Cyberpunk 2077 także na srebrnym ekranie. Zapowiedziano aktorski film w uniwersum gry CD Projektu Red
Kolejne lata CD Projektu to przede wszystkim praca nad nadchodzącymi grami. Geralt powrócił niedawno w remasterze remastera Wiedźmina 3, natomiast prace nad Wiedźminem 4 z Ciri w roli głównej trwają i ich efekty mamy zobaczyć dopiero w 2028 roku. Jeszcze wcześniej dostaniemy nowy dodatek do Dzikiego Gonu, a gdzieś tam w dalszej przyszłości kształtów zacznie nabierać następna gra w uniwersum Cyberpunka 2077. Być może zanim wrócimy do Night City w ramach kolejnej produkcji CD Projektu, dane nam będzie odwiedzić cyberpunkową metropolię w innym wydaniu.
W ostatnich dniach o Paramouncie jest głośno z powodu fuzji z Warnerem, z kolei teraz pojawił się jeszcze jeden powód, by sprawdzać, co tam w amerykańskim przemyśle filmowym piszczy. Paramount Pictures ogłosił, że pracuje nad aktorskim filmem osadzonym w uniwersum Cyberpunka 2077. Na razie nie wiemy, czy będzie to odrębna produkcja w tym samym uniwersum, czy adaptacja gry. Oryginalna wiadomość z Deadline’a mówi o „filmie opartym na bestsellerowym erpegu”. Producentem obrazu ma być Lorenzo di Bonaventura, najbardziej znany jako producent tytułów z serii „Transformers”. Ma na swoim koncie także średnio przyjętą (a moim zdaniem niezłą) adaptację „Smętarza dla zwierzaków” z 2019 roku. Jego obecność niczego nie gwarantuje – Bonaventura brał udział w powstawaniu „Madame Web”, czyli jednego z najgorzej przyjętych filmów ostatnich lat. Dobra wiadomość jest taka, że obraz nie zostanie rzucony na pastwę Hollywood, bo CD Projekt także ma trzymać pieczę nad produkcją.
Michał Nowakowski, joint CEO CD Projektu, wypowiedział się na razie bardzo lakonicznie:
Jesteśmy podekscytowani partnerstwem z Paramount Pictures, które podziela nasze kreatywne wizje dotyczące przyszłości marki Cyberpunka. Z niecierpliwością czekamy na udostępnienie dokładniejszych szczegółów w odpowiednim czasie.
Michał Nowakowski, joint CEO w CD Projekcie
Pierwsze pytanie, które ciśnie się od razu na usta, to: kto zagra Johnny’ego Silverhanda? Oczywista odpowiedź to naturalnie Michał Żebrowski. Będzie miał jedną rękę na korporacje, a drugą na cyberpsycholi.

Wracając: na temat filmu nie wiemy niczego więcej, więc trudno domniemywać, kiedy miałby się pojawić. Do tego czasu, jeśli chodzi o uniwersum Cyberpunka 2077, musi nam wystarczyć to, co mamy, czyli pierwszy sezon „Cyberpunk. Edgerunners” i drugi, który po 4 długich latach czekania zadebiutuje już 20 października na Netfliksie.
Natomiast jeśli chodzi o możliwości i chyba przede wszystkim zrozumienie materiału źródłowego różnych gier wideo przez Paramount, dobrym prognostykiem może okazać się nadchodzący „Street Fighter”, który jeszcze w tym miesiącu wyląduje w kinach.
Oczywiście, trzeba kuć żelazo póki gorące.
Kucie gorącego żelaza to było po premierze Edgerunnersów albo w 2023 po wydaniu Phantom Liberty, teraz jest dorzucanie do pieca i utrzymywanie temperatury
Aktorski Cyberpunk i obecność Keanu Reevesa to oczywista oczywistość.
Zaczynając od odpowiedzi na ankietkowe pytanie, to mam ogromną nadzieję graniczącą z pewnością, że wzorem innych mediów z uniwersum Cyberpunka historia przedstawiona w filmie będzie osobnym bytem co najwyżej wspominającym o wydarzeniach z gry, dziejącym się około 2077 roku. Cyberpunkowej fikcji jest na tyle dużo, że nie nie ma potrzeby porywania się na jej trzon ryzykując wkurzenie graczy (czyli target audience) nieudaną, nielogiczną i skazaną na porażkę u swoich podstaw próbą upchnięcia fabuły Cyberka w 90 minutach, bo ze wszystkimi niuansami świata gry jest to po prostu nierealne bez spłycenia wątków.
Korpos wylatujący z roboty w ramach firmowych przetasowań, członek Trauma Team po załamaniu nerwowym, staczający się rockerboy, media penetrujący środowisko gangów, wkręcający się zbyt mocno w nowe towarzystwo – opcji jest tyle co klas postaci w stołowym erpegu, questów pobocznych w grze, komiksów w uniwersum.
Niech pojawą się Ruth Dzeng, Stanley Media, Gillean Jordan, Ziggy Q, Hideshi Hino albo Rogue, Wakako Okada, Dum-Dum, Kerry Eurodyne, Viktor Vektor (w roli oczywiście Henry „Dr Allcome” Rollins) i inne epizodyczne postacie z gry oraz te ważne dla world-buildingu, żebyśmy wiedzieli na jakiej planecie wylądowaliśmy, ale niekoniecznie w jakich czasach. Judy, Panam, Takemorda, Evelyn Parker, V, Jackie Welles mieli swoje pięć minut i są zbyt oczywistymi postaciami, żeby móc umieścić je na liście potencjalnie obecnych w filmie.
No i nie czarujmy się, Kijanu jako Johnny Silverhand aż prosi się o obecność na ekranie choćby w retrospekcjach, choćby na kilkadziesiąt sekund. Albo cameo Idrisa Elby jako bramkarza w Electric Orgasm.
Wspominam powyżej o 90 minutach, bo zarówno w ramach temperowania swoich oczekiwań jak i trzeźwego myślenia li tylko odrobinkę łudzę się, że powstanie monumentalne dzieło o formacie Diuny albo choćby Blade Runnera 2049, gdzie Kubrickowskie ujęcia ulic skąpanych w świetle neonów i strugach deszczu oddadzą Nigh City hołd, na jaki to miasto zasługuje. Hołd obfitujący w sceny ulicznej przemocy, brud, karaluchy, klaustrofobiczne wnętrza megabloków, zwały śmieci piętrzące się pod ścianami budynków, ale też wypasione fury, błyszczące kiecki, niedostępne dla tubylców betonu wysokie piętra wieżowców – obrazy tak sugestywne, że smród zaszczanego betonu, gnijących w kalifornijskim słońcu śmieci, zużytych prezerwatyw i chemiczno-naftowej bryzy znad przemysłowych dzielnic Night City będzie wylewać się z ekranu.
Z jednej strony wiem, że Cyberpunk to przede wszystkim moralnie szare sytuacje i pytania, na które nie ma jednoznacznie dobrej odpowiedzi, i choć w CP77 doceniam przede wszystkim filozoficzną głębię, to w pierwszej kolejności liczę na wizualny przepych. Jeśli Wiedźmin jest serią wynoszącą narrację na nowy poziom, to nafaszerowany najnowszymi bajerami od Nvidii CP77 jest u swoich podstaw technologicznym prężeniem muskułów, i tego też trochę oczekiwałbym od filmu – uczty dla oka, zachwytu i obrzydzenia obrazami.
O historię się nie boję – informacja o Cedepie trzymającym pieczę nad scenariuszem pozwala odetchnąć z ulgą i mieć pewność, że film nie stanie się skrywanym pod płaszczykiem pozornie dojrzałej historii moralizatorsko-dydaktycznym pierdu-pierdu o amerykańskich wartościach, rodzinie i wolności z bezpiecznym młodzieżowym ratingiem, bez kropelki krwi i jednym bluzgiem na godzinę seansu (khe-khe Stranger Things), jedynie udając dirt and grit wiecznie skrzywionymi, nieogolonymi gębami, laniem się po tych gębach, paleniem bez zaciągania się (jak Bill Clinton) i wspomnieniu gdzieś szeptem i półgębkiem, że ten zniszczony życiem przegryw ᴮᶦᵉʳᶻᵉ ᵖʳᵒᶜʰʸ.
A jeśli w filmie jednak pojawi się Jackie Welles, to musi go grać Jacek Król.
Basta.
Edit: typuję: Marchewka, Zwierzchowski, Sztybor, Jaki, Kosik
(edytowano)
Ja tak jeszcze dodam że jak widzę niektóre ambienty na yt z muzyką z wieśka i filmem z remastera to zamiast realizmu, staje mi w oczach zwykła, w miarę realistyczna diorama. I nie mogę się tej myśli pozbyć, ale w sumie ciekawie się o tym myśli xD.
Tylko że przeważnie gracze nigdy nie są targetem takich skoków na kasę.
Te serialiki i filmy robi się dla normików nie grających w gry.
Żyję nadzieją, że Cedep nie zrobi projektu na odwal się – Edgerunnersi wyszli spoko, zadowolone normiki sięgnęły po Cyberpunka 2077 (ps. dziś już i normiki grają w gry). No i CD-Projekt panujący nad scenariuszem raczej nie odwali jakiejś własnej reżyserskiej interpretacji, która z materiałem źródłowym finalnie nie będzie mieć wiele wspólnego. Chociaż jak wspomniałem powyżej, studzę swoje oczekiwania, bo realnie wątpię że to będzie jakieś wielkie kino. A szkoda, bo lubię długie ujęcia.
Kampania promocyjna Cyberpunka 2077 miała gigantyczny rozmach, ale Cyberpunk 2 zaczynający marketing od zapowiedzi pełnometrażowego filmu to już inna galaktyka /s
„Mają rozmach skurwisyny”
Też nie sądzę, żeby mieli ekranizować fabułę gry, jednak mam duże wątpliwości co do sukcesu przedsięwzięcia. Moim zdaniem formuła filmu jest błędem, dużo lepiej siadłby tu serial. Możnaby wtedy dużo lepiej pobawić się różnymi zakamarkami universum. Film to za mało żeby dobrze przestawić świat nieznającym gry, więc musiałby być on potraktowany zdawkowo, jak w Blade runner. Ale ten film się udał, bo był nowatorski, genialny wizualnie, miał przejmujące i dobrze zagrane postaci. Szansę na powtórkę, są co najwyżej niezerowe. W przypadku serialu wystarczy fajny klimat, przyzwoite tępo, fabuła która nie powoduje jakościowej przykrości. Innymi słowy, nie musi być wybitny, wystarczy dobry.
Ciekawe czy film będzie wierny oryginałowi: policja będzie się pojawiać znikąd, wszystkie pojazdy na ulicach będą się zatrzymywać kiedy główny bohater wchodzi na ulicę oraz przechodnie znikają za plecami bohatera. 😀
Ciekawe czy będą same klony przechodniów się przechadzać
Jak będzie cięcie do innego ujęcia kamery, to elementy scenografii będą znikać z filmu i pozostaną zniknięte dla konkretnego widza, strasząc go gołymi rusztowaniami i ścianami studia, dopóki ten widz nie wyjdzie z sali kinowej i wejdzie z powrotem (w nawiązaniu do buga psującego mi zabawę w wersji premierowej)
(edytowano)
Oby scenariusz był duuuuzo lepszy niż w grze, wtedy jakieś minimum zostanie może osiągnięte.