Usiadłem do Turok: Origins i polowanie na dinozaury wciąga jak w latach 90. Jest brutalnie, odważnie i intensywnie [GAMESCOM 2026]
Nie będę ukrywał, że z niecierpliwością czekałem na możliwość zagrania w Turok: Origins, więc bardzo ucieszyłem się, że ekipa Saber Interactive miała na Gamescomie grywalne demo. Przejście całości zajęło mi około pół godziny i dało dość duży wgląd w to, jak będzie wyglądać gameplay w nowym Turoku.
Stara dobra strzelanka
Do wyboru dostajemy kilka klas postaci, każda z inną charakterystyką, więc już na tym etapie czuć, że twórcy chcą dać graczom pewną swobodę w budowaniu stylu rozgrywki. Możemy być bardziej defensywni lub ofensywni, co potem w trakcie rozgrywki wpływa na to, czy idziemy jak terminator do przodu, czy też troszkę zmieniamy styl.
Turok: Origins można przechodzić solowo lub w kooperacji, przy czym sami twórcy podkreślają, że gra w coopie jest łatwiejsza niż samodzielne przedzieranie się przez dżunglę. Na średnim poziomie trudności demo nie sprawiło mi problemów, więc do grania ze znajomymi polecam wam raczej wyższe poziomy trudności.

Przechodząc do tego, co w strzelankach najważniejsze, czyli gunplayu, mogę powiedzieć, że jest satysfakcjonująco, a finiszery naprawdę robią wrażenie. Gra jest widowiskowa i brutalna, czuć charakter każdej broni, mają odpowiednią wagę i odrzut, a animacje kończące mocno kojarzą mi się z Doomem i zabójstwami chwały. To zdecydowanie jeden z mocniejszych punktów dema i moim zdaniem całej gry.
Przeciwnicy pod kątem projektanckim robią wrażenie, mają ładne animacje i atakują na różne sposoby, co dobrze urozmaica starcia – fani dinozaurów powinni poczuć się jak w krwawym Parku Jurajskim. Saber Interactive zdecydowało się też na zmianę względem klasycznych odsłon serii. W Turok: Origins możemy płynnie zmieniać perspektywę z pierwszoosobowej na trzecioosobową.
Znowu zapolujemy na dinozaury (w kosmosie)
To jednocześnie prequel i reboot całej serii, idealny punkt startowy dla nowych graczy. Fabuła raczej będzie schodzić tu na drugi plan względem gameplayu – przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Wcielamy się w członka elitarnego oddziału Turok, a historia opowiada o początkach zakonu o tej samej nazwie. Bohater trafia do Lost Lands, a głównym celem jest obrona galaktyki przed krwiożerczymi dinozaurami oraz jakimś nowym zagrożeniem. Podobnie jak w Doomie, fabuła stanowi tu głównie pretekstem do krwawej jatki.

W dostępnym na pokazie demie musiałem przedrzeć się przez dżunglę, zniszczyć generatory zasilania, a na koniec zmierzyć się z mechanicznym tyranozaurem – bossem etapu. Widać też, że gra ma wyraźny klimat power science fiction rodem z The Dark Ages, czyli jesteśmy potężni i nic nie może stanąć nam na drodze, gdy tylko będziemy dostatecznie mocno uzbrojeni i zmotywowani.
Będzie ładnie, nawet na Switchu 2
Pozytywnie zaskoczyła mnie jakość oprawy graficznej, i to nawet na Switchu 2. Dżungla jest gęsta, pełna roślinności, do tego dochodzi mnóstwo różnych efektów cząsteczkowych. Bardzo dobrze wyglądał też deszcz podczas jednej z sekwencji gameplayowych. Ogólnie miałem sporo skojarzeń ze słynną dżunglą z pierwszego Crysisa i to raczej tych pozytywnych, bo liczba detali naprawdę imponowała.

Warto pamiętać, że Turok: Origins działa na silniku Unreal Engine 5, więc nie wiadomo do końca, jak wypadnie optymalizacja wydania pecetowego. Na Switchu 2 gra działa w 30 klatkach na sekundę i nawet podczas walki z wielkim, mechanicznym tyranozaurem nie zauważyłem szczególnych spadków płynności. Input lag był dość wyczuwalny, jak to zwykle bywa w strzelankach działających w 30 fps, ale w sumie nie przeszkadzał za bardzo w trakcie rozgrywki, asysta celowania robiła swoje i nie miałem większych kłopotów z ukończeniem poziomu.
Jest kilka niedociągnięć
Podczas starcia z bossem zauważyłem, że lepszym rozwiązaniem od wykonywania uników okazywała się ucieczka od przeciwnika. Hitboksy ataków wydawały się trochę niedokładne, bo nawet idealnie wykonany odskok zazwyczaj kończył się obrażeniami, podczas gdy dynamiczne poruszanie się po polu bitwy dawało poczucie kontroli nad walką.

Arsenał dostępny w demie oceniam jest moim zdaniem przyzwoity, ale nie sprawił, że wyszedłem z pokazu, rozmyślając o rozmaitych broniach. Strzelbie brakowało trochę mocy, karabin plazmowy zupełnie nie przypadł mi do gustu, a zdecydowanie najlepiej bawiłem się potężnym minigunem. Wydanie na Switcha 2 nie miało także HDR-u, przez co wyglądało wyraźnie ciemniej od wersji pecetowej i było mniej czytelne.
Może być dobrze
Wychodząc ze strefy testów byłem raczej zadowolony z tego, co zobaczyłem, ale mam pewne obawy co do pełnej wersji gry. Twórcy skręcają w stronę Dooma, tyle że nie jestem pewien, czy uda im się utrzymać takie tempo przez całą kampanię. Mając do dyspozycji fabułę z dinozaurami i ludźmi w roli głównej mogą pokusić się o kilka naprawdę fajnych momentów fabularnych i mam nadzieję, że im się to uda.
W zaprezentowanym demie nie widziałem też żadnych elementów platformowych czy zagadek, więc jeśli całość będzie polegała wyłącznie na siekaniu kolejnych fal wrogów, całość może otrzeć się o monotonię, pomimo wysokoktanowej rozgrywki. Pozostaje mi trzymać kciuki, że pełna wersja zaoferuje jeszcze więcej dobra, a demko miało po prostu pokazać grafikę i bombastyczną akcję.