Piractwo to jedyna sensowna droga? Słowa dyrektora Fundacji Historii Gier Wideo wskazują paradoksy branży
Dosłownie chwilę temu świat obiegła wieść, że Sony robi kolejny krok w stronę całkowitej cyfryzacji wydawanych gier, tym samym kończąc z jakimikolwiek fizycznymi nośnikami danych. Mało tego, w tym samym smutnym newsie czytamy także, że w lipcu przyszłego roku zakończone zostanie wsparcie PS Store’u na PS3 i PS Vicie. Temat jest na tyle poważny, że wywołał całkiem spore (i słuszne) oburzenie z waszej strony, a w sieci jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne dyskusje na ten temat.
Jedną z nich zdecydował się skomentować Frank Cifaldi – konserwator i historyk gier wideo, a także dyrektor Fundacji Historii Gier Wideo, którego dość kontrowersyjna wypowiedź w sprawie piractwa rzuca nowe światło na całą sprawę. Co dokładnie powiedział i co piraci mają dziś wspólnego z wątpliwej jakości praktykami japońskiego giganta?
Jako dyrektor instytucji zajmującej się ochroną gier wideo oraz osoba, która poświęciła tej sprawie całe swoje dorosłe życie, mogę powiedzieć, że jest to słuszne podejście. Próbowaliśmy współpracować z branżową organizacją, aby znaleźć rozwiązanie prawne, ale odmawiają oni zaproponowania jakiejkolwiek sensownej alternatywy.
Jest to odpowiedź na słowa jednej z internautek, która napisała:
Piractwo jest w tym momencie jedyną istniejącą formą ochrony gier. Możesz uważać je za moralnie naganne, ale nie ma dosłownie żadnej innej instytucji, która utrzymałaby gry przy życiu za 25, 50 lat.
Według słów Cifaldiego w obliczu zmieniających się standardów branży oraz braku jakiegokolwiek zaangażowania ze strony branżowej organizacji ESA piractwo wcale nie wydaje się być takim złym pomysłem. Oczywiście jeśli wciąż mówimy o kwestii archiwizacji gier, które pozbawione fizycznego nośnika mogą ot tak zostać wyłączone i stać się niedostępne na zawsze, w obliczu czego cierpią nie tylko gracze, ale także instytucje pokroju muzeów gier wideo.
Cifaldi zwraca uwagę na brak sensownej i legalnej alternatywy wobec problemu zachowywania kultury cyfrowej, ale też podstawowego prawa konsumentów do odsprzedania zakupionej kopii gry. Według niego jedynym dostępnym w tym momencie rozwiązaniem problemu zanikającej kultury jest właśnie piractwo, ponieważ jedynie posiadanie scrackowanych plików pozwoli na ich odpalenie na długo po wyłączeniu oficjalnych serwerów, lecz nie na własny użytek, a w celach badawczych przez odpowiednie instytucje.
I żeby nie dolewać więcej oliwy do ognia i nie budzić niepotrzebnych kontrowersji – piractwo cały czas pozostaje moralnie wątpliwą praktyką i w momencie, gdy mamy możliwość pozyskać danego tytułu legalnymi i konwencjonalnymi ścieżkami, powinniśmy z nich właśnie skorzystać. Niemniej trudno jednak nie zauważyć, że brak jakiejkolwiek alternatywy ze strony organizacji zajmujących się tematem niejako legitymizuje tego typu zachowania i zwyczajnie je usprawiedliwia.
To z kolei pokazuje, jak bardzo cała sprawa wymaga wypracowania konkretnego rozwiązania i większego zaangażowania „kogoś z góry”, skoro oddolne inicjatywy i tak zostaną zweryfikowane przez twardą politykę właściciela tej czy innej platformy. Ech, kolejny dzień walki z wielkimi korporacjami uważam za rozpoczęty.
No to jest fakt. Na zatoce można znaleźć każdą lub prawie każda grę. Sklepy elektroniczne kiedyś wygasną,konto można usunąć ale tycu wszystkich kopii w internecie tak łatwo się nie pozbędziesz. Nawet jak jedna strona zostanie zdjęta to zaraz druga powstanie.
Rozwiązanie tej kwestii jest jedno i bardzo proste, w momencie gdy gra znika ze sprzedaży powinna zyskiwać z automatu status abandonware i być w pełni legalnie dostępna do pobrania. Tj. nie ma gry w sprzedaży, to nie ma czegoś takiego jak jej piractwo, bo i tak przecież legalnie już się jej zakupić nie da.
Nooo nieeeeeee…. przecież to złodziejstwo Bandytyzm Brak moralności i tylko frajerzy którzy nie potrafią uczciwie zarobić pałają się piractwem i duże dzieci i dziecinne myślenie itd… Tak mnie kiedyś wyzywano a tu proszę pomału to jedyna alternatywa na posiadanie gry tylko dla siebie.
Duże korpo same tak robią
Po tym, co się ostatnio odwala? Tak, to faktycznie wydaje się być jedyna sensowna droga. Paradoks polega na tym, że uczciwi ludzie chętnie płacący za gry wideo zostają „w nagrodę” pozbawiani prawa własności. Zmusza się nas do płacenia za coś, co w dowolnej chwili może nam zostać odebrane, albo wykastrowane z zawartości.