Były pracownik Rockstara twierdzi, że przecieki z GTA 6 to nic takiego. „Pewnie trochę ich to irytuje, ale nic więcej”
Przecieki z GTA 6 hulają po internecie już od jakiegoś czasu, i to w dużych ilościach. Leaker (znany jako Cyberleek) zaczął już na nich zarabiać, ku zgrozie wszystkich, którzy dotąd patrzyli na jego działania przychylnie. Morale w Rockstarze jest podobno na dnie – ale czy naprawdę leaki to coś aż tak złego? Obbe Vermeij, były dyrektor techniczny w Rockstar Games, ma inne zdanie.
Wypowiadając się na platformie X, Vermeij zaapelował o spokój i zapewnił, że nic takiego się nie dzieje.
Strategia marketingowa R* jest taka, żeby jak najdłużej nie pokazywać nic z gry, dłużej niż inni wydawcy. Na razie wszystko, co się stało, to przeciek kilku nagrań. I to niedługo przed pokazem na Netfliksie.
90% przyszłych graczy nie siedzi w internecie, szukając filmików. Nie mają na to czasu i nie chcą spoilerów.
Obbe Vermeij
Vermeij porównał leaki do afery z Hot Coffee, dochodząc do wniosku, że była znacznie trudniejsza dla zespołu niż przedwczesne upublicznienie materiałów z GTA 6.
Pewnie trochę ich to irytuje, ale nic więcej. Ja pracowałem podczas Hot Coffee. To był koszmar dla menadżerów (R* New York), ale na nas (R* North) nie miało aż takiego wpływu. Ostatnie leaki są o wiele mniej znaczące niż HC.
Obbe Vermeij
By przypomnieć sobie aferę Hot Coffee, musimy cofnąć się aż do 2005, kiedy na półkach stało już GTA: San Andreas. Modderzy odkryli wtedy, że na płytach z grą znajdowały się niedokończone fragmenty niewybrednej erotycznej minigierki, którą każdy posiadacz mógł dosyć łatwo odblokować, jeśli tylko o tym usłyszał. Doprowadziło to do afery na naprawdę ogromną skalę, która poważnie zaszkodziła Rockstarowi i uniemożliwiła dalszą sprzedaż San Andreas, aż nie powstała nowa wersja, z której wyrzucono kontrowersyjną zawartość.
Trudno powiedzieć, jak bardzo Rockstar naprawdę przejmuje się przeciekami i jaka jest skala szkód, które mu wyrządzają. Jedno jest pewne – jeśli Cyberleek zostanie złapany (a chyba mało prawdopodobne, by nie został), prawnicy Take-Two nie obejdą się z nim łaskawie.

Rzekomo w GTA6 jest plaża nudystów gdzie plażowicze chodzą sobie rozebrani „do rosołu”, tak więc ciekawi mnie jak się to ma do niesławnego Hot Coffee 20 lat temu.
I tak się nie dowiemy, czy leaki szkodzą R*, czy nie; czy ktoś w R* uprawia polowanie na czarownice, czy nie; czy w ogóle doszło do wycieku „organicznie” czy nie. GTA zawsze polegało na nakręcaniu samym sobą wiadomości, by zwiększyć zainteresowanie. Każde info o jakimś wycieku sprawi że ktoś się zainteresuje tematem, napisze coś w necie na temat, a to tylko poszerza potencjalny krąg odbiorców.
Wystarczy patrzec na cene akcji, od ostatniego peaku po wyciekach stracili 20$ na akcje. wiec chyba jednak cos sa do tylu, chociaz to raczej krotkoterminowo, bo po premierze i podanej liczbie sprzedanych egzemplarzy pewnie i tak wskocza na nowy peak.
Oj nie wiem, nie wiem. Jeśli gra okaże się pełna kontrowersji, zbugowana, z olbrzymimi problemami technicznymi, jeśli fabuła okaże sie czerstwa bo spędzili za dużo czasu robiąc grę i poruszane w niej tematy są po prostu nieaktualne, akcje mogą spaść jeszcze bardziej. Nie byłby to pierwszy taki przypadek. Popatrz na akcje CD Projektu po premierze Cyberpunka. GTA6 musiałoby być dokładnie takim przełomem na jaki fanboje oczekują, co się po prostu nie stanie.
Kradzierze, mordowanie, strzelanie itd. itp. – I sleep.
Minigierka erotyczna, w trakcie której uprawiasz seks (w ubraniach XD) i zadowalasz dziewczynę. – HURR DURR, afera na cały świat!
Co poszło nie tak, że na śmierć, mordowanie jest przyzwolenie, a na uprawianie miłości jest afera?
Bo uprawianie miłości jest dobre, a zabijanie złe. Na tym świecie zło liczy się bardziej od dobra, więc piętnuje się to drugie, a chwali pierwsze. Co widać po każdym wyroku sądowym, gdzie ofiary są nieistotne, mordercy są traktowani jak święte krowy, a za lincz na takich dostaniesz większy wyrok niż taki skurwiel za zakatowanie kogoś ze szczególnym okrucieństwem. Świat jest postawiony na głowie, zło panoszy się wszędzie, a ludzie, którzy powinni stać na straży sprawiedliwości sami są takimi samymi ścierwami jak mordercy. Żałuję, że nie mam żadnych mocy, bo bym zaje(b)ał niejednego skurwiela.