Tak właśnie wygląda połączenie Dooma, Bloodborne’a i Darksiders. Crimson Moon z datą premiery i zadziwiająco niską ceną
Jeśli uważnie śledziliście przedostatnie State of Play, to pewnie kojarzycie już tytuł Crimson Moon. Produkcję zapowiadano jako gotyckiego soulslike’a w stylizowanej oprawie graficznej, którą najszybciej można określić mianem połączenia Dooma, kilku soulsów i Darksiders. Tytuł zdaje się czerpać wszystko to, co najlepsze z wymienionych wyżej tytułów, tworząc na pierwszy rzut oka niezbyt odkrywczą, lecz całkiem przyjemną mieszankę. Brzmi ciekawie? No to zobaczcie sami, jak to wygląda:
W Crimson Moon wcielimy się w rolę pół-człowieka, pół-anioła – istotę zwaną Nefilimem. Jako najgroźniejsza broń Zakonu Karmazynowego Księżyca przyjdzie nam ratować ludzkość stojącą na granicy ostatecznego upadku podczas inwazji piekielnych demonów. Jeśli graliście w Bloodborne’a, to motyw tajemniczego zakonu w gotyckim mieście, który odpowiedzialny jest za stworzenie specjalnej rasy wojowników do walki z potwornościami, pewnie wyda wam się dość znajomy.
Tak samo zresztą jak widowiskowe finishery po serii brutalnych ciosów wymierzonych w demonicznych przeciwników czy ciężki i metalowy klimat pasujący do serii Doom. Sama walka zaś przypomina bardziej wspominany wcześniej gatunek soulslike’ów, w którym pomimo panującej dynamiki i mnogości przeciwników należy zachować zimną krew, gdyż każde uderzenie wroga może posłać protagonistę do piachu.

Po śmierci zaś bohater trafia z powrotem do hubu/bazy, które tym razem ubrano w szaty gotyckiej katedry. Tam właśnie rozwiniemy swoją postać, odblokujemy nowy asortyment, a także go ulepszymy. Gra zapowiada się więc trochę soulsowo, a trochę rogalikowo. Crimson Moon nadaje się też do opcjonalnej kooperacji dla maksymalnie dwóch graczy. Motyw ten, w połączeniu ze specyficzną oprawą graficzną, przywodzi na myśl serię Darksiders z izometrycznym Genesis na czele.
Pozostaje jeszcze odpowiedzieć sobie na pytanie – jak interpretować tak wiele inspiracji i znanych motywów w jednej grze? Cóż, na ten moment ciężko nie odnieść wrażenia, że przez ich natłok rzecz wydaje się być mało innowacyjna i nieco generyczna. Z drugiej jednak strony – co złego jest w czerpaniu ze sprawdzonej formuły, kiedy taka mieszanka po prostu może przynieść sporo frajdy przed ekranem?

Oczywiście ostateczny werdykt każdy z nas będzie mógł wydać dopiero po premierze gry, którą zapowiedziano właśnie na 1 września. Warto wspomnieć także o jej cenie, gdyż ta plasuje Crimson Moon w kategorii średniobudżetowej, co niejako pokrywałoby się z planami Harolda Ryana – byłego prezesa Bungie i założyciela Probably Monsters – który po wizerunkowej klęsce związanej z tragicznymi losami Concorda postanowił zmienić strategię prowadzenia studia. Mało kto wie, że Ryan w swoich szeregach posiadał niegdyś Firewalk Studios, jeszcze przed sprzedażą swoich udziałów Sony.
Tak czy inaczej, za Crimson Moona przyjdzie nam zapłacić niespełna 20 dolarów, czyli jakieś 75 złotych. Za dziesięć dolców więcej twórcy zapewniają ekskluzywnego skina dla naszej postaci, nową broń, a także DLC zapowiedziane na po premierze. Planujecie to ograć, czy może wygląda wam to zbyt sztampowo? Chętnie poznam wasze zdanie na ten temat w komentarzach poniżej.
