Porty Call of Duty: Black Ops 1 i 2 to największe hity sprzedażowe na konsolach Sony. Takich wyników nie osiągają nawet tegoroczne premiery
Kto by się spodziewał, że gra wydana 14 lat temu będzie największym strumieniem wody napędzającym młyn Activision? Gdy na początku zeszłego miesiąca pisaliśmy, że dwie pierwsze części Call of Duty: Black Ops trafiły na PS4 i PS5, od razu wyraziliśmy swoje obawy wobec ich ceny. Obie gry wyceniono na 40 dolarów (20, jeśli jest się posiadaczem abonamentu PS Plus), czyli jakieś 175 złotych, a mimo to nostalgię udało się spieniężyć zadziwiająco skutecznie. Jak skutecznie, spytacie?

Ano w liczbie ponad 11 milionów egzemplarzy. Yup, nie przeczytaliście tego źle, ani ja się nie pomyliłem. Na ten moment Black Ops 2 odnotowało sprzedaż ponad 8 milionów kopii, a pierwsza część podcyklu dorzuciła jeszcze 3 bańki w przeciągu miesiąca od ich ponownego wydania. Na uwagę zasługuje również fakt braku kampanii marketingowej – ot, pojawiły się w sklepie bez większego rozgłosu i to w niezmienionej od lat formie. Mowa tu przecież o przeportowaniu tytułów na PS4 i PS5, a nie żadnym remake’u czy remasterze. Nieźle jak na gry sprzed 14 i 16 lat, no nie?
Jest to o tyle ciekawe, że zamykający podium Assassin’s Creed Black Flag Resynced może pochwalić się wynikiem będącym jedynie połową wartości sprzedaży pierwszego Black Opsa. Gdyby natomiast zsumować wszystkie inne tytuły dostarczające największych przychodów na konsolach Sony, to nadal nie sięgałyby one do pięt pierwszym Black Opsom, pomimo okrojonej formy, w jakiej ponownie wypuszczono je na rynek.
Tak wspaniałe wieści są w Activision ostatnio nieczęste. No bo weźmy pod lupę siódmą części wspomnianej podserii. Black Ops 7 przegrało z kretesem ze swoim odwiecznym konkurentem tworzonym przez Dice, a w porównaniu z innymi częściami – jego start był ewidentnie słabszy. Tak kiepskie wyniki BO7 były także przyczyną ponownego przyjrzenia się strategii wypuszczania gier studia, które chyba nareszcie zdaje sobie sprawę, że gracze wcale nie potrzebują kolejnej odsłony lubianej podserii aż co rok.
Płyną więc z tego bardzo ciekawe i bardzo różne wnioski. Od wspomnianej na początku sprzedawanej nostalgii, przez nieco boomerskie stwierdzenie, że kiedyś gry były ewidentnie lepsze, skoro takie starocie w niezmienionej formie nadal potrafią konkurować (i to z jakim skutkiem!) z tegorocznymi premierami, po przyznanie Activision całkiem niezłego refleksu. Oba tytuły wydano przecież w tzw. letnim sezonie ogórkowym, na długo przed Modern Warfare 4 czy GTA 6, przez które czeka nas niedługo jesienny ścisk. Idealny moment na powrót do korzeni i czasów świetności serii.
Przez BO2 wróciłam do CoD na długo. Uwielbiam tryb zombie, zwłaszcza tą mapę Origins.