Może i musisz zapłacić więcej, ale przynajmniej dostaniesz kod zamiast płyty. Wybór PlayStation przestaje mieć dla mnie sens

Może i musisz zapłacić więcej, ale przynajmniej dostaniesz kod zamiast płyty. Wybór PlayStation przestaje mieć dla mnie sens
Gdy Xbox próbuje przetrwać kosztem developerów, PlayStation chce się wzbogacić kosztem graczy.

Dlatego też o „Zielonych” jeszcze nic nie piszę – Asha Sharma lada dzień spuści na światowy gamedev atomówkę puentującą lata sprzecznych wewnętrznie decyzji Microsoftu i wtedy będzie można, w grobowych nastrojach, przyjrzeć się bliżej pobojowisku. „Niebiescy” znajdują się w kompletnie innym miejscu – jeszcze nie „restrukturyzują”, sprytniej optymalizują, ale mimo wszystko bardziej nas wkurzają. Bo ich zmiany bezpośrednio dotykają naszych portfeli, kolekcji na półkach i planów na następną generację konsol. Niesamowita bitwa, przyznam szczerze. Ani to „Gwiezdne wojny”, ani „Gra o tron”, przypomina to raczej „Wyścig szczurów”.

Fałsz gwiazd Rocka

Minął niecały tydzień od ogłoszenia preorderów GTA 6. Przyniosło ono ze sobą przede wszystkim dwa subtelne triki taktyczne Rockstara. Po pierwsze próbował nas przekonać, że wcale, ale to wcale nie ustanawia nowego standardu cenowego 100 dolarów za grę. Bo jeśli wersja Ultimate chowa ze sobą misje fabularne, to w gruncie rzeczy jest domyślnym wyborem zakupowym dla ludzi chcących przejść kampanię w całości. Po drugie firma sprzedaje pudełka z kodem zamiast płyty, tym samym eliminując duży udział rynku wtórnego i wymagając wyłożenia sporych pieniędzy od większej liczby śmiałków z FOMO. Kto, jak nie Rockstar, miał nas jednocześnie solidnie wkurzyć i nie wywołać przy okazji konsumenckiego protestu?

Owszem, sieć zawrzała, i wszyscy zastanawiali się, czy „Gwiazdy Rocka” zaledwie badają grunt, czy też już teraz po cichu rewolucjonizują formę dystrybucji i wycen gier. Odpowiedź otrzymaliśmy nad wyraz prędko i to bezpośrednio od PlayStation, a więc – pamiętajmy! – aż do czasu pecetowej premiery GTA 6 najpewniej największego rynku zbytu owej gry. Sony kończy z produkcją wydań fizycznych z płytami – nowa polityka wejdzie w życie od stycznia 2028 roku, a tytuł Rockstara będzie cholernie intensywną rozgrzewką.

Nasuwa się tu więc pytanie spod znaku jajka i kury, czyli: kto z tej dwójki wypalił z owym głupim pomysłem pierwszy? Cóż, nie wierzmy w magiczne opowieści o jednym bohaterze zmieniającym świat, jeśli główne role odgrywają w nich korporacje, a ich ofiarami mamy być my – gracze. To raczej jasne, że firmy musiały się ze sobą i za plecami graczy dogadać, a nawet jeśli CEO nie podali sobie oficjalnie rąk w gabinetach i nie podpisywali wzajemnie umów, to niemal na pewno istniało w kuluarach symboliczne porozumienie oraz zgodność co do kierunku, w którym powinny zmierzać ci najwięksi. Tym kierunkiem jest oczywiście ostateczna i totalna cyfryzacja swoich produktów.

Firmie źle, graczowi najgorzej

Nie muszę zapewne pisać, co to dla nas wszystkich oznacza i dlaczego nas tak to boli. Argumenty kolekcjonerskie i ekonomiczne to jedno, ale też kompletnie odrębna powinna być kwestia całkowitego odebrania wolności wyboru, a raczej jej iluzoryczne pozostawienie za sprawą kodów naklejonych na plastiku zamiast „cedeków”. To o tyle zabawne, pomimo goryczy całej sytuacji, że jeszcze niedawno, na CD-Action Expo, miałem okazję rozmawiać z Przemkiem Zalewskim z Cenegi o przyszłości rynku pudełkowego. I choć zaznaczył, że pomimo swej niszowości i zaledwie procentowych udziałów w całej tej sprzedażowej machinie, fizyczne wydania nie znikną nigdy, to raczej nie spodziewał się, że przetrwają, ale w tak okrojonej i groteskowej formie.

Nie boję się też nazwać owej decyzji PlayStation wyjątkowo antykonsumencką i to pomimo, że miała zostać podyktowana „konsumenckimi trendami”. Wiem bowiem, jak wygląda PS Store i pomimo licznych wyprzedaży jest to dla polskiego użytkownika bardzo niekorzystna cenowo platforma. Niemal zawsze wyceniająca pozycję o tę parę dyszek więcej względem cen pecetowych i często ignorująca globalną pozycję złotówki względem euro czy dolara.

Ba, przecież dosłownie przed chwilą rodzime media alarmowały o istnej anomalii w postaci 299 zł, jakie musimy zapłacić za Star Wars Galactic Racer, właśnie na PS5. Cena urosła w pewnym momencie względem bazowej, wynoszącej 259 zł, i tak o wiele wyższej od tych widocznych czy to na Steamie, czy to na Xboksie, zamykających się w niecałych 160 zł. Jeśli Sony z jakiegoś bliżej niezrozumiałego powodu pozwala na takie przebitki względem innych platform, to jaką mamy gwarancję, że na podobne, wymierzone w nasze portfele, decyzje nie zdecydują się pozostali developerzy i wydawcy celujący ze swoimi tytułami w ekosystem PlayStation. I jasne, mówimy tutaj o jednostkowym, ponadto lokalnym przypadku, ale to idealny przykład ryzyka, jakie wiąże się z całkowitym zamknięciem się PlayStation na digital i uzależnieniem graczy od korporacyjnego widzimisię.

Pułapka trendów konsumenckich

Pozwólcie, że będę miał – w rozumieniu czysto empatycznym – zupełnie gdzieś słupki w excelu, rynkowe przemiany i globalny kryzys komponentów. Bo wiele problemów, które dotykają duże growe firmy, odbija się również negatywnie na nas, to system naczyń połączonych. W trudnych czasach powinno się z klientem wypracować jakikolwiek kompromis, a nie uderzać go z paru stron naraz, jednocześnie licząc na zrozumienie i dalsze wsparcie.

Aktualny kontekst daje mi co najwyżej do zrozumienia, że jako wieloletni użytkownik PlayStation 4 i 5, nie mam już co zerkać w stronę „szóstki”, a i na „piątkę” kupię już mało co. Skoro mam ograniczyć się do kolekcji wirtualnej, to postawię na tę większą, pecetową, bo jest ona potencjalnie tańsza w uzupełnianiu, a i mogę ją odpalić na Steam Decku i być może nawet – za parę lat – na Steam Machine, którego jeszcze tydzień temu w ogóle nie rozważałem jako poważnej opcji alternatywnej dla PS6 czy kolejnego Xboksa. 

I nie do końca wiem, czy jakiekolwiek negatywne skutki odpuszczenia zaledwie „niszowego” segmentu płytowego Sony w ogóle przewiduje. Mam jednak nadzieję, że rozumie, iż parę procent w tę czy we w tę, to wystarczająco, aby mówić o dużej zmianie na plus jedynie w krótkowzrocznej perspektywie biznesowej, a na minus z perspektywy niemal każdego gracza. No ale któż by pamiętał o wymarłym już haśle „For The Players”?

Sprawdź też tekst Krigora o decyzji PlayStation: To koniec płyt na konsolach. Sony porzuca krążki, a branżę czeka trzęsienie ziemi, którego zwiastunem jest premiera GTA 6 [FELIETON]

8 odpowiedzi do “Może i musisz zapłacić więcej, ale przynajmniej dostaniesz kod zamiast płyty. Wybór PlayStation przestaje mieć dla mnie sens”

  1. Dobrze im radze niech to sobie bardzo dobrze przemyślą bo będą z tego same kłopoty.

  2. to jest tak okropna decyzja. ciekawie się patrzy na moją kolekcję płytowych gier na PS4/PS5 z myślą, że nie odpalę jej na PS6. grę pudełkową zawsze można sprzedać, pożyczyć lub taniej kupić, za to przy grze cyfrowej jestem zmuszony płacić wyższą cenę bez żadnych plusów. ostatnio kupiłem control resonant w wersji pudełkowej za 200 zł, spojrzałem na playstation store a tam za 260 zł. no cóż, gry staną się jeszcze droższe 🙃

    • Głos rozsadku 1 lipca 2026 o 17:28

      Nie do końca masz też promocje na PS store gdzie możesz kupić grę po okazyjnej cenie tylko musisz poczekać, nie chcąc kupowac nowych gier pudełkowych też musisz poczekać aż ktoś przejdzie i wystawi na sprzedaż lub sprzeda w skupie abyś mógł kupić i nie masz pewności czy płyta nie jest uszkodzona a co do sklepów zwłaszcza sieciowej na promocję trzeba czekać długo strasznie dłużej niż w PS store także każda sytuacja ma plusy i minusy, co do cen podam prosty przykład wolę kupić jak ostatnio np był BioShock collection za 30zl w promocji w skupie jak znajdziesz to cena powyżej 200zl a później odsprzedając możesz dostać max 80zl więc kiepska inwestycja, gier na płycie nie masz na własność bo one poprostu się tam nie zmieszczą musisz pobierać pliki, patchu aktualizacje i bez połączenie z netem w obu przypadkach nie zagrasz, cod vanguard na PS4 wycofał pliki to pobrania kampanii i można tylko na menu popatrzeć jak masz wersję pudełkowa ewentualnie na pudełko

  3. Głos rozsadku 1 lipca 2026 o 17:21

    Tak naprawdę jest trochę sprzeczności z rzeczywistością np w wersji ultimate ma być tylko 2 zadania dodatkowe reszta to stylistyczne bajery ko nie chce bawić się w personalizację postaci nie kupuje ultimate, to tak jak z innymi grami przedpremierowe wydania mają jakieś bajery i nikt w przypadku innych gier nie ma z tym problemu i ceny są podobne. Teraz kupując płytę nikt nie ma gry na własność ponieważ i tak z internetu trzeba pobrać GB danych aktualizacji itp., tak miałem z coś vanguard gra na płycie a wycofali z wersji PS4 pliki to pobrania i moglem sobie tylko na menu popatrzeć, więc czy płyta czy kod to już naprawdę bez różnicy, gry będące na własność na płycie skończyły się na epoce PS3, i to nie ważne czy PS4/PS5 Xbox one/XboxSX nie masz dostępu do internetu nie zagrasz nie zależnie od tego czy gra jest na płycie z biblioteki cyfrowej, dodam też że gdy raz wpiszesz kod masz do gry zawsze dostęp, płyta się uszkodzi dostęp do gry przepada płyta to taki fizyczny kod dostępu który może się uszkodzić i blokuje wtedy możliwość odpalenia gry

  4. >Pamiętacie, jak w dniu premiery wszyscy śmiali się z PS5 Pro? Teraz to najbardziej opłacalny sprzęt do grania

    >Może i musisz zapłacić więcej, ale przynajmniej dostaniesz kod zamiast płyty. Wybór PlayStation przestaje mieć dla mnie sens

    • Co ma tekst Mikosa dotyczący technologii do tekstu Karola punktującego szkodliwe dla konsumenta praktyki :o?

    • Avatar photo
      Karol LaskaRedakcja 1 lipca 2026 o 17:38

      Rozumiem, że to tekst tych samych autorów, a felietony i różne opinie nie mogą mieć miejsca na portalu growym?

  5. Bez plyty nie kupuje, moga mnie cmoknąć, nie mam az takiego parcia na te gre. Poczekam az wyjdzie na PC i odpalam żagle hehe.

Skomentuj