Najnowsze odsłony Call of Duty nie trafią do Game Passa, ale Activision szykuje coś na otarcie łez. Do abonamentu mają trafić starsze części
Jak zapewne wiecie, objęcie stanowiska Phila Spencera przez Ashę Sharmę wiązało się z nieuniknionymi zmianami w Microsofcie. Nowa szefowa Xboksa już wcześniej sugerowała, że ceny za abonament Game Pass są zbyt wysokie dla graczy. Rozwiązanie tego problemu było więc raczej proste – po prostu trzeba było je obniżyć. Mało kto spodziewał się jednak, że za zmniejszeniem cen usługi pójdzie również pozbycie się kilku znaczących tytułów z kolekcji Game Passa, w tym strzelanek z serii Call of Duty w dniu premiery.
Całe szczęście te mają zasilać abonamentowe szeregi w następnym sezonie po premierze gry, czyli mniej więcej po roku obecności na rynku. Co jednak ciekawe, nie oznacza to mniejszego występowania CoD-a w usłudze Microsoftu. Jak bowiem poinformowały źródła PC Gamera, pomimo implementacji rocznego buforu, Activision równocześnie planuje dodać do Game Passa kilkanaście tytułów z przedziału czasowego 2003-2021. Wśród nich znajdą się:
- Call of Duty (2003)
- Call of Duty 2 (2005)
- Call of Duty 2: Big Red One (2005)
- Call of Duty 3 (2006)
- Call of Duty 4: Modern Warfare (2007)
- Call of Duty: World at War (2008)
- Call of Duty: Modern Warfare 2 (2009)
- Call of Duty: Black Ops (2010)
- Call of Duty: Modern Warfare 3 (2011)
- Call of Duty: Black Ops 2 (2012)
- Call of Duty: Ghosts (2013)
- Call of Duty: Advanced Warfare (2014)
- Call of Duty: Black Ops 3 (2015)
- Call of Duty: Infinite Warfare (2016)
- Call of Duty: Vanguard (2021)
Dokładnej daty dodania powyższych tytułów jeszcze nie znamy, lecz spodziewamy się, że nastąpi to jeszcze w tym roku. Jak widzicie jest tego sporo, a ułatwienie dostępu do takich klasyków jak pierwszy Black Ops z 2010 czy Ghost z 2013 wyjdzie Activision tylko na dobre. Część fanów sugerowała na platformie X takie rozwiązanie na otarcie łez wszystkich tych, którzy korzystali z usługi głównie z myślą o najnowszych częściach CoD-a. Czy to im wystarczy?
To się okaże w przyszłości, lecz na uwagę zasługuje jeszcze jeden fakt, który w całej dyskusji o nowych rządach Sharmy zdaje się nam umykać. Otóż taki ruch może znacząco wpłynąć na transparentność Activision, które zostało właśnie pozbawione zasłony zatajającej informacje o stopniu sukcesu najnowszych części Call of Duty.
Do tej pory musieliśmy całkowicie polegać na zagranicznych doniesieniach prasowych i sprawozdaniach finansowych, nad którymi Activision trzymało pieczę. Natomiast takie SteamDB, którego rzetelności nikt nie podważa, a do którego każdy w zasadzie ma dostęp, pozostawało bezużyteczne w kwestii liczby graczy na premierę, gdy te pojawiały się w abonamencie Microsoftu.
Gdy kolejne odsłony CoD-a nie będą dystrybuowane w dniu premiery w Game Passie, to można założyć, że większość graczy pecetowych nabędzie je na Steamie. W efekcie daje nam to większy i bardziej przejrzysty obraz rzeczywistego sukcesu gier Activision w oparciu o liczby, które każdy może sprawdzić, kiedy tylko chce.
Właściwy krok, ale zbyt mały i postawiony za późno. Powinno to dotyczyć wszystkich premier. Jeśli chcieliby uratować Xboksa to powinni też zrezygnować z PC i wydawania gier na Playstation. Ale raczej na Xboksie im nie zależy, bo idą w streaming, więc chcą po prostu więcej zarobić na grach, które przez GP się nie sprzedawały. Najpierw odzwyczaili klientów od kupowania gier, to teraz będą do tego ich ponownie przyzwyczajać, żeby po upowszechnieniu streamingu (który będzie drogi w utrzymaniu) ludzie płacili abonament za utrzymanie konta i kupowali gry dodatkowo gry.