco, i to na wyjątkowym przypadku GTA 6, jak radzi sobie przedsprzedaż pudełka z samym kluczem. W krakowskim punkcie preorderów poszło już ponoć ponad 50, co ma stanowić niezły wynik, jednak zupełnie co innego twierdzą osoby wystawiające Grand Theft Auto 6 w Warszawie i Szczecinie.

Szczecin wspomina o co najwyżej kilkunastu zamówionych sztukach:
– W naszym systemie preorderów GTA 6 z kodem w pudełku sprzedaje się o wiele gorzej niż Wolverine z płytą. Ludzie tego nie chcą, nie widzą w tym sensu.
W Warszawie tak niewiele osób kupuje grę Rockstara w pudełku, że konkurencja rywalizuje na… coraz niższe ceny:
– Zainteresowanie pudełkowym wydaniem z kodem nie wygląda dziś tak, jak wielu mogło się spodziewać. My również zakładaliśmy znacznie, znacznie lepszą sprzedaż. Tymczasem już teraz widać, że sklepy konkurują ze sobą ceną i coraz częściej schodzą z marży, aby przyciągnąć klientów. W naszym odczuciu może to być jedna z ostatnich sytuacji, w których pudełkowe wydania z kodem są jeszcze szeroko dostępne i realnie przeceniane. Jeżeli rynek pójdzie dalej w stronę pełnej dystrybucji cyfrowej, podobne promocje mogą szybko stać się przeszłością. Krótko mówiąc: tanio już było.
Powyższe analizy stawiają więc pod znakiem zapytania opłacalność sprzedaży wersji pudełkowych bez płyty. Na konkrety rynkowe będziemy musieli jednak poczekać do 2028 roku.

Szereg pomysłów różnorakich
Retro, serwis, Nintendo i pudełka z kodami – okej, to wszystko sensowne źródła utrzymania. A dorzucić do tego trzeba jeszcze sprzedaż sprzętu, figurek, komiksów czy wszelakich popkulturowych drobiazgów, ale to biznesy czynią już od dłuższego czasu w ramach rozszerzenia swojej działalności. W jakiś sposób należy jednak odbić sobie odpływ nowych gier na PlayStation 5 i 6 od 2028 roku. Gdzie więc znaleźć przestrzeń na coś nowego, nietypowego, być może nawet świadczącego o delikatnym „przebranżowieniu”?
Wydaje się, że najprościej mają te najmniejsze sklepiki, w zasadzie jednoosobowe działalności gospodarcze. Te bowiem, jeśli zdołały się utrzymać na rynku przez lata, to głównie dlatego, że znalazły grono zaufanych i stałych konsumentów, mieszkających na osiedlu obok i ceniących sobie wygodę oraz wsparcie biznesu wręcz sąsiedzkiego. Jeden z mniejszych sprzedawców przeprofilował zatem fizyczny sklep w magazyn, w którym pod klatką można osobiście odebrać zamówiony internetowo produkt. Wszystko zresztą wyliczył i zaplanował:
– Mam 20–30 klientów dziennie, też zajawkowiczów, i wspólnymi siłami to pociągniemy.
Niektórzy patrzą za to w kierunku szarej strefy. Jeden z handlarzy spojrzał po ogłoszeniu Sony na kluczykarnie pokroju G2A, Instant Gaming czy Kinguina, aby zobaczyć, jak pozycjonują się tam wszelkie oferty dotyczące chociażby PlayStation. Twierdzi:
– W internetowych key shopach są sprzedawane konta konsolowe – na 5000 sprzedanych kluczy przypada 1000 sprzedanych kont. Nie jest to technicznie nielegalne, zapoznaliśmy się jednak z regulaminami i choć wydaje się to możliwą opcją, tak będzie trzeba ją odpowiednio zorganizować. Widzę więc perspektywę na sprzedaż, a nawet wymianę kont w sklepie. Rynek nie lubi próżni, nie ma tak, że ten biznes na zawsze zniknie, może się po prostu trochę zmienić.

Słyszę także o ambitnych planach wejścia w sektor quasigastronomii, szykowanych już od dłuższego czasu przez jedną z placówek jako plan B w obliczu cyfryzacji gier. Mowa o zmianie profilu prowadzonego interesu na „sklepokawiarnię” w klimatach retro, gdzie poza możliwością zjedzenia deseru i wypicia cappuccino będzie można usiąść na kanapie, trochę pograć, a przy okazji zakupić jakiś tytuł na starszy sprzęt. Co prawda na wprowadzenie tak dużych zmian potrzeba sporo czasu, a te kilkanaście pozostałych miesięcy wcale nie daje dużego komfortu w realizacji najważniejszych założeń. Zwłaszcza że wielu gier na PlayStation 5 sprzedawcy będą chcieli się pozbyć jak najszybciej, aby ich nadmiar nie zalegał na półkach od 2028 roku.
Inny przedsiębiorca z kolei uważa, że przetrwać na rynku się da, zwłaszcza jeśli działa się aktywnie w internecie i w mediach społecznościowych, również w kontekście tworzenia treści wideo. Sam był gotowy na zmiany, bo założył kanał na YouTubie, na którym nagrywa materiały ilustrujące jego pracę w sklepie i kontakt z klientami, a także streamuje gry. Owymi filmami przyciąga nowych klientów, buduje markę oraz zarabia z wyświetleń i reklam. Ale to oczywiście ścieżka, którą nie będą w stanie podążyć wszyscy konkurenci.

Niewiadoma
To natomiast pojedyncze przypadki. Wielu właścicieli sklepów z grami dalej nie wie, co robić, a ci, którzy plan mają, i tak muszą go dopiero wdrożyć w życie, zweryfikować na żywym organizmie i przekonać się, czy rzeczywiście będzie sprawdzał się od stycznia 2028, kiedy pudełka z płytami zaczną umierać. I choć kreatywne działania biznesowe mogą uratować część osób, inne zostaną zmuszone do zmniejszenia skali funkcjonowania, być może zwolnienia paru pracowników, w skrajnych przypadkach nawet zamknięcia swoich firm.
Pamiętajmy więc, że Sony uderza nie tylko w konsumentów (bo to oczywiste), ale także w mniejszych przedsiębiorców, o których nie powinniśmy w tej chwili zapominać i do których wsparcia zachęcam, zwłaszcza jeśli lubicie pudełkowe wydania, a ograniczacie się do zakupów w Media Marktach czy innych RTV Euro AGD (bo markety sobie poradzą, uwierzcie mi). Prawdziwy apel oraz słowa podsumowania pozostawiam jednak Dawidowi Jaczewskiemu ze sklepu Perfect Blue, któremu serdecznie dziękuję za tak rozbudowaną odpowiedź – wierzę, że jego słowa godnie reprezentują postawę oraz filozofię większości kolegów i koleżanek z jego branży. A tymczasem jednym głosem: #StopKillingGames!
– Mamy przed sobą półtora roku i sami jesteśmy ciekawi, co przyniesie przyszłość. Bo praca w sklepie z grami to nie jest zwykła praca. Tutaj pracują pasjonaci, zajawkowicze, ludzie, którzy naprawdę żyją tym światem. I mimo wszystkich trudów nadal sprawia to ogromną przyjemność oraz satysfakcję z obcowania na co dzień z ukochanym hobby. Mam nadzieję, że uda nam się nie tylko przetrwać, ale też rozwinąć skrzydła, najlepiej w tym samym składzie, bo mamy naprawdę cudowną ekipę i nie wymieniłbym jej na żadną inną.
Życzymy też powodzenia całej konkurencji i wszystkim osobom związanym z rynkiem fizycznych wydań. Dzięki konkurencji świat idzie do przodu, a korzysta klient. Wbrew temu, co myślą niektórzy, ma to kolosalne przełożenie również na dystrybucję cyfrową: na ceny, na praktyki biznesowe, trzyma gigantów w ryzach. Przed nami trudne czasy, to pewne. Ale im więcej sklepów, dystrybutorów, wydawców i graczy będzie głośno mówić, że fizyczne wydania nadal mają sens, tym większa szansa, że ten rynek nie zniknie po cichu. Na koniec chciałbym serdecznie i z głębi serca podziękować naszym klientom. Jeśli nam się jednak nie uda, to dziękuję za wszystko z całego serca. Że mogłem dzięki wam robić to, co kocham przez tyle lat. Mam tylko jedno marzenie: aby mój syn, który skończył właśnie dwa lata, zobaczył jeszcze i pamiętał w przyszłości, co robił tata zajawkowicz.
Nie przeczytałem artykułu, ale narzekanie na brak płyt GTA VI i podobne praktyki wydaje się być zbyt duże. Czy płyty byly kiedykolwiek ważniejsze od ładnego pudełka, jeśli chodzi o kolekcjonerstwo? Pudełko bez plyty z grą kodem oraz dodatkami (jak mapa miasta w przypadku GTA) dalej zachowuje wartość kolekcjonerską. Trzeba tylko stworzyć system, który pozwoli na pomowne użycie kodu bez narażania twórców gry na duże straty. Tak tylko rzucam ideą, nie weryfikowałem jej.
No to niektórzy sprzedawcy z artykułu też tak do tego podchodzą. No ale wiesz to jest trochę takie „twój kod zdechł, ale wciąż możesz potrzymać”, trochę copium, przez jakiś czas będą pudełka, ale szybko zaczną odchodzić. Zostanie tylko merch.
No i nie o to w tym wszystkim jednocześnie chodzi żeby mieć „fizyczne”, cyfra jest naprawdę lepszym rozwiązaniem, tylko niech daje te same prawa co fizyk. Znamienne, że w przypadku dystrybucji gier nikt nie wpada na „cudowne” rozwiązania typu NFT… Może dlatego że nie działają 😀
To nie chodzi o kolekcjonerstwo. Tu chodzi o to że tracimy prawo wyboru, a Sony zmierza prosto ku pelnemu monopolowi. A monopol NIGDY nie jest dobry. Nie oszukujmy się tu chodzi tylko o nasze pieniądze
Bardzo fajny reportaż, bardzo dziękuję, przyjemnie się czytało. Po cichu na coś takiego liczyłem 🙂
Dzięki!
Liczyłeś, że ktoś podejmie kolejną kontrowersyjną decyzję uprzykrzającą ludziom życie by media miały o czym pisać? Fajnie.
xD nie, liczyłem na reportaż na temat sklepów. Nawet dziś czekała na mnie nowa gierka w jednym z nich i trochę słabo że to się może kiedyś skończyć.
Świetny tekst, Karol! Temat taki, że pewnie „samo się pisało” 😉 A to, że inne polskie portale branżowe nie poszły tym tropem, tylko kolportują newsy i tłumaczą Twittera/X, niestety nie dziwi mnie wcale.
Dzięki, duża w tym zasługa właścicieli i pracowników tych sklepów, że w ogóle mieli ochotę odpowiadać, zarysować kontekst, podzielić się obawami i planami.