Przed chwilą
1 Komentarze

Największy horror to nasze marzenia. „Obsesja” ostrzega przed tym, czego pragniemy [RECENZJA]

Największy horror to nasze marzenia. „Obsesja” ostrzega przed tym, czego pragniemy [RECENZJA]
Wrzuć do garnka „Towarzysza” i „Barbarzyńców”, zamieszaj zabalsamowaną łapą z „Mów do mnie!”, spożywaj tylko „Together”. Smacznego!

Punkt zawiązania fabuły „Obsesji” można traktować jako odległe echo „Sklepiku z marzeniami” Stephena Kinga. Z kolei nazwisko Curry’ego Barkera od razu kojarzy się z Clive’em Barkerem, twórcą „Hellraisera” czy „Ksiąg krwi”. Gdy dodamy do tego viralowe zainteresowanie, jakie wzbudziło „Milk & Serial”, poprzednie dzieło młodego filmowca z Alabamy, można oczekiwać prawdziwego objawienia kina grozy. Szczególnie że o „Obsesję” zabiegali najwięksi giganci, ze słynnym A24 na czele (skończyła w szponach Blumhouse’u).

Od razu zaznaczę więc, że trzeba te oczekiwania nieco utemperować. Ale jeśli szukacie dobrego horroru na wieczór z bliską osobą, opowieść o Bearze i Nikki może być ciekawym wyborem.

Otrząśnij się z choroby

Z głównym bohaterem wyjątkowo łatwo sympatyzować. Ma nudną robotę w sklepie muzycznym, nie do końca wie jeszcze, co chce zrobić ze swoim życiem, a jego myśli bardziej zaprząta koleżanka znana mu od małego. Niby spędza z nią mnóstwo czasu i świetnie się dogadują, ale… No właśnie, czy ona też chciałaby czegoś więcej? Bear czeka na dobry moment, ćwiczy różne scenariusze ze swoim najlepszym kumplem, ale to w niczym nie pomaga. Gdy wreszcie nadarza się okazja, by wyznał Nikki swoje uczucia, strach paraliżuje mu język i pozornie idealny moment kończy w odmętach skrępowania.

Całe „szczęście” chwilę wcześniej nasz bohater kupuje dziwaczny gadżet o nazwie One Wish Willow – ni to plecionka z pozytywką, ni to glowstick – mający spełniać marzenia. Wystarczy więc, że zażyczy sobie serca ukochanej, przełamie przedmiot i jego najskrytsze pragnienie stanie się rzeczywistością. Starożytne klątwy mówiące o tym, że gdy bogowie chcą nas ukarać, wysłuchują naszych modlitw, nie wzięły się jednak znikąd. A miłość i ogólnie relacje międzyludzkie to nieco zbyt skomplikowana materia, by dało się ją tak łatwo zaprogramować przy pomocy jakiejś zabawki rodem ze sklepu z lat 80.

Świat w moich oczach

Podobnie jak „Mów do mnie!” sprzed czterech lat, „Obsesja” oparta jest na jednym wyrazistym triku obudowanym czytelnymi zasadami, jak w wielu klasycznych horrorach. Na tym jednak podobieństwa się kończą, a gdybym miał już wiązać „Obsesję” z innym filmem ostatnich lat, pierwsze nasuwałoby mi się zeszłoroczne „Together”. Oba obrazy w wywrotowy sposób obrazują niebezpieczeństwa związane ze zbytnim otwieraniem się na drugiego człowieka, brakiem wyznaczania granic i budowaniem całego swojego świata wokół jednej osoby.

Jednak Barker w swoim nowym filmie podchodzi do tematu z innej strony – nie zapominajmy, że wiążąca dwoje protagonistów relacja wyszła tak naprawdę tylko od jednego z nich. Jest tu gdzieś zakopany interesujący dramat psychologiczny z celnymi obserwacjami, ale jednak reżyser odbija w innym kierunku. W efekcie mam wrażenie, że z „Obsesji” nie wyciągnięto pełnego potencjału, jaki w niej drzemał. Myślę, że i z aktorów, którzy dają tu z siebie wszystko, można by wtedy było wycisnąć jeszcze więcej, chociaż nie zdziwię się, jeśli Inde Navarrette i tak będzie po swojej kreacji Nikki rozchwytywana przez twórców horrorów.

Wyższa miłość

Nie zrozumcie mnie źle, „Obsesja”, jaką otrzymaliśmy, to też porządne kino. Pierwszy akt jednak narobił mi smaka swoim niespiesznym tempem i kameralną atmosferą, w której spokojnie mogliśmy poznać bohaterów oraz boleśnie prawdziwie doświadczyć ich rozterek. Później zbyt szybko potoczyło się to wszystko w stronę przesadzonej groteski, a nawet krwawej jatki (którą i tak nieco przycięto, by załapać się jeszcze na rating R). A było tu chyba pole na nieco więcej.

Tak czy inaczej „Obsesja” to sprawnie zrealizowany horror i wypada dopisać Curry’ego Barkera do listy młodych twórców kina grozy wartych dalszego obserwowania. Bracia Philippou podobnie jak on zaczynali na YouTubie i bardzo szybko dojrzeli – już trzy lata po „Mów do mnie!” zaproponowali nam znacznie lepsze „Oddaj ją”. Trzymam kciuki, aby to był podobny przypadek!

„Obsesja” – podsumowanie i ocena

OCENA: 7/10

PODSUMOWANIE: Przewrotnie, brutalne, a do tego całkiem często zabawnie. Czuję, że był tu materiał na lepszy horror psychologiczny, ale to, co dostaliśmy, daje sporo rozrywki i nadzieje na przyszłość.

Jedna odpowiedź do “Największy horror to nasze marzenia. „Obsesja” ostrzega przed tym, czego pragniemy [RECENZJA]”

  1. Super! Nie słyszałem w ogóle o tym filmie, a recenzja zachęciła mnie żeby się na niego wybrać, bo brzmi jak moje kino.

Skomentuj